wtorek, 3 lipca 2018

2x03 Nie sądzę, że jest to przypadek

               Wszedłem do kuchni. Od razu spojrzałem na siedzącą na blacie dziewczynę. Jej wzrok utkwiony był w kolorowym magazynie, który przeglądała. Obok znajdowała się na wpół wypita kawa. Przez moment ją obserwowałem, nie mogąc przestać się uśmiechać. Szczególnie że od samego rana Holly znów miała dobry humor.
               Dziewczyna podniosła głowę, gdy podszedłem bliżej. Nasze spojrzenia spotkały się ze sobą. Uśmiechnęła się. Zerknąłem na gazetę w jej dłoni. Czytała artykuł na temat mody ślubnej. Uniosłem z zaskoczeniem brwi, zbliżając się do niej jeszcze bardziej. W końcu wcisnąłem się między jej nogi, opierając ręce na jej odsłoniętych udach.
– Co tam masz?  zapytałem, wskazując na pismo.
– Przeglądam konkurencję  odparła z uśmiechem, machając gazetą. – Oprócz tego wyobrażałam sobie ciebie w takim wypasionym garniturze.
 I jak?
 Wyglądałbyś seksownie  powiedziała ze śmiechem.  Zresztą jak zawsze.
 Teraz też?
 Nawet teraz  rzuciła, cmokając mnie przelotnie w nos.
 A ty w białej sukni.
 Zostaniesz moim mężem?
 Choćby i zaraz  odpowiedziałem i tym razem to ona się zaśmiała. Złapałem ją za wolną dłoń.  Oświadczasz mi się?
 Nie, na razie testuję  skwitowała, wzruszając ramionami. Ponownie się zaśmiałem.
 Dzisiaj mam wolny dzień.
 W końcu  rzuciła, odkładając gazetę na bok. Po raz kolejny spojrzała wprost w moje oczy. W dalszym ciągu się uśmiechała. Wstrzymałem oddech, kiedy przybliżyła się i musnęła moje usta swoimi. Owinęła ręce wokół mojego karku.
 Znajdziesz dzisiaj dla mnie czas? Moglibyśmy wybrać się na miasto.
 Zaraz to sprawdzę  odparła, a potem udała, że wyciąga niewidzialny kalendarz. Z poważną miną niby przestudiowała nieistniejące kartki, a następnie znów skupiła się na mnie.  Mam wolne. Chętnie z tobą pójdę.
 Cieszę się.
 To będzie nasz dzień.
 To mi się podoba. Robimy śniadanie?
 Zaczniemy od deseru?  zaproponowała, poruszając dwuznacznie brwiami. Mój wzrok na dłuższą chwilę zatrzymał się na jej ustach, gdy przygryzła dolną wargę.
 Namówiłaś mnie.
 Idealnie  odparła, a potem złapała za dół mojej koszulki.
                  Podciągnęła ją do góry, pomagając mi ją ściągnąć. Zaraz po tym pozbyła się swojej bluzki. Nachyliła się, łącząc nas w pocałunku. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Szybki dreszcz przebiegł mi po plecach, kiedy jej palce przejechały po mojej klatce piersiowej. Zaśmiała się cicho, po raz kolejny spoglądając mi w oczy. Uwielbiałem, gdy to robiła. Holly zawsze patrzyła na mnie tak, jakby nic innego nie istniało wokół nas. A to mi się tak cholernie podobało.
 Sypialnia, salon czy zostajemy tutaj?  zapytałem, czując jej gorący oddech na wargach.
 Najpierw tu, potem sypialnia.
 Pasuje.


                 Nie było tak, że kompletnie zapomniałem o wczorajszym przybiciu Holly. Choć próbowała wmówić mi, że po prostu źle się czuje i jest zmęczona, ja wiedziałem, że nie jest to do końca prawda. Znałem ją na tyle, że nie trudno było mi się domyślić, że nie są to główne przyczyny jej złego samopoczucia. Choć dziewczyna nadal nic mi nie mówiła i dzisiaj zachowywała się już całkowicie normalnie, to nie zamierzałem odpuszczać i o tym zupełnie zapomnieć. Jakbym gdzieś w środku przeczuwał, że nie jest to koniec. Chciałem, by Holly była szczęśliwa, dlatego tak bardzo zależało mi na prawdzie. A może byłem po prostu nazbyt przewrażliwiony na jej punkcie?
 O czym myślisz?
 Co?  zapytałem rozkojarzony, bo przez moment faktycznie nieco odpłynąłem od świata rzeczywistego.
 O czym myślisz?  powtórzyła, uśmiechając się.
 O tym, jak super wyglądasz w czerwonej bieliźnie.
 Kłamca  rzuciła, popychając mnie lekko.
                  Zaśmiałem się, a potem udałem, że się przeciągam. Czułem na sobie jej spojrzenie, dlatego znów skupiłem wzrok na jej piwnych oczach. Tych oczach, które tak bardzo kochałem. Przejechałem czule palcami po jej policzku. Dziewczyna przymknęła powieki, gdy nieco się nachyliłem. Pewnie była przekonana, że chcę ją pocałować. Nic z tego. Wykorzystując moment jej nieuwagi, władowałem się między jej nogi, a potem położyłem na kocu, opierając się o jej ciało. Przechwyciłem od niej napój. Wziąłem kilka łyków.
 Poważnie?  odparła rozbawiona.
 Tak mi dobrze  powiedziałem, obejmując jej nogi.  Teraz pomiziaj mnie po włosach.
 Zapłać za dodatkową usługę.
 No weź  mruknąłem, marszcząc nos.  Jestem twoim chłopakiem, więc…
 Teraz zrobiłeś sobie ze mnie leżak  skwitowała, a ja parsknąłem śmiechem.
 Lubię, jak mnie przytulasz  powiedziałem, odchylając głowę, by móc ją zobaczyć.
                 Na twarzy Holly pojawił się zadowolony uśmiech. Objęła mnie ciaśniej, a potem cmoknęła w czoło. Zdecydowanie byłem za tym, byśmy mieli jak najwięcej takich całkowicie wolnych dni. Zero pracy. Zero myślenia o problemach. Tylko my i nic więcej. Ostatnio nie mieliśmy zbyt wiele czasu, by tak w pełni być ze sobą. Zawsze gdzieś za plecami mieliśmy swoje służbowe obowiązki  szczególnie że bar coraz bardziej się rozkręcał, a i Holly była zawalona robotą. Często też towarzyszyli nam przyjaciele, a czas dla siebie zyskiwaliśmy rano lub wieczorem po przyjściu do domu. Dlatego teraz tym bardziej doceniałem takie wspólne długie chwile.
 Mogłabym siedzieć na plaży cały czas  powiedziała, przejmując ode mnie napój.  Lubię tu przychodzić.
 Zawsze mówiłaś, że dobrze ci się tu myśli.
 I tak jest nadal. Chociaż moglibyśmy iść coś zjeść.
 Robisz się głodna?
 Tak. Co powiesz na pizzę?
 Jestem jak najbardziej za.
 Ale posiedzimy tu jeszcze chwilę?
 Jasne, ale pod jednym warunkiem.
 Jakim?
 Że nadal będziesz robić za mój leżak  powiedziałem ze śmiechem.
 Niech ci będzie.
 Ej  mruknąłem, gdy dla zabawy pstryknęła mnie w nos. Holly wybuchła śmiechem.


~***~
                Wyszłam z lokalu. Luke jeszcze udał się do łazienki, a ja nie widziałam sensu, by tkwić w środku. Wolałam poczekać na niego na zewnątrz. Otworzyłam torebkę, szybko odnajdując w niej komórkę. Następnie uruchomiłam przeglądarkę. Miałam zamiar wykorzystać te kilka minut na znalezienie jakiegoś filmu. Chcieliśmy jeszcze zrobić zakupy, a potem zaszyć się w mieszkaniu i zmarnować resztę dnia na leniuchowaniu, przy okazji oglądając coś ciekawego.
               Nie odrywając oczu od ekranu, przeszłam w bok, aby nie stać w samym przejściu. Nie skupiałam się na mijających mnie osobach, a tym bardziej na tym, co dzieje się wokół mnie. Nic dziwnego, że się przestraszyłam, gdy poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Odruchowo odskoczyłam, jednocześnie raptownie się odwracając. Jak tylko spojrzałam w te znajome zielone tęczówki, zrobiłam dwa kroki do tyłu, zwiększając dystans. W myślach wypuściłam wiązankę soczystych przekleństw.
 Miło cię znowu widzieć  powiedział Aiden, uśmiechając się.
 Nie powiem ci tego samego  mruknęłam, czując, jak moje serce przyspiesza.
                Momentalnie zrobiło mi się zimno, gdy chłopak zmierzył mnie wzrokiem. Wsunęłam komórkę z powrotem do torebki, chcąc udawać przed nim, że jego widok wcale mnie nie rusza. Że tak naprawdę mam go gdzieś. Że już nie reaguje na niego tak, jak dawniej. A to wszystko było jednym wielkim ugranym kłamstwem, bo znów poczułam przeszywający strach. Błagałam też w myślach o to, by Aiden jak najszybciej sobie stąd poszedł.
 Daj spokój, Hol  rzucił, nie odrywając wzroku od mojej osoby.  To przeznaczenie. Wpadam na ciebie już trzeci raz.
 Trzeci?  wydusiłam z zaskoczeniem.
 Dzisiaj, wczoraj, a przedwczoraj widziałem cię, jak wychodziłaś z redakcji.
 I mam nadzieję, że już więcej się nie zobaczymy.
 Holly, Holly, Holly… Naprawdę się zmieniłem.
 Ja tego nie kupuję  powiedziałam, odwracając się.
                 Nie wierzyłam w te słowa. Nie wierzyłam w to, że przez zupełny przypadek Aiden znajdował się w tych samych miejscach, co ja. Sydney nie było maleńką mieściną, gdzie można było często na siebie wpadać. To było duże miasto, więc takie spotkania  i to trzy razy z rzędu  nie mogły być wypadkiem losowym.
                 Chciałam wrócić do lokalu i jednak zaczekać na Luke'a w środku. Zdecydowanie będąc tam, czułabym się bezpieczniej. Nie miałam zamiaru też stać z Aidenem i plotkować, jakbyśmy byli starymi znajomymi. Szczególnie że jego osoba była koszmarem, który odznaczył się w moim życiorysie. Nie chciałam mieć problemów. Nie chciałam wracać do tamtych przykrych i przepełnionych bólem dni. Kiedy udało mi się pozbyć tych wspomnień z pamięci, one znów wróciły. Wróciły razem z nim.
 Poczekaj.
                 Aż się wzdrygnęłam, gdy jego chude palce owinęły się wokół mojego nadgarstka. Momentalnie żołądek ścisnął mi się w ciasny supeł. Znów poczułam napływający strach, który sprawiał, że zrobiło mi się niedobrze. Chłopak nawet mnie nie szarpnął, nie wzmocnił uścisku, nie zrobił tak naprawdę nic, a ja poczułam się tak, jakby wyrządził mi kolejny raz krzywdę. Sam jego dotyk wywoływał psychiczny ból.
 Puszczaj  powiedziałam drżącym głosem.
 Nic ci nie robię  odparł rozbawiony. Na szczęście odsunął się ode mnie, automatycznie puszczając moją rękę.  Jesteś jakaś przewrażliwiona.
 A dziwisz się?
 Wiem, że byłem kompletnym dupkiem.
 Mało powiedziane.
 Nie wiem, jak mam cię przeprosić.
 Po prostu się odpieprz  warknęłam, chcąc znów ruszyć w kierunku lokalu.
 Holly, poświęć mi, chociaż chwilę!
 Tych chwil miałeś zbyt wiele. Twoje słowa są gówno warte. Każde twoje przepraszam, wizje poprawy i każda obietnica, była niczym. Zniszczyłeś mnie, Aiden. Ale to już koniec. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
                 Kiedy podszedł bliżej, odruchowo odepchnęłam go od siebie. Następnie znów się odwróciłam. Już chciałam zrobić krok w kierunku pizzerii, gdy nagle na zewnątrz pojawił się Luke. Z jednej strony odetchnęłam z ulgą. W końcu miałam obok siebie osobę, przy której naprawdę czułam się bezpiecznie. Z drugiej zaś nigdy nie chciałam, by ta dwójka się ze sobą spotkała. Nie chciałam, by i Aiden wszedł także w jego życie. Nawet jeśli byłby tylko chwilowym, nic nieznaczącym epizodem. On był niczym wirus, który powoli wyniszcza wszystkich, którzy kiedykolwiek mieli z nim styczność. A Luke był tym, kogo chciałam za wszelką cenę chronić. Nic z tego.
 Holly.
 Możemy już iść?  zapytałam, podchodząc do niego.
                Cicho liczyłam na to, że jak przestanę zwracać uwagę na swojego byłego, to on po prostu odpuści i odczepi się, dając nam spokój. Szybko przekonałam się, że jednak było to naiwne pragnienie.
 Jesteś zdenerwowana  powiedział Luke, łapiąc mnie za rękę.
 Chodźmy już  poprosiłam, siląc się na normalny ton, ale głos i tak mi zadrżał.
 Holly, co jest?
 Nowy chłopak?
                Tym razem ciche przekleństwo wydostało się z moich ust. Przymknęłam oczy, biorąc głęboki wdech. Kiedy ponownie spojrzałam na Hemmingsa, on spoglądał z zaciekawieniem na Aidena, który już stał obok nas. Niechętnie odwróciłam się w jego stronę.
– Nie przedstawisz mnie?  odezwał się ponownie. Luke zmarszczył czoło, zerkając to na mnie, to na niego.  No weź? Poważnie?
 To twój znajomy?  odparł blondyn.
 Jestem jej byłym chłopakiem. Stare dzieje. Aiden O’Callaghan – powiedział, wyciągając rękę.
 Luke Hemmings  odpowiedział, puszczając mnie, by odwzajemnić gest.
 Musimy już iść. Spieszymy się  rzuciłam, ponownie łapiąc blondyna za rękę.
 Do zobaczenia, Holly.
 Nigdy, kurwa, w życiu  wymamrotałam pod nosem, ciągnąc Luke'a w przeciwnym kierunku. Wszystko byleby być dalej od niego. Od tej wstrętnej pijawki, przez którą miewałam prawdziwe koszmary. Koszmary, które odgrywały się także w prawdziwym realnym życiu.
 Holly?
 Nie tutaj  poprosiłam, gdy skręciliśmy w bok, aby dotrzeć na parking, na którym zaparkowane było auto Hemmingsa.
 Skarbie, wyglądasz, jakbyś miała dostać zaraz jakiegoś ataku paniki. Naprawdę się martwię  odparł, zatrzymując się. Złapał mnie za ramiona, a ja spojrzałam w jego błękitne tęczówki. Widziałam, że jest zaniepokojony moim zachowaniem.  Holly?
 Po prostu chcę wracać do domu  powiedziałam cicho.  Jak najszybciej. Proszę.
 W porządku.
                 Mimo tego, że nie zadał mi kolejnych pytań, to i tak wiedziałam, że one w końcu się pojawią. Jak tylko trafimy do domu, Luke będzie chciał o tym porozmawiać. Musiałam się na to przygotować. Musiałam znaleźć w sobie ten cień spokoju i pewności, by bez przesadnych emocji opowiedzieć mu o wszystkim. By w końcu wyjawić swoje obawy i poszukać u niego po raz kolejny wsparcia i otuchy. By znów zasięgnąć u niego pomocy, dzięki której nie rozpadnę się na małe kawałki, pod wpływem dawnych wspomnień.


~***~
                  Przez całą drogę uważnie obserwowałem Holly. Nawet nie kryłem się z tym, że miałem ją ciągle na oku. Uszanowałem jednak jej prośbę i nie poruszyłem tematu jej byłego, dopóki nie dotarliśmy do domu. Dzięki temu nie tylko ona miała czas, aby nieco ochłonąć i stonować emocje.
                 Zamknąłem za nami drzwi od mieszkania. Odłożyłem na szafkę klucze. Ściągnąłem buty. Odwróciłem się w kierunku Holly. Dziewczyna odłożyła torebkę na fotel, a potem usiadła na sofie. Pochyliła się, opierając czoło o rękę, zasłaniając jednocześnie oczy. Przez moment obserwowałem to, jak siedzi w bezruchu. Wtedy jeszcze bardziej zacząłem się o nią niepokoić. Wiedziałem jednak jedno  jej zachowanie było ściśle związane z chłopakiem, którego spotkaliśmy przed pizzerią. Teraz tym bardziej chciałem poznać prawdę.
                Powoli podszedłem do niej, nie odrywając od niej wzroku. Usiadłem obok, a potem objąłem ją. W pierwszym odruchu spięła się i wzdrygnęła, jakby wcale nie chciała tak bliskiego kontaktu. Dopiero po chwili się rozluźniła, a jej dłonie owinęły się wokół mnie. Wcisnęła się mocniej w moje ciało. Usłyszałem, jak z ulgą wypuszcza cicho powietrze z ust.
 Tak cholernie cieszę się, że cię mam  wyszeptała.
               Pocałowałem ją w czoło, a potem odsunąłem się odrobinę, by znów móc na nią spojrzeć. Piwne tęczówki skupiły się na mnie. Dostrzegłem, jak lekko zaszkliły jej się oczy. W tamtej chwili byłem pewny, że Holly zaraz po prostu się rozpłacze. Zamrugała szybko, a potem wzięła kolejny głęboki wdech, jakby to miało pomóc jej się uspokoić.
 Powiesz mi, co się stało?  zapytałem, łapiąc ją za rękę. Dziewczyna od razu splotła swoje palce z moimi.  Wyglądałaś na przerażoną, gdy on był bok.
 Nawet nie będę kłamać, że wcale tak nie było  odpowiedziała, spuszczając wzrok. Kolejny wdech. Kolejne sekundy milczenia. W końcu znów na mnie spojrzała.  To mój były.
 To już wiem.
 Wczoraj też na niego wpadłam. A przedwczoraj ponoć widział mnie, jak wychodziłam z redakcji.
 Co takiego zrobił, że reagujesz na niego…
                Ale urwałem, zaciskając usta. Przypomniałem sobie. Przypomniałem sobie ten jeden jedyny raz, kiedy Holly poruszyła temat swojego dawnego życia. Było to tego samego dnia, kiedy w końcu zdobyłem się na to i wyznałem jej to, co do niej czuję. To było wtedy, kiedy ona jeszcze nie wierzyła w miłość. Kiedy bała się tego uczucia, ale odważyła się spróbować. A wszystko działo się przez niego. Przez osobę, która tak bardzo ją skrzywdziła. Holly go kochała, a on okazał się zwykłym śmieciem, który jedyne co widział to narkotyki i inne kobiety. Ona przestała się liczyć. Jedyne co miał do zaoferowania, to wieczne kłamstwa, puste przeprosiny i przemoc, jaką wobec niej stosował. Tamtej nocy powiedziała mi o siniakach, zadrapaniach, a nawet połamanych kościach. Mówiła o psychicznym znęcaniu się nad nią, o przymuszaniu jej do rzeczy, których nie chciała robić. Na całe szczęście udało jej się wydostać z tego bagna i zmienić swoje życie. Ale aby to zrobić, musiała włożyć w to bardzo dużo pracy. Choć wcześniej nie nazwała go żadnym imieniem czy nazwiskiem, wiedziałem, że chodzi właśnie o niego. To był on. Osoba, która odkopała to, co zostało przez nią pogrzebane.
 To on, prawda?  zapytałem, próbując opanować ogarniającą mnie wściekłość.  To on ci to wszystko robił?
                 W odpowiedzi pokiwała tylko głową, a potem znów spuściła wzrok, skupiając go na swoich dłoniach. Zacisnąłem mocniej zęby. Gdybym tylko połączył jedno z drugim wcześniej, to nigdy nie podałbym temu skurwielowi ręki. Nigdy nie pozwoliłbym na to, by zatrzymał się obok nas. Zabrałbym ją stamtąd jak najszybciej, oszczędzając jej kolejnych chwil, w których to musiała znajdować się w jego towarzystwie.
 Zrobił ci coś teraz?  dopytałem, mając nadzieję, że zaprzeczy.
 Nie.  Odetchnąłem z nieukrywaną ulgą.  Po prostu… wywołuje te wszystkie nieprzyjemne wspomnienia. Naprawdę nie chcę go więcej widzieć. Byłam pewna, że nie ma go w Sydney, ale… wrócił.
 Myślisz, że coś od ciebie chce?
 Nie wiem, ale nie podoba mi się to, że jest tak blisko. Że cięgle niby na mnie wpada.
 Niby?
 Nie sądzę, że jest to przypadek  odparła cicho, ponownie podnosząc wzrok. Piwne tęczówki znów skupiły się na mnie. Widziałem w nich strach i ból. Odruchowo ująłem jej policzki w dłonie, a potem lekko musnąłem jej usta swoimi.
 Nie pozwolę, by coś ci się stało  wyszeptałem, mając nadzieję, że uwierzy w te słowa.  Masz od razu mi powiedzieć, gdyby ten skurwiel znów się pojawił, okej?
 Co wtedy zrobisz?
 Coś wymyślę  odpowiedziałem, a potem objąłem ją po raz kolejny.


                 Holly potrzebowała trochę czasu na to, by się uspokoić. W sumie ja także. Na szczęście w końcu oboje powoli wróciliśmy do normalnego trybu życia, a także planu, jaki mieliśmy. Mianowicie relaks, film i zaleganie na kanapie.
                 Wstawiłem kolejny popcorn do mikrofali. Ustawiłem odpowiednio urządzenie. Gdy je włączyłem, podszedłem do okna. Oparłem się dłońmi o parapet. Przymknąłem powieki, przypominając sobie twarz tego dupka. Choć nie chciałem o nim myśleć, to jednak nie tak łatwo było wyrzucić go z głowy. Szczególnie że przez niego osoba, którą tak bardzo kochałem, tak wiele wycierpiała.
                 Moje palce mocniej zacisnęły się na parapecie, gdy zacząłem tworzyć coraz to dziwniejsze scenariusze. Prawda była taka, że po prostu starałem się wykombinować coś, co nakieruje mnie na przyczynę tego, że Aiden znów pojawił się na jej drodze. Dlaczego zjawił się tak nagle? Dlaczego tak bez problemu odnajduje ją w tak dużym mieście? Miałem takie samo zdanie, jak Holly  to nie mogły być zwykłe przypadki. Raz  owszem. Ale nie więcej. On ewidentnie coś planował, a w tych jego planach dziewczyna odgrywała jakąś rolę. Zacząłem obawiać się o bezpieczeństwo Holly. Ten kretyn znów mógł podnieść na nią rękę. Mógł ponownie wyrządzić jej krzywdę.
 Luke?
 Już idę  odpowiedziałem, automatycznie się odwracając. Wtedy też zauważyłem, że popcorn już jest gotowy.
 Weźmiesz jeszcze chipsy?
 Jasne  rzuciłem, podchodząc do szafki.  Nie włączaj filmu beze mnie!
 Czekam, czekam.
 Masz szczęście, bo inaczej...
 Grozisz mi?
 Nie, tylko uprzedzam – powiedziałem i mimo tych wszystkich obaw, uśmiechnąłem się. 



***
Aiden pojawia się po raz kolejny. Tym razem spotyka nie tylko Holly. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska, Twittera i ogólnego bloga - tam znajdziecie wszystkie informacje o tym,c o i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#YoureMyTherapyFF