środa, 6 września 2017

21 A kiedy ty zrezygnujesz?

               Rozchyliłem powoli powieki. Rozejrzałem się po namiocie. Na szczęście ustawiliśmy go w cieniu, więc nie panowała tu duchota, chociaż i tak było ciepło. Usiadłem na materacu, starając się nie wykonywać gwałtownych ruchów. Holly nadal spała, wtulona w poduszkę, a ja nie chciałem jej obudzić. Wychyliłem się w stronę zamka, a następnie odrobinę go rozpiąłem, by dostało się tu więcej powietrza.
                Odwróciłem się, by po raz kolejny zerknąć na dziewczynę. Uśmiechnąłem się, przypominając sobie wczorajszy wieczór, a także noc. Zdecydowanie mogę to zaliczyć do tych dobrych i wyjątkowych chwil. Szczególnie po tym, co powiedziała mi przy jeziorze. Wypowiadając te dwa konkretne słowa, na które czekałem, sprawiła, że znów stałem się cholernie szczęśliwy. Nie zamieniłbym tego na nic innego.
 Przestań się gapić.
                 Nie spodziewałem się tego, że Holly już nie śpi, dlatego jej głos skutecznie mnie wystraszył. Drgnąłem nerwowo i zbyt raptownie, co skutkowało tym, że zsunąłem się z materaca, padając na twardą ziemię tuż przy nim. Nie spadłem jednak ze zbyt dużej wysokości, więc nie mogłem się w jakikolwiek sposób uszkodzić. Uderzyłem tylko łokciem w swoją torbę.
 Serio, Luke?
 Przez ciebie w końcu padnę na zawał – mruknąłem z niezadowoleniem. Dziewczyna parsknęła śmiechem.  Nie mogłaś mnie uprzedzić?
 Następnym razem wyślę ci sms-a – powiedziała, unosząc się.
                   Oparła głowę na ręku, skupiając piwne tęczówki na mnie. Na jej twarzy znów zagościł szeroki uśmiech, który tak bardzo uwielbiałem. Nie odrywając od niej wzroku, niezgrabnie wdrapałem się z powrotem na materac. Ciepły koc, którym byłem przykryty, zawinął się wokół moich nóg. Przez chwilę walczyłem z nim, by się od niego uwolnić. Gdy w końcu mi się to udało, padłem na poduszki tuż obok Holly, która znów cicho śmiała się pod nosem.
 Jesteś uroczy, jak jesteś taki nieporadny.
 Wcale nie jestem nieporadny. Po prostu często przydarzają mi się głupie rzeczy.
                  Ułożyłem się wygodniej na poduszce. Po raz kolejny zerknąłem na rozbawioną dziewczynę. Holly przycisnęła dłoń do ust, tłumiąc kolejny śmiech, który chciał wydostać się z jej gardła. Kiedy się uspokoiła, przybliżyła się, na co zareagowałem błogim uśmiechem. Ułożyła głowę tuż przy moim ramieniu, owijając rękę wokół mojego pasa. Uwielbiałem mieć ją tak blisko siebie. Najchętniej tkwiłbym w takiej pozycji przez cały czas. Jej usta musnęły moją szyję. To spowodowało, że szybki dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Wtuliła się we mnie mocniej, a ja wyszczerzyłem się do siebie jeszcze bardziej  o ile to w ogóle było możliwe. Przez chwilę leżeliśmy w ciszy.
– Nie chce się wracać do domu, co?
 Nie chce  odpowiedziałem, zerkając na nią.
 Phil przełożył nam jutrzejsze spotkanie na dzisiaj i…
 Musimy jeszcze tam chodzić?
 Ty nie musisz. Ty nigdy tego nie potrzebowałeś.
 Ty też tego nie potrzebujesz  powiedziałem pewnym siebie głosem.
 Rozmawialiśmy już o tym i…
 Dlatego wiesz, jakie mam na ten temat zdanie. Że nie jesteś uzależniona. Twoim problemem było uczucie, które zastępowałaś seksem.
 Zmieniasz się w mojego prywatnego terapeutę?  Przekręciłem oczami.  Myślę, że powinnam chodzić tam dalej.
 Jak uważasz.
 Luke?
 Tak?
 A kiedy ty zrezygnujesz?
 Nad tym się zastanawiam. Nie chcę, by to wyglądało… dziwnie. Polubiłem Phila i niektóre osoby z naszej grupy i nie chcę, by wzięli mnie za kłamcę do kwadratu.
 Pod tym względem jesteś kłamcą do kwadratu.
 Holly…
 Mówię, jak jest  odparła ze śmiechem.
 Gdyby nie terapia, to nigdy byśmy się nie poznali, więc są tego plusy. Bardzo duże i bardzo przyjemne plusy  pociągnąłem, składając na jej czole szybki pocałunek.
 Z tym się w stu procentach zgadzam  powiedziała, rysując palcem na moim brzuchu niewidzialny wzorek.  Pójdziesz na dziejesz spotkanie?
 Pójdę  odpowiedziałem, choć nie miałem na to największej ochoty.
                   Wiedziałem jednak, że muszę pomyśleć nad dobrym planem. Takim, który skutecznie uwolni mnie od terapii, ale też nie spowoduje, że Phil i reszta weźmie mnie za idiotę, który pojawił się tam tylko dla tego, by robić sobie z nich żarty. Bo pod tym względem nigdy tak nie było. Nigdy nie wyśmiewałem się z osób, które mierzyły się z tym problemem. Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, by w taki sposób do tego podejść. To był po prostu zakład. Durny i głupi zakład, który przegrałem. Zakład, który mimo wszystko miał swoje dobre strony. Zakład, dzięki któremu miałem obok osobę, którą kochałem.

                    Jak to mówią: wszystko, co dobre szybko się kończy. Tak samo było z naszym wyjazdem. Pojechaliśmy pod namioty tylko na dwa dni, a ja zostałbym w tym miejscu znacznie dłużej. Naprawdę nie chciało się wracać do domu. Nie chciało się wracać do codziennych obowiązków, nauki i pracy. Będę musiał chyba pomyśleć o dłuższym urlopie w jakieś niedalekiej przyszłości. Może wybiorę się z Holly na jakąś większą wycieczkę?
                   Zapakowaliśmy wszystkie rzeczy do bagażnika. Dokładnie raz jeszcze sprawdziliśmy miejsce, by mieć pewność, że nie zostawiliśmy po sobie śmieci i że wszystko znalazło się w samochodzie. Potem wsiedliśmy do wozu, by wrócić do Sydney. I ku mojemu niezadowoleniu, którego nie chciałem okazywać, udać się na kolejne spotkanie w Ośrodku Uzależnień. Było o tyle dobrze, że resztę dnia także miałem wolne, więc w barze pojawić się musiałem dopiero jutro. A jutro czekał nas pracowity dzień, bo wielkimi krokami zbliżał się piracki bal, który miał być wielkim wydarzeniem w 5 Seconds of Summer.

                   Wyszedłem z sali, nadal czując palące poczucie zażenowania. Byłem też pewny, że moje policzki w dalszym ciągu są czerwone. Wszystko przez to, że dzisiaj Phil znów postanowił wywołać mnie z szeregu, by poznać kolejne zmyślone, ale nadal kompromitujące mnie fakty na temat mojego rzekomego uzależnienia. Najgorsze w tym wszystkim było utrzymać wiarygodność i powagę. Szczególnie że miałem przed sobą duszącą się ze śmiechu Holly. Dziewczyna ze wszystkich sił starała udawać, że wszystko jest w porządku, ale wystarczył tylko jej rozbawiony wzrok, by skutecznie mnie wybić z opowieści odnośnie początków mojego nieistniejącego w rzeczywistości problemu. Nic dziwnego, że czasami wychodził mi z tego zwyczajny bełkot, pozbawiony ładu i składu. Na szczęście Phil uznał, że jest to przyczyna wstydu i bariery przed otwarciem się przed grupą. Gdyby tylko wiedział, co jest prawdą, a co nie z pewnością gadałby inaczej.
 Mój biedny króliczek  powiedziała Holly, kiedy jako ostatni wchodziliśmy po schodach, by dostać się do głównego holu ośrodka. Zerknąłem na nią z niezadowoleniem, a ona znów parsknęła śmiechem.  Jesteś podniecony?
 Musisz?
 A teraz?  zapytała, a ja spiąłem się, kiedy jej wolna dłoń znalazła się na moim udzie.  A teraz?  pociągnęła, przesuwając rękę jeszcze wyżej. Teraz znajdowała się na moim prawym pośladku.
 Holly, no weź  rzuciłem, gdy mocniej zacisnęła palce.  Serio?
 Mój mały kłamca.
 Nie jestem mały  mruknąłem z oburzeniem.
– Mój mały, duży chłopiec  powiedziała, a potem ze śmiechem zmierzwiła mi włosy na głowie.
                   Już chciałem otworzyć usta, by znów jej odpowiedzieć, ale dziewczyna dla zgrywy puknęła mnie w bok. Skutkiem tego było to, że zachwiałem się i wpadłem na barierkę. Dzięki temu nie zaliczyłem standardowej gleby na schodach. Znów skupiłem na niej wzrok, mrużąc przy tym oczy.
 Wyluzuj, niewyżyta księżniczko.
 Widzę, że się dobrze bawisz.
– Ja zawsze  pociągnęła, a potem znów jej dłoń wylądowała na moim pośladku. Poklepała mnie po nim, a następnie przyspieszyła kroku. Po chwili znalazła się na górze.  Idę do łazienki. Weźmiesz to ode mnie?
                   Kiwnąłem głową, zabierając od niej ulotki i foldery, które dzisiaj rozdał nam Phil. Oczywiście wszystko dotyczyło seksoholizmu. Były to jakieś nowe badania, opracowane przez jakąś tam grupę jajogłowych, którzy myśleli, że pozjadali wszystkie mózgi. A przynajmniej dla mnie tak to wyglądało. Promowali też swoje książki, które mają pomóc osobom takim jak my, jeszcze bardziej zrozumieć i zagłębić się w problem.
 Poczekam przy samochodzie.
 Jasne, maluchu.
 Holly, no…
 Duży maluchu?
                    Prychnąłem pod nosem, krzywiąc się z niezadowoleniem. Dziewczyna posłała w moją stronę kolejny zadowolony uśmieszek, a potem skręciła w bok, w kierunku niewielkiego korytarza. Przekręciłem oczami, idąc w stronę drzwi wyjściowych.
                   Wyszedłem na zewnątrz. Westchnąłem ciężko pod nosem, czując na twarzy lekki wiaterek. Już chciałem rozejrzeć się po parkingu w poszukiwaniu samochodu, gdy doszedł do mnie znany głos, którego się zupełnie nie spodziewałem. A tym bardziej w tym miejscu.
 Luke!
 O kurwa  wydusiłem, gdy mój wzrok zatrzymał się na rodzicach, którzy stali niedaleko swojego auta.  O kurwa, kurwa, kurwa mać.
                    Zupełnie nie miałem pojęcia, jak ta dwójka się tu znalazła i chyba wolałem nie wiedzieć. Na twarzy rodzicielki nawet z tej odległości dostrzegłem cień troski i zaniepokojenia. Co oni tu robili? I jakim cudem mnie tu znaleźli? Szybko jednak domyśliłem się, że któryś z chłopaków musiał powiedzieć im, gdzie dokładnie będę przebywał o tej porze. Szczególnie że wiedzieli o przełożonym spotkaniu w ośrodku.
                   Niepewnie ruszyłem w ich stronę. Próbowałem się uśmiechnąć, ale ta cała sytuacja była jeszcze bardziej żenująca, niż moje opowiastki na mitingu. Zrobiło mi się gorąco, gdy coraz bardziej zbliżałam się do rodziców. Musiałem koniecznie wymyślić dobrą wymówkę, dlaczego w ogóle tu przychodzę. Przecież nie mogłem od tak palnąć im prawdy o zakładzie. Moja matka ukatrupiłaby mnie na miejscu za tak głupie pomysły. Mnie i przy okazji Michaela.
 Tak dobrze cię widzieć, syneczku  powiedziała Liz, obejmując mnie.
 Was również  wydusiłem, starając się w jakikolwiek sposób schować ulotki o seksoholizmie.  Co się stało?
 Nic się nie stało  pociągnęła mama.  Chcieliśmy ci zrobić niespodziankę! No i chcę w końcu poznać twoją dziewczynę! Byliśmy w barze, ale Michael… Michael powiedział, że tu będziesz  dodała przyciszonym głosem.
                   Niekontrolowanie zacisnąłem mocniej palce na ulotkach. Papier był śliski, co przyczyniło się do tego, że większość z nich wysunęła mi się z dłoni, upadając tuż pod nasze stopy. Poziom zażenowania i kompromitacji wzrósł, gdy rodzice powędrowali wzrokiem do krzykliwych i dużych nagłówków, które znajdowały się na ulotkach. Przełknąłem nerwowo ślinę, pospiesznie kucając. Zgarnąłem wszystko w niezgrabną kupkę, modląc się w duchu o to, by nie zadawali mi pytań na temat tego, co przed chwilą widzieli.
 Luke… Czy… Jest jakiś problem?
 Nie, mamo, nic się nie dzieje  wydusiłem, prostując się. Ponownie zwinąłem ulotki, by ich treść nie docierała do czujnego wzroku rodziców, choć i tak było już za późno.  Nic… Zupełnie nic.
 Wiesz, że nam możesz powiedzieć o wszystkim  dodał ojciec, a ja znów poczułem, jak zaczynają piec mnie policzki.  Jesteśmy twoimi rodzicami i zawsze możesz na nas liczyć.
 Luke, może chcesz o czymś z nami porozmawiać?  pociągnęła mama.
 Ale naprawdę nie ma o czym i…
 A to?  powiedziała ciszej, wskazując na ulotki w mojej spoconej już dłoni.
 To nic takiego, to tylko…
 O! To muszą być twoi rodzice!
                   Usłyszałem za plecami głos Holly, który sprawił, że poczułem minimalną ulgą. Liczyłem tylko na to, że dziewczynie przeszła ta chęć żartowania ze mnie i powstrzyma się przy nich. Holly uśmiechnęła się, zatrzymując się obok. Rodzice szybko wymienili spojrzenia, a potem znów zerknęli to na budynek, to na nas. Prosiłem w duchu o to, by nie podeszli do niej z jakimś dziwnym dystansem, przez to miejsce, w jakim było nam dane się spotkać.
 Jestem Holly Kingston  przedstawiła się, wyciągając rękę w stronę Liz.
                  Na szczęście moja matka uśmiechnęła się szeroko, odwzajemniając ten gest. To samo zrobił ojciec, przedstawiając siebie i swoją żonę. Mimo tego, że atmosfera między nami nieco zelżała, to nadal jednak czułem, że to nie jest zakończony temat i rodzice wrócą do niego przy najbliższej okazji. Musiałem teraz nie dopuścić do tego, by zostać z nimi sam na sam.
 Już to od ciebie biorę  powiedziała Holly, zabierając całość ulotek. 
                 Matula zerknęła na zapisane, kolorowe kartki, a potem na nią. Dziewczyna po raz kolejny obdarzyła ją uśmiechem. 
 Luke to taki dobry i kochany chłopak  dodała, a ja nie do końca wiedziałem, w którą stronę będzie zmierzać ta rozmowa. Złapała mnie pod ramię, gładząc lekko moją dłoń.  Dziękuję, że po mnie przyjechałeś.
 N-nie ma sprawy  wydusiłem. 
                Rodzice ponownie spojrzeli na budynek, a potem na nas. Najwidoczniej nie tylko ja nie wiedziałem, o co chodzi. Musiałem jednak udać, że jest inaczej.
 Czy ty…  zaczęła mama, ale nie dokończyła. Wskazała tylko na ulotki. Holly pokręciła głową.
 Studiuję psychologię i dzisiaj miałam tu zajęcia. Dr Phil, który tu pracuje, to mój wykładowca. Od czasu do czasu zabiera nas do ośrodka. Twierdzi, że jest to lepsza metoda nauki, niż kiszenie się w auli na uniwersytecie  odparła takim tonem, że nawet ja jej w to uwierzyłem, choć wiedziałem, że prawda jest całkiem inna.
                 Na twarzach rodziców widoczna była ulga. Mama od razu rozluźniła się i uśmiechnęła jeszcze bardziej. Najwidoczniej jej słowa ją uspokoiły. Teraz była pewna, że nie mam jakiegoś problemu ani uzależniania  tym bardziej od seksu  o którym jej nie powiedziałem.
 Dobra, nie stójmy tak. Zabieramy was na obiad, co wy na to?  odparł ojciec.  Holly, mam nadzieję, że masz czas i do nas dołączysz?
 Z przyjemnością, panie Hemmings  odpowiedziała z uśmiechem.
 Świetnie. Może pójdziemy od tej knajpki, która jest niedaleko waszego baru?  pociągnął, zerkając na mnie.
 Jak najbardziej. Mają tam dobre jedzenie  rzuciłem, kierując się w stronę swojego auta.
 To widzimy się za chwilę!  zawołała jeszcze mama, a potem oboje wsiedli do samochodu.
                  My po chwili zrobiliśmy to samo. Jak tylko znalazłem się w środku, z nieukrywaną ulgą wypuściłem cicho powietrze z płuc. Holly spojrzała na mnie z zadowoleniem, a potem nachyliła się, muskając ustami czubek mojego nosa. Zerknąłem na nią, gdy pogładziła mnie po policzku.
 Twoi rodzice są bardzo mili.
 Uratowałaś mi tyłek przed przesłuchaniem  odparłem, wsadzając kluczyki do stacyjki.  Już w wyobraźni widziałem te liczne pytania odnośnie tego, po co tam chodzę. Jesteś najlepsza.
 Cieszę się, że przeszło. Wymyśliłam to na poczekaniu.
 Ja to kupiłem.
 Oni też  powiedziała, a potem zaśmiała się.  To jak? Jedziemy?
 Nie tak wyobrażałem sobie ten dzień.
 Nie marudź, to twoi rodzice. Chętnie ich poznam. A wieczorem dostanę nagrodę za to, że musiałam ich okłamać.
 Nic nie mówiłem o nagrodzie.
 Ale ja mówię  rzuciła, kładąc dłoń na moim udzie.
 Więc chcesz nagrodę?  zapytałem, spoglądając w jej piwne oczy. Na jej twarzy pojawił się ten niewinny, acz prowokujący uśmieszek, który tak bardzo mi się podobał. Jej dłoni przesunęła się nieco wyżej.  Dostaniesz nagrodę.
 Może namówię cię na striptiz w stringach?
 Nie przeginasz? Zresztą nie mam stringów.
 Dzień się jeszcze nie skończył, zawsze możemy je kupić.  Uniosłem jedną brew, patrząc na nią z niedowierzaniem.  No co… Myślę, że twój tyłek prezentowałby się w takiej bieliźnie naprawdę bardzo dobrze.
 Ty i te twoje pomysły.
 Lubię urozmaicenia. To jak? Dasz się namówić?
 Wymyśl coś innego.
 A sam striptiz?
 Tańczę jak łamaga.
 Nie przesadzaj, nie jest tak źle. To jak?
 Nakręciłaś się na to.
 Podoba mi się ta wizja, króliczku.
 A masaż? Może być?
 Hmm… Jeśli to będzie masaż z dodatkiem, to jestem skłonna przemyśleć twoją propozycję.

                 Całe spotkanie z rodzicami przepłynęło naprawdę w miłej i spokojnej atmosferze. Nie padły żadne niewygodne pytania, choć Liz nie omieszkała przepytać Holly z niemalże jej całego życia. Dziewczyna jednak bez przeszkód opowiadała jej o sobie, zatrzymując jednak niektóre informacje tylko dla siebie. Nie mówiła nic na temat swoich problemów, a także tego, co ją spotkało, gdy była w poprzednim związku. Wcale się temu nie dziwiłem. Ledwo otworzyła się przede mną, a co dopiero przed nimi. Widziałem, że Holly polubiła moich rodziców i to ze wzajemnością, więc to cieszyło mnie najbardziej.
                   Nie powstrzymałem się też przed tym, by zrobić sobie chwilową przerwę, zostawiając dziewczynę i rodziców samych. Było to zaraz po tym, jak Holly skończyła opowiadać, jak się poznaliśmy  a w tej wersji wpadliśmy na siebie w kawiarni, gdy oboje szliśmy na zajęcia; potem po raz kolejny spotkaliśmy się w galerii Inez Irwin i tak jakoś zaiskrzyło jeszcze bardziej  moja mama była tą zmyśloną historyjką zafascynowana. Od razu porównała to do tych wszystkich przeznaczonych dla siebie par, o których naczytała się w romansidłach. Wolałem tego nie komentować tylko wyjść, by szybko skonfrontować się z kolejną osobą. Mianowicie zadzwoniłem do Michaela, który cały rozbawiony oznajmił mi, że nie mógł się powstrzymać, by nie nasłać na mnie Liz. Uznał, że będzie to mega zabawne spotkanie i żałował, że nie mógł zobaczyć mojej miny, gdy wychodziłem z ośrodka. Nic dziwnego, że chciałem go ukatrupić telepatycznie przez telefon. W tym momencie żałowałem, że nie mogę mu przywalić  tak dla zasady. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i ta żenująca chwila nie trwała tak długo. Holly skutecznie uratowała mnie od tych wszystkich pytań, jakie mogły się pojawić. Zapewniłem też Clifforda, że pojawię się jutro w pracy gotowy do działania. W końcu piracka impreza nie zorganizuje się sama. A do niej było coraz bliżej. Prawda była taka, że cała nasza grupa nie mogła się doczekać tego wydarzenia. 


***
Rozdział jest naprawdę bardzo luźny. Nasza parka wróciła już do Sydney i miała małe spotkanie z rodzicami. Piracka impreza znów się przewinęła w temacie i w końcu jesteśmy bardzo blisko tego wydarzenia - ważnego dla naszych biznesowych chłopaków :D 
Wyobrażacie sobie ich w takich strojach? Który by wyglądał najlepiej? XD
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF