niedziela, 17 grudnia 2017

25 Luke, dostałeś wiadomość!

                 Pomysł Caluma, który wiązał się z napisaniem listu do Holly, ciągle siedział mi w głowie. W myślach wciąż układałem zdania, które według mnie idealnie nadawały się do tego, by się w nim znaleźć. Starałem się je powtarzać raz za razem, by tylko o nich nie zapomnieć. Wiadomo jednak, że i tak w końcu wszystkie te słowa uleciały, jak tylko zabrałem się do tej właściwej pracy. Mianowicie do pisania. Kartka pozostawała pusta, a ja czułem coraz to większą frustrację.
                Nie sądziłem, że napisanie listu do dziewczyny, którą się kocha, będzie takie trudne. Byłem przekonany, że pójdzie w miarę gładko, szczególnie że doskonale wiedziałem, co dokładnie chcę jej powiedzieć. Problem polegał na tym, jak to odpowiednio ubrać w słowa. Nagle wszystkie zdania, które jeszcze jakiś czas temu brzmiały całkiem sensownie, teraz wydawały się wręcz beznadziejne. Wiedziałem, że mój list nie będzie perfekcyjny, bo daleko było mi do pisarza, który by tak pięknie opisał te wszystkie uczucia połączone z przeprosinami. Nie chciałem jednak dać plamy i wysłać jej totalnego bełkotu.
                Zacząłem się też zastanawiać, co dokładnie chcę zyskać przez list. Wiedziałem, że najbardziej zależało mi na powrocie Holly. Chciałem ją odzyskać. Chciałem, by mi wybaczyła, choć byłem świadomy tego, że na to będę musiał sobie zapracować. Utraciłem też jej zaufanie, a odbudowanie tego nie będzie takie proste. Musiałem obniżyć oczekiwania. Musiałem zacisnąć zęby i zmienić tok myślenia. W końcu doszedłem do wniosku, że moje słowa powinny skłonić ją do tego, by się ze mną spotkała. Byśmy mogli porozmawiać na spokojnie. Bym mógł znów ją zobaczyć. Wierzyłem w to, że ta rozmowa, która odbędzie się w cztery oczy, da mi najwięcej. List był tylko początkiem. Spotkanie miało być finałem z ostatecznym werdyktem.
                Starałem się myśleć racjonalne. Przeanalizować wszystko na chłodno i na spokojnie. Mimo tego i tak czułem narastające zdenerwowanie. Pojawiało się one, jak tylko posuwałem się dalej w rozmyśleniach na temat potencjalnych scenariuszy, jakie mogą mieć miejsce. Najgorszy z nich był ten, w którym Holly dobitnie każe mi się od siebie odczepić, a ja… ja straciłbym ją na zawsze. Do tego nie mogłem dopuścić. Gdyby tak się stało, wiedziałbym, kogo powinienem winić za takie zakończenie. Samego siebie.
                   W końcu po bardzo długim czasie, kiedy byłem pewny, że z tego pomysłu nic nie wyjdzie, w moim mózgu nastąpił przełom. Jak tylko wyklepałem pierwsze zdanie, reszta sama zaczęła się pojawiać. Korzystając z dziwnej weny twórczej, która zjawiła się tak nagle, zacząłem pisać. Pisałem, przelewając wszystko to, co czułem i to, co chciałem wyjaśnić na papier. Nie wiedziałem, co dokładnie mnie tchnęło. Nie umiałem znaleźć przyczyny tej nagłej inspiracji. Czy to przez muzykę, która mi się z nią kojarzyła? Czy może przez zdjęcia dziewczyny, które tak nałogowo przeglądałem? A może przez wspomnienia, które wciąż przywoływałem? Uznałem jednak, że jest to bez znaczenia. Czymkolwiek był ten impuls, zadziałał. Mały, maleńki cud. Oby pojawił się po raz kolejny, gdy Holly otrzyma ode mnie list.

                 Podszedłem do drzwi. Dzwonek rozbrzmiał po raz kolejny. Ktokolwiek stał na korytarzu, nie należał do cierpliwych osób. Westchnąłem ciężko pod nosem, w końcu otwierając. Przede mną stał Hood. Na jego ramieniu zawieszony był czarny plecak.
 Nie było cię na zajęciach  powiedział, odpychając mnie. Wszedł do środka.
 Wiem. Miałem co innego na głowie.
 List do Holly?  pociągnął, przechodząc do salonu.
                Ciemne oczy chłopaka rozejrzały się po wnętrzu. Jego wzrok na dłużej zatrzymał się na laptopie, który znajdował się na stole. Tuż obok niego stały trzy kubki po kawie, puszka napoju energetycznego i pusta miska po śniadaniu, na które składały się płatki z mlekiem. Byłem tak zaabsorbowany próbą ruszenia mózgiem, jak i samym pisaniem, że ten prosty i szybki posiłek musiał mi wystarczyć.
 Gdybym nie domyślał się, co mogłeś robić, uznałbym, że zamieniasz się w mega wielkiego kujona, który uczy się na jakiś ważny egzamin.
 Nie przesadzaj.
 Wyglądasz jak gówno  skwitował, siadając na kanapie.  Przyniosłem ci notatki z dzisiejszych zajęć.
 Dzięki.
 Jak list?  zapytał, wskazując na komputer.
 Wczoraj rzuciłeś mi ten pomysł, więc nie mogłem przestać o nim myśleć… ale… W sumie ruszyłem ze wszystkim dopiero dzisiaj. To… było cholernie trudne.
 Może teraz zmienisz się w poetę? Moglibyśmy dorzucać twoje ckliwe wiersze do drinków.
 Jasne, żartuj sobie dalej  mruknąłem, krzywiąc się.
                 Calum zaśmiał się, a potem jeszcze bardziej rozłożył się na kanapie. Podszedłem bliżej, zajmując miejsce na niewielkiej części, której nie zdołał zająć. Wystarczyłoby jednak, by nieco się zniżył, a już leżałby na całej jej długości. Znając go, z pewnością nie omieszkałby mnie zrzucić z sofy, by było mu wygodniej.
 W czwartki moglibyśmy organizować ci wieczorki poetyckie…
– Możesz się przymknąć?
 Próbuję rozładować atmosferę, gburze.
– Nie musisz.
 Wcale  rzucił, przekręcając oczami.  Od tej całej sytuacji z Holly, którą nie oszukujmy się, sam zjebałeś, stałeś się takim… zrzędliwym, marudnym smutasem.
 Dzięki.
 Mówię poważnie, Luke. Martwimy się.
 Niepotrzebnie.
 I zaczynamy śpiewkę od nowa  powiedział, machając na mnie ręką.  Lepiej mów, co z tym listem.
 Napisany  odparłem z zadowoleniem. Nawet się uśmiechnąłem, co Calum przyjął lekkim skinięciem głowy.
                  Złapałem za kubek, dopijając resztkę zimnej kawy. Odłożyłem naczynie z powrotem. Nadal czułem, że kumpel bacznie i dokładnie mnie obserwuje. Zerknąłem na niego. Uniósł brwi. Zrobiłem zdezorientowaną minę, bo nie zupełnie nie wiedziałem, o co mu teraz chodzi.
 Wow, tośmy się nagadali  rzucił, a potem westchnął cicho.  Poważnie? Powiesz mi tylko tyle?
 Ja… to znaczy… wiesz… napisałem go…
 Fascynujące.
 Nie pomagasz  mruknąłem, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
 Oczekuję szczegółów.
 Nie mogłeś tak od razu?
 Serio muszę cię informować o takich rzeczach? Jesteśmy przyjaciółmi, więc to chyba logiczne, że chcę wiedzieć wszystko.
 Uznałem, że nie wyślę tego listu z mojej poczty. Wiedziałaby, że to ja i może by od razu skasowała całą wiadomość. Założyłem więc nową.
 Chcesz ją wziąć z zaskoczenia  powiedział z uśmiechem. Wycelował we mnie palec wskazujący.  Dobre posunięcie. Co tam napisałeś?
 Chcesz przeczytać?  wydusiłem, choć mogłem zamknąć buzię i się nie odzywać. Ale z drugiej strony przecież to był Calum. Jeden z moich najlepszych kumpli. Nie powinienem bać się jego oceny, a tym bardziej się go wstydzić. Oprócz tego Hood był dobry w sprawach uczuć i miłości, więc jego ocena byłaby przydatna. Może podpowie, co zostawić, a co zmienić, a co jest kompletnie do wyrzucenia?
 To jest twoja prywatna sprawa, Luke. Nie powinienem do tego zaglądać.
 Poważnie?
 Oczywiście, że nie  prychnął, zrywając się do pozycji siedzącej.  Oczywiście, że chcę to przeczytać  pociągnął, łapiąc za komputer.  Gdzie to masz?

~***~
                  Wpatrywałam się w ciemne niebo, obsypane małymi, jasnymi gwiazdami. Były tu one o wiele lepiej widoczne niż w wielkim mieście. Odchyliłam się lekko na krześle, by dojrzeć kolejny element nocy. Księżyc. I wtedy przez krótką chwilę znów pomyślałam o chłopaku z błękitnymi oczami.
                 Wróciłam szybko do poprzedniej pozycji. Mój wzrok skupił się na ekranie komputera. Udałam, że pilnie studiuję kolejny list, gdy drzwi od pokoju się otworzyły. Powoli odwróciłam się w stronę kobiety, która stała w progu.
 Nie siedź długo, skarbie  powiedziała mama, poprawiając puchaty szlafrok.  Kto rano wstaje…
 Ten jest niewyspany  przerwałam jej.
                  Mama cmoknęła pod nosem z dezaprobatą, ale w efekcie końcowym roześmiała się cicho. Ona i tata zawsze byli rannymi ptaszkami. Ja wolałam posiedzieć dłużej i wstawać później.
 Dalej pracujesz?  Pokiwałam głową.  A jak projekt na zajęcia?
 Na szczęście skończony. Te artykuły od taty się przydały.
 Nie siedź długo  powtórzyła, machając na mnie palcem, jakbym miała z dziesięć lat.
 Jasne  rzuciłam dla świętego spokoju.
 Dobranoc.
 Dobranoc, mamo  odpowiedziałam, wracając do laptopa.
                  Prawda była taka, że całą robotę miałam już skończoną. Odpowiedziałam na wszystkie listy, jakie dostałam od czytelników. Całość została przesłana do redakcji. Mogłam więc iść spać. Była to jednak dla mnie zbyt wczesna pora. Mój mózg pracował dalej, a ja zastanawiałam się, jak spożytkować resztę tego dnia. Może jakaś książka? Film? Nie zamierzałam kłaść się do łóżka, nie będąc mocniej zmęczoną. Groziłoby mi wtedy ponowne wałkowanie w myślach tematu, do którego wolałam nie wracać. Znów myślałabym o nim.
                  Już chciałam wstać, by znaleźć coś ciekawego do czytania w swoich starych książkach, kiedy coś przykuło moją uwagę. A dokładniej był to niewielki dymek, który pojawił się w rogu ekranu. Niewielki dymek z informacją, że mam nową wiadomość. Ktoś miał idealne wyczucie czasu.
                  Z początku chciałam zignorować otrzymanego maila. Równie dobrze mogłabym go odczytać jutro po śniadaniu. Zresztą nie jestem osobą, która pracuje dwadzieścia cztery godziny na dobę. Aż tak dobrze mi nie płacą, bym była zobowiązana do poświęcania całego swojego czasu na to, by klepać palcami w klawiaturę. Osoba ta jednak będzie musiała poczekać na moją odpowiedź.
                  Ponownie odwróciłam się. Mój wzrok zatrzymał się na ciemnym regale. Jego półki uginały się od książek  zarówno opowiadań, jak i tych, które kiedyś czytałam w ramach uczelnianych zajęć. Musiałaby przejrzeć ten zbiór. Zobaczyć, co zostawić, co oddać, a co zabrać ze sobą do Sydney.
                  Po chwili jednak skapitulowałam, znów wracając do komputera. A niech to. Niech im będzie. Jeden list w tą czy w tamtą różnicy mi nie zrobi. Byłam ciekawa nowej wiadomości i głównie to sprawiło, że szybko zmieniłam zdanie. Jak popracuję jeszcze przez krótką chwilę, to korona mi z głowy nie spadnie.
                  Weszłam na pocztę. Zmarszczyłam lekko czoło, widząc dziwną nazwę użytkownika. Podpisał się jako Nieudacznik. Przez to wnioskowałam, że będę mieć tym razem do czynienia z mężczyzną. A niewielu z nich pisało prośby o porady, szczególnie że było to pismo skierowane do kobiet. Wzruszyłam ramionami, wchodząc w maila.
                  Pospiesznie omiotłam wzrokiem list. Zdecydowanie nie tego się spodziewałam. Czułam, jak przyspiesza mi serce. Odruchowo zaczęłam skubać zębami dolną wargę. Zaczęłam czytać. Po chwili pierwsza łza spłynęła po moim policzku.

Kochana Holly!
                Zupełnie nie mam pojęcia, jak powinienem to wszystko zacząć. Jestem beznadziejny w tak wielu sprawach, a pisanie listów do tego jak najbardziej się zalicza. Już na tym kiepskim wstępie proszę Cię tylko o jedno… Doczytaj to, Skarbie, do końca.
               Nigdy nie chciałem, a tym bardziej nigdy nie planowałem Cię skrzywdzić. To wszystko potoczyło się tak szybko. Przez to wszystko, co działo się między nami, zupełnie zapomniałem o tym durnym zakładzie. Żyłem tak, jakby to nigdy się nie wydarzyło. Cieszyłem się każdą chwilą, jaką z Tobą spędzałem, planując też przyszłość, która Ciebie zawsze tak przerażała.
               Miałaś rację. Powinienem był Ci powiedzieć od razu. Postawić sprawę jasno i przyznać się do tej całej dziecinnej zabawy, w jaką bawiłem się z Michaelem. Tak jak było to w przypadku zakładu z terapią. Zataiłem to, uważając, że tak będzie lepiej. Byłem po części tchórzem. A potem… potem już nie miało to w ogóle znaczenia, bo liczyłaś się tylko Ty. Ty i to uczucie, które skierowane było na Ciebie. Zakochałem się w Tobie, na długo przed tym, jak się do tego przyznałem. Już wtedy przeistaczało się to w coś większego. I Ty w końcu też to poczułaś, choć wcześniej tak bałem się tego, że mogę Cię przez to stracić. A jak widać straciłem Cię w zupełnie innej sytuacji.
                Żałuję nie tylko tego. Żałuję też tych słów, które powiedziałem Ci tamtej nocy. Otworzyłaś mi oczy na kolejną sprawę. To prawda, że przy zakładzie, ani ja, ani Michael nie wzięliśmy pod uwagę tej drugiej strony. Tego, co możemy zrobić tym głupim i bezsensownym zachowaniem. Wtedy dla nas była to tylko zabawa. Uświadomiłaś mi jednak to, że mogliśmy skrzywdzić zupełnie niewinną osobę. I… jakby nie patrzeć tak właśnie się stało. Bo skrzywdziłem Ciebie, choć nigdy nie chciałem, by tak właśnie się stało.
                Musisz wiedzieć też jedno. Gdy poznałem Ciebie, zakład z Michaelem nie był już istotny. Przyciągnęłaś mnie do siebie jak magnes. Nuta tajemnicy, dystans, z jakim do mnie podchodziłaś, Twoja osobowość… wszystko to sprawiło, że zatapiałem się w tej znajomości coraz bardziej. Chciałem Cię poznać. Chciałem wiedzieć o Tobie wszystko. Zafascynowałaś mnie od pierwszego wejrzenia i to… to wcale nie minęło. Całość ukształtowała się na nowo, łącząc nas tym najpiękniejszym uczuciem. Choć nie było łatwo, bo wielokrotnie czułem się tak, jakbym był już na straconej pozycji, ale Ty… Zawsze pojawiałaś się znowu, a to uczucie wciąż rosło i rosło. I jest we mnie nadal.
                 Wiem, że tamtej felernej nocy zrobiłem coś, czego nigdy nie powinienem był zrobić. Nigdy nie chciałem skrzywdzić Cię w sposób fizyczny. Nigdy też nie chciałem przypomnieć Ci o tych wszystkich przykrych wydarzeniach, które miały miejsce w Twoim życiu. Nigdy nie chciałem stać się nim i… Nigdy nim nie będę. Próbowałem sam siebie jakoś logicznie wytłumaczyć. Dlaczego zrobiłem to z taką siłą? Dlaczego dopiero po chwili zorientowałem się, co dokładnie wyprawiam? Pod tym względem nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Jedyne, do czego mogę się przyznać jest to, że w tamtym momencie tak cholernie się bałem. Bałem się tego, że mogę Cię definitywnie stracić. A to co robiłem, miało niby temu zapobiec. Oboje dobrze wiemy, że wyszło zupełnie odwrotnie. I tego wstydzę się najbardziej. To też tak cholernie boli.
                 Wiem, że możesz uważać to za marne, puste słowa, nieudacznika, który próbuje wszystko naprawić. Ale jestem nim. Jestem nieudacznikiem, który w tak prosty sposób potrafi wszystko spieprzyć. Popełniłem tak wiele błędów i z pewnością nie jeden jeszcze pojawi się w moim życiu. Jednak nigdy nie zaliczyłbym do tego zakładu z terapią. Gdyby nie on, nigdy nie miałbym okazji Cię poznać. Nie doznałbym tego cudownego uczucia, które skierowane jest na Ciebie. Nie przeżyłbym z Tobą tych wszystkich cudownych chwil. Kocham cię, Holly. Kocham Cię jak kretyn, który zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo nawalił. Wiedz jedno, że liczysz się dla mnie tylko Ty. Wsiąkłem w to uczucie tak bardzo, że już… już nawet nie pamiętam, jak to było bez Ciebie.
                  Powinienem błagać Cię o wybaczenie. Powinienem histerycznie prosić Cię o to, byś do mnie wróciła. I naprawdę tego cholernie chcę… Jednak nie zrobię tego w tym liście. Nie będę powtarzał tych wszystkich słów, które zostawiłem Ci w wiadomościach głosowych czy w SMS-ach. Nie chcę wyjść na tak upierdliwego, grającego na uczuciach frajera. Bo Ty już to wszystko wiesz. Bo powtarzałem to wielokrotnie. Nie chcę też, byś odebrała to tak, jakbym Cię do czegoś zmuszał. Musisz wiedzieć, że jestem gotowy uszanować każdą Twoją decyzję. Nawet tę, która będzie oznaczała dla mnie najgorszą z możliwych opcji. Nawet tę, która to wszystko zakończy. Kocham cię, więc jeśli będziesz chciała, to… pozwolę Ci odejść, choć wcale tego nie chcę. Zasługujesz na szczęście, Holly. Zasługujesz na to, by móc żyć szczęśliwie, bez względu na to, czy będzie dla mnie miejsce, by być obok Ciebie.
                 Na sam koniec chcę Cię prosić o jedno. O zwykłą rozmowę w cztery oczy. Byśmy na tym spotkaniu mogli w końcu na spokojnie wszystko rozwiązać i wszystko raz jeszcze sobie wyjaśnić. Tak powinno być. Ta rozmowa powinna pojawić się już wcześniej. Dlatego proszę Cię Holly, spotkaj się ze mną. Nie musisz odpowiadać na ten list. Wystarczy, że napiszesz mi wiadomość z godziną i miejscem spotkania.
                Mam nadzieję, że nie przerwałaś czytania w połowie i nie skasowałaś maila, zanim nie dobrnęłaś do końca przez moje kiepskie próby usprawiedliwienia się. Mam też nadzieję, że zgodzisz się na spotkanie.

Kocham cię, Holly.

Luke

~***~
               Zabębniłem palcami w oparcie kanapy. Nie mogłem oderwać wzroku od telefonu, który znajdował się na stole. Ledwo dochodziły do mnie słowa Ashtona, który opowiadał o jakieś sytuacji, która miała miejsce w barze. Praktycznie się wyłączyłem, nie mogąc przestać myśleć o Holly.
               Wiedziałem, że wysłałem ten list dość późno. Domyślałem się tego, że mogła go jeszcze nie odczytać. Byłem świadomy tego, że nie ślęczy cały czas przy komputerze lub tablecie, odbierając pocztę. Mogła przecież robić inne, o wiele ciekawsze rzeczy. Zdawałem sobie sprawę z tego, że na odpowiedź będę musiał jeszcze trochę poczekać. Mimo wszystko i tak nie potrafiłem się uspokoić. Nadal byłem podenerwowany i spięty. A jak go skasowała? A jak go nawet nie przeczytała?
                Nagle zorientowałem się, że wokół mnie zrobiło się cicho. Powoli oderwałem wzrok od komórki. Spojrzałem na Ashtona i Caluma, którzy wpatrywali się we mnie. Zmarszczyłem lekko czoło.
 Co jest?
 Już myślałem, że nie wiem… padłeś na zawał lub śpisz. Rozgadany dzisiaj jesteś  skwitował Hood.
– Wybacz mi, że jestem ostatnio kiepskim towarzystwem  mruknąłem, podnosząc się z miejsca.
 Rany, Hemmo, przecież wiesz, co mam na myśli i…
 Wiem  przerwałem mu, kierując się w stronę kuchni.
                 Doskonale wiedziałem, że chłopaki się martwią. Mogłem przed nimi udawać, starać się grać, jak najlepiej potrafiłem, a oni i tak potrafili szybko mnie rozszyfrować. Zresztą działało to też w drugą stronę, bo gdy tylko na horyzoncie pojawiały się jakieś problemy, reszta już się domyślała, że u kogoś nie jest za kolorowo.
                Nie przyszedłem do kuchni po nic konkretnego. Oparłem się po prostu o blat. Przymknąłem powieki, starając się znów załapać, choć odrobinę spokoju. A może uda mi się na moment przestać o tym wszystkim myśleć?
 Luke, dostałeś wiadomość!
                Gdy tylko doszedł do mnie głos Asha, a ja w pełni zrozumiałem sens jego słów, poczułem, jak moje serce zaczyna mocniej bić. Nie czekając ani chwili dłużej, ruszyłem z powrotem do pokoju. Potknąłem się o leżący na podłodze plecak przyjaciela. Na szczęście udało mi się złapać równowagę i dotrzeć do stołu w jednym kawałku. Porwałem urządzenie i pospiesznie odblokowałem je. Miałem wiadomość od Holly.
 Luke?
 Chce się spotkać  wydukałem, nie odrywając wzroku od ekranu komórki.  Holly chce się ze mną spotkać.
 Napisała coś jeszcze?  dopytał Irwin, a ja szybko pokręciłem głową.  Oddychaj, Hemmo, bo oddychanie jest ważne, jak chcesz dożyć do spotkania.
 Ona naprawdę chce się ze mną spotkać  pociągnąłem, sam nie do końca wierząc w to, co przeczytałem. Uśmiechnąłem się po raz kolejny, wciąż wpatrując się w telefon.
 Musisz się odpowiednio przygotować  zaczął Hood, ale ja go nie słuchałem. W dalszym ciągu nie odrywałem oczu od krótkiej wiadomości.

Spotkajmy się w piątek o siódmej przy parku, który jest obok ośrodka uzależnień.

               Dwa dni. Miałem ją zobaczyć za dwa dni. I jeśli tego nie schrzanię, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem  jednym z wielu, jaki ułożyłem sobie w głowie  to jest duża szansa na to, że Holly do mnie wróci. Że odzyskam dziewczynę, którą kocham i na której tak cholernie mi zależy. Dwa dni… Jeszcze dwa dni. 


***
I tak oto wielkimi krokami zbliżamy się do końca. W ostatnim rozdziale wszystko się wyjaśni. Bo został nam do końca właśnie jeden rozdział + epilog.
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam Was na Asha i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF