poniedziałek, 19 września 2016

01 Och... Poznałeś kogoś fajnego!

            Powinienem kłaść się wcześniej spać, jeśli rano mam zajęcia. Mimo tego, że wielokrotnie podejmowałem ku temu kroki, to i tak kończyło się  na tym, że było jeszcze coś ważnego do zrobienia, obejrzenia, zagrania, a ja lądowałem w łóżku po drugiej w nocy, będąc ledwo przytomny o wpół do siódmej, kiedy to mój budzik zaczynał swoją serenadę.
            Tak było i tym razem. Dźwignąłem się ciężko z materaca, niemalże zaplątując się długimi nogami w kołdrę. Udało mi się złapać pion, choć i tak zachwiałem się, gdy podniosłem swoje cztery litery do góry. Przetarłem dłońmi zaspaną twarz, a następnie ruszyłem do łazienki w celu ogarnięcia się. Nienawidziłem poranków.
             Wychodząc do salonu, spojrzałem na śpiącego na kanapie chłopaka. Michael Clifford znów był gościem w moim dwupokojowym mieszkaniu. Dostrzegłem jego czerwoną czuprynę i kolczyk w brwi, bo reszta twarzy była schowana pod puszystym, niebieskim kocem, którym był przykryty. Na stoliku stały puszki po piwie, które wczoraj przed zaśnięciem wypiliśmy, grając w kolejną grę. Byłem pewny, że dziś Michael wróci do swoich czterech ścian. O ile pogodzi się ze swoją dziewczyną Maddie. Znając ich to szybko wpadną sobie w objęcia, by się przepraszać. Za jakiś czas będzie powtórka z rozrywki i kumpel znów wyląduje na mojej sofie.
              Poszedłem do białej łazienki. Zerknąłem na przepełniony kosz z brudnymi rzeczami. Muszę zrobić pranie. I pewnie naczynia też trzeba będzie w końcu pozmywać. Czemu nikt wcześniej nie uprzedzał mnie, że posiadanie własnego mieszkania, to nie tylko wolność i swoboda od zbyt opiekuńczych rodziców, ale także masa obowiązków? Nie, no… Mówili, tylko ja jak zwykle nie słuchałem. Zresztą, miałem dwadzieścia trzy lata i od dawna mieszkałem sam. Narzekać jednak dalej potrafiłem, jak małolat.
              Spojrzałem w lustro. Blond włosy oklapły mi na czoło. Musiałem ujarzmić ten po nocny bałagan na głowie. Moje błękitne oczy były lekko czerwone. Jeszcze trochę pociągnę w takim trybie i dorobię się słynnych worków. Ale tak to jest, jak chce się rozkręcić biznes, jednocześnie ciągnąć ostatni rok studiów magisterskich w trybie dziennym. Chociaż z drugiej strony lepsze to, niż zaoczne. Nie wysiedziałbym tyle na wykładach, będąc na uczelni od rana do wieczora. Zresztą, chłopaki by mi tego nie darowali, gdybym miał zajęte niemalże wszystkie weekendy.
               Po doprowadzeniu się do stanu używalności, wróciłem do pokoju. Musiałem włączyć drugi bieg, aby zdążyć na pierwsze zajęcia, które zaczynały się równo o ósmej. Wskoczyłem w czarne dżinsy i koszulkę z Nirvaną. Porwałem swój plecak i telefon, a następnie wbiegłem do salonu. Nachyliłem się nad Michaelem, który dalej przebywał w krainie snów.
 Mikey.
 Co?
 Masz być na jedenastą w pubie. Nie spóźnij się, bo Ashton cię zabije.
 Będę.
 Zostawiam ci klucze na stole.
 Idź sobie  mruknął, zakrywając się kocem jeszcze bardziej. Przekręciłem oczami. Cały Clifford.
 Do później.
 Spadaj się uczyć  warknął, przekręcając się na drugi bok.
              Michael nie poszedł na studia. Zamiast tego odbębnił wiele kursów, które teraz przydają się w naszej wspólnej działalności, którą od zawsze chcieliśmy rozpocząć. Mianowicie, za kilka dni miał się otworzyć nasz własny pub, w którym można też trochę potańczyć. Było to wspólne dzieło naszej paczki, z którego byliśmy dumni, choć dopiero rozkręcaliśmy to miejsce. Plany, co do otwarcia pubu w naszych głowach pojawiły się już dawno. Musieliśmy jednak zebrać odpowiednią sumę pieniędzy na start, a także wszystko rozpisać, tak by takie zadanie nas nie przerosło. Chcieliśmy stworzyć biznes, który może z czasem się rozrośnie.
              Wyszedłem na chłodną klatkę, w której pachniało mocnym kwiatowym płynem. Minąłem w drodze panią, która pucowała mopem podłogę. Niemalże zleciałem ze schodów, ślizgając się na mokrej powierzchni. Kobieta spojrzała na mnie z politowaniem, gdy przyspieszyłem kroku, rzucając w jej stronę szybkie dzień dobry. Wypadłem na zewnątrz, rozglądając się po parkingu. W końcu odnalazłem swój czarny samochód. Wsiadłem do środka, odrzucając plecak na sąsiednie siedzenie. Miałem nadzieję, że się nie spóźnię i dotrę na uczelnie na czas. Odpaliłem silnik, by po chwili wyjechać na ulicę.

               Mimo tego, że w Sydney od rana świeciło mocne i ciepłe słońce, to w auli było chłodno. I dzięki Bogu, bo inaczej jeszcze ciężej byłoby mi wytrzymać na kolejnych wykładach. Wiedziałem jednak, że nie mogę dać ciała na ostatnim roku. Byłbym głupkiem, gdybym odpuścił.
              Spojrzałem w bok. Moje błękitne oczy trafiły na chłopaka w czarnej koszulce, który bębnił długopisem w notatnik, z pewnością nie mogąc się doczekać zakończenia nudnego wykładu. Calum Hood był moim przyjacielem od małego, zresztą, tak jak i pozostali. Znaliśmy się od przysłowiowej piaskownicy i często traktowaliśmy, jak bracia. Chłopak odwrócił się, czując, że mu się przyglądam. Ciemne włosy zaczesane miał lekko na bok, a spod koszulki wydostawały się jego tatuaże. Brązowe oczy utkwione były w moich.
 Mówiłeś coś?  zapytał znudzonym głosem.
 Nie  odpowiedziałem ze śmiechem.
 Mam omamy słuchowe  skwitował, opierając brodę na ręku.  Boże, facet skończ, bo kopnę w kalendarz.
 Nie ty jeden.
 Ej, Luke  zaczął Calum, który momentalnie się rozbudził. Na jego twarzy pojawiło się rozbawienie.  Dzisiaj zaczynasz swoją terapię?
 No, nie przypominaj mi  mruknąłem i tym razem to ja, przybrałem podobną pozę, co on.  Zmarnuję trochę czasu po zajęciach. Będę w pubie później.  Hood zachichotał pod nosem.
 Muszę przyznać, że z początku uważałem to za głupi pomysł, ale widząc teraz ciebie, to… Muszę pogratulować Michaelowi genialnego zadania.
 Będzie się to ciągnęło. Na terapię muszę uczęszczać dłużej.
 Peszek  skwitował, wzruszając ramionami.
 Jesteś okropny.
 I za to mnie kochasz.
 Nie mów, tylko Ashtonowi, bo będzie zazdrosny  rzuciłem, a Calum prychnął pod nosem, kiedy wplątałem w te nasze przekomarzanie jego chłopaka. 
             Hood i Irwin byli homoseksualni i otwarcie przyznawali się do swojej orientacji. Zresztą, nigdy nie widziałem tak zgranej i dobrze dobranej pary. Nie tylko ja, ale często także i Michael zazdrościł im tej relacji, jaką mieli. Byli ze sobą już od ponad pięciu lat i nie zaliczyli jeszcze żadnego kryzysu, choć potrafili się kłócić i wyzywać od najgorszych. Jednak napady złości nie trwały u nich długo i godzili się po pięciu minutach od sprzeczki.
 Drodzy państwo  zaczął wykładowca, a my od razu odwróciliśmy się w jego stronę.  Reszta za tydzień.
 Nareszcie  powiedział Calum, pospiesznie się pakując.  Idziemy jeść?
 Idziemy.

               Spojrzałem na duży budynek, w którym mieścił się ogólny ośrodek uzależnień. Przez chwilę wlepiałem w niego oczy, żałując, że dałem się namówić na ten chory zakład z Cliffordem. Przecież to będzie, jakaś kompletna porażka. Samo wykonanie telefonu i zapisanie się na terapię nie było tak przerażające, jak wejście do budynku i odbycia spotkania z grupą innych ludzi, przy których trzeba będzie się otworzyć. Wiedziałem jednak, że nie mam zbyt wiele czasu, bo miting w końcu się zacznie, a ja nie chciałem się spóźnić, aby jeszcze bardziej nie zwrócić na siebie uwagi.
              Zacisnąłem usta, podchodząc do jasno brązowych drzwi. Pchnąłem je, wchodząc do środka. Kilka osób kręciło na głównym holu. Za kontuarem, pochylając się nad monitorem komputera, siedziała pulchna, starsza kobieta. Wszedłem w głąb pomieszczenia, zerkając na dużą tablicę, na której wypisano poszczególne grupy, a także specjalistów, do których można się udać w celu uzyskania pomocy. W tym środku uzależnień leczono niemalże wszystko.
              Podszedłem do lady, aby dowiedzieć się, gdzie konkretnie powinienem się udać. Zdążyłem oprzeć ręce o chłodny mebel, a rudowłosa kobieta spojrzała wprost na mnie. Uśmiechnęła się szeroko, odsuwając nieco krzesło, tak by znaleźć się centralnie naprzeciwko mnie.
 Witamy w Ośrodku Uzależnień Sydney  powiedziała miłym głosem.  W czym mogę panu pomóc?
 Ja… Miałem zjawić się na pierwszym mitingu…  Ale urwałem, bo kobieta przysunęła palec do ust.
 Bez konkretów. Cenimy dyskrecję. Pana imię i nazwisko?
 Luke Hemmings.  Spojrzała w komputer. Pokiwała głową. Cieszyłem się, że nie musiałem mówić wszystkiego na głos, szczególnie, że na korytarzu nie byłem sam.  Już mam. Sala numer dwadzieścia. Schodami na sam dół. Proszę pytać się o Phila Tambora.
 Dziękuję.
 Powodzenia  rzuciła, kiedy odwróciłem się, by ruszyć we wskazanym mi kierunku. Uśmiechnąłem się do niej lekko, mając nadzieję, że ten koszmar szybko się skończy, a ja wrócę do pubu, by zabić Michaela. Może powinienem wybrać spotkanie z osobami uzależnionymi od agresji? W ogóle jest coś takiego? Zresztą, nie ważne.
              Zszedłem na dół, a następnie rozejrzałem się po maleńkim, pustym korytarzyku. Nie było trudno odnaleźć odpowiednią salę, szczególnie, że były na tym poziomie, tylko dwie. Podszedłem do oznakowanych numerem dwadzieścia drzwi. Zapukałem i nie czekając na odpowiedź, otworzyłem je.
             Sala była jasna i przestronna. Na środku niej znajdowały się poustawiane w mały okrąg drewniane krzesła. Jezu, to naprawdę się dzieje. Chcę do domu, jak mamę kocham. Michael nie żyje za to, do czego mnie zmusił. Dobra, w sumie sam byłem na tyle głupi, by podjąć się tego wyzwania.
 Zapraszam.
             Niemalże podskoczyłem w miejscu, słysząc męski głos. Wszedłem do środka, a moje oczy natrafiły na bruneta, który coś zawzięcie notował na kartkach. Mógł być po trzydziestce albo powoli zbliżał się ku czterdziestce. Przerwał pisanie, podnosząc głowę. Brązowe oczy spojrzały wprost na mnie.
 Pan na miting?
 U Phila Tambora  odpowiedziałem, kiwając głową.
 W takim razie zapraszam. Tutaj mówimy sobie wszyscy po imieniu. Jestem Phil, twój terapeuta  powiedział, wstając i wyciągając do mnie rękę.  Niedługo pewnie zjawi się reszta. A ty jesteś tą nową osobą… Czekaj…- Spojrzał w notatki, przerzucając pospiesznie kartki.  Luke Hemmings?
 Tak.
 W takim razie miło mi cię poznać, Luke. Możesz zająć sobie miejsce. Obojętnie które.
 Dzięki.  Usiadłem na pierwszym lepszym krześle. Zabębniłem palcami w nogę, czując jego wzrok na sobie. Spojrzałem po raz kolejny na Phila. Znów się uśmiechnął.
– Nie stresuj się. Pierwsze spotkania może i są przerażające, ale wszystko, co sobie mówimy, nie wychodzi poza tę salę. Otwórz się, podziel doświadczeniami, przyjmij sugestię innych, a wszystko się uda. Nie jesteś ze swoim problemem sam.
 Um… Jasne, dzięki.
 Kolejne spotkania będą łatwiejsze  ciągnął dalej, siadając na swoim krześle.  Ty jesteś tu dla nas, a my dla ciebie. Przeważnie zawsze spotykamy się tą samą grupą. Rzadko kiedy pojawiają się nowe osoby. Zazwyczaj dopiero, jak ktoś na dobre zerwie z uzależnieniem i wyleczy się do końca, a ja pewnie się domyślasz, nie jest to łatwy i prosty proces.
 Zdaję sobie z tego sprawę.
 Och, mamy kolejną osobę. Cześć, Ann.
              Spojrzałem na drobną dziewczynę z burzą kręconych, blond włosów. Na nosie miała czarne okulary w grubej oprawie. Zacisnęła dłonie na różowym swetrze. Usiadła naprzeciwko, spoglądając na mnie niepewnie. Nie powiem, ale byłem mocno zdziwiony, że ktoś taki pojawił się na spotkaniu. Nigdy bym nie podejrzewał, że ona może być uzależniona.
 Ann, to nasz nowy kolega Luke.
 Cześć  odpowiedziałem szybko. Blondynka oblała się rumieńcem. Zagryzłem lekko dolną wargę, tuż przy kolczyku.
 Cześć  wydusiła z siebie nieśmiało. Bez jaj… Skąd ona się tu wzięła?
 Napływają kolejni nasi ludzie  pociągnął Phil, gdy do sali weszło dwóch rozgadanych mężczyzn, a za nimi elegancko ubrana kobieta oraz pulchny facet po pięćdziesiątce. Musiałem mocno się powstrzymać, by nie zrobić głupiej miny. Musiałem udawać, że jestem jednym z nich. - Nasza grupa jest mała. Jest nas osiem osób. Wyznaję zasadę, że w takim gronie pracuje się najlepiej.
              Rozejrzałem się po sali, gdy inni zaczęli zajmować miejsca. Czarnoskóry mężczyzna zaśmiał się głośno, gdy drugi coś mu opowiedział. Ann nadal dziwnie na mnie spoglądała, a siedząca obok pulchnego mężczyzny kobieta, zmierzyła mnie dokładnie wzrokiem, jakbym był dość interesującym zjawiskiem. Miałem nadzieję, że ósma osoba, która się tu zjawi też będzie płci pięknej, bo inaczej zawale kolejny zakład, który zawarłem z Cliffordem. Jak nie, to zostanie mi do zaliczenia Ann albo babeczka przed czterdziestką. W sumie patrząc tak na nie, to opcja z elegancką kobietą w cale nie byłaby taka zła. Przynajmniej nie wydaje się być, aż tak dziwna, jak siedząca obok niej blondynka.
 Jest punkt czwarta, więc zaczynajmy  zarządził Phil i klasnął w ręce. Dwaj rozmawiający ze sobą mężczyźni, zamilkli.  Mamy w naszej grupie nową osobę, więc przypomnę, że mitingi odbywają się trzy razy w tygodniu, a dokładniej w poniedziałki, środy i piątki o godzinie czwartej. Razem ustaliliśmy tę porę, więc mam nadzieję, że ona ci pasuje  zwrócił się do mnie, a ja pokiwałem głową.  Świetnie. Może na dobry początek przedstawmy się. Przyznajmy się otwarcie do swojego uzależnienia, bo jest to pierwszy krok do zaakceptowania problemu, jaki się pojawił. Terapia, jest korkiem drugim, a kolejne jej etapy, to następne punkty do pokonana naszych demonów. Zacznijmy od prawej strony. Luke, będziesz na końcu.  Ponownie pokiwałem głową, wlepiając oczy w pulchnego mężczyznę.
 Ted Colfer i jestem seksoholikiem.
 Ann Morrison i jestem seksoholiczką.  Moje oczy po kolei śledziły poszczególnych ludzi. Zatrzymałem się na eleganckiej blondynce.
 Jestem Eva Berry i jestem seksoholiczką.
 Ozzy Abrams i jestem seksoholikiem  powiedział czarnoskóry mężczyzna.
– Timothy Hummel i jestem seksoholikiem.
              Wszystkie oczy skupiły się na mnie. Wziąłem głęboki oddech, przeklinając w myślach Michaela i jego pieprzony zakład. Już chciałem się odezwać, kiedy drzwi otworzyły się, a do środka weszła uśmiechnięta brunetka. Jej brązowe oczy omiotły salę. Trzymała w ręku tekturowy kubek po kawie, a skórzana torba dyndała na jej ramieniu.
 Czołem, ludzie  rzuciła głośno, a Ann, aż podskoczyła.
 Cieszymy się, że zaszczyciłaś nas swoją obecnością, Holly  powiedział Phil, wpatrując się w uśmiechniętą dziewczynę. 
               Była tak inna od nich wszystkich, że nie mogłem oderwać od niej wzroku. Emanowała z niej nie tylko pewność siebie, ale i entuzjazm. Nie była poważna, a szeroko uśmiechnięta, jakby te spotkania mocno ją bawiły.
 Się wie, Phil  odpowiedziała, a ja pochłaniałem jej melodyjny głos z lekko rozchylonymi ustami.
              I dopiero wtedy to do mnie dotarło. Ta cała Holly mocno przypominała mi moją byłą dziewczynę. Dziewczynę, która złamała mi serce, z którego musiałem się długo leczyć. Była podobna do niej pod względem fizycznym. Bo Ashley raczej nie przypominała huraganu, a Holly wręcz przeciwnie. Wyglądała na osobę, która łatwo potrafi owinąć sobie drugiego człowieka wokół palca i zrobić w jego życiu totalny bałagan. 
 Zajmij proszę miejsce.
 Obok ciebie? Wiedziałam, że na mnie lecisz, przystojniaku.
 Holly  rzucił Phil, ale mimo wszystko lekko się uśmiechnął.
 Nie masz na co liczyć  pociągnęła, siadając obok Ann, przez co miałem ją dosłownie naprzeciwko siebie. Położyła torbę na podłodze, zarzucając nogę na nogę. Ciemne oczy powędrowały w stronę terapeuty.  Ponoć mamy być wstrzemięźliwi, by wrócić do normalności.
 Właśnie tak.
 Więc wytrzyj płynącą z ust ślinkę – pociągnęła, a chłopaki parsknęli śmiechem. Sam zaśmiałem się pod nosem.  Nie będzie zabawy, misiu.
 Holly, to ostatnie twoje ostrzeżenie.
 Jaki brutalny  odparła, udając oburzoną.  Będę grzeczna.
 Trzymam cię za słowo.
 Yhy… Kontynuujcie.
 Luke  zwrócił się do mnie Phil, a ja niechętnie oderwałem wzrok od Holly. Kiwnąłem głową.  Teraz twoja kolej.
 Luke Hemmings i jestem seksoholikiem  powiedziałem, choć ciężko przeszło mi to przez gardło. Byłem pewny, że jestem na to przygotowany, ale jednak nie. Ta cała sytuacja była mocno stresująca i wystawiała moją umiejętność kłamania na ciężką próbę.
 Holly?
 Holly Kingson.
 I?
 Ach, tak… Jestem seksoholiczką do kwadratu. Wszędzie seks, to znaczy zawsze myślę o seksie.
 Wystarczy.
 Spoko  rzuciła, wzruszając ramionami i cicho śmiejąc się pod nosem. Phil spojrzał na nią, a ona zrobiła minę niewiniątka.  Spoko, przystojniaku  powiedziała, a Ozzy i Timothy wybuchli śmiechem.
 Jesteś tu nowy, Luke  pociągnął terapeuta, ignorując jej zaczepkę.  Więc dzisiaj posłuchasz.  Kiwnąłem głową.
             Przeniosłem wzrok na Holly. Zmierzyłem ją od góry do dołu. Uniosłem lekko brwi, a potem zagryzłem wargę, zadając sobie z tego sprawę, że dziewczyna przyłapała mnie na tym, jak się w nią wpatruję. Zmrużyła lekko oczy, kręcąc delikatnie głową, co wyglądało przekomicznie. Byłem pewny, że gdy ona będzie się tu pojawiać, to te mitingi będzie dużo łatwiej znieść.

             Jak tylko znalazłem się w pubie 5 Seconds of Summer  nazwę wymyślił Michael  od razu usłyszałem głośny śmiech chłopaków. Wszedłem w zasięg ich wzroku, a oni wybuchli po raz kolejny. Byłem pewny, że zdążyli przed chwilą skomentować moje nowe spotkania, na jakie muszę uczęszczać. 
             Podszedłem do baru, siadając na wysokim krześle. Ashton spojrzał na mnie z politowaniem, starając się nie roześmiać, ale i tak widziałem, jak mocno drgają mu policzki. Przejechał dłonią po swoich loczkach w kolorze ciemnego blondu, które podtrzymywane były przez czerwoną bandanę. Był najstarszy z nas wszystkich i często pełnił rolę tego rozważnego, choć i on miewał odpały.
 Jak było?  zapytał cały czerwony Michael.
 Zabiję cię  wymamrotałem, odbierając od Caluma szklankę z napojem, którą przed chwilą napełnił. W naszym lokalu, jak na razie panowała pustka, a to dlatego, że dopiero szykowaliśmy go na otwarcie.
– Opowiadaj  rzucił Irwin, pukając mnie w ramię. Zacisnąłem lekko usta, spoglądając na nich.  Och… Poznałeś kogoś fajnego!
 Ashton  mruknąłem, opierając się na ladzie. 
             W sumie Holly wydaje się być naprawdę fajna, ale ja jej w ogóle nie znam, więc ciężko tu mówić o poznaniu kogoś. Dziewczyna zwinęła się z mitingu tak szybko, że zdążyłem wstać, a jej już nie było.
 Ile tam było osób?  ciągnął dalej Irwin, a chłopaki przysłuchiwali się naszej rozmowie. A raczej przesłuchaniu, jakie mi urządzał.
 Grupa liczy osiem osób.
 Jesteś najmłodszy?
 Chyba nie... Nie wiem. Nie podawaliśmy swojego wieku.
 Było chociaż ciekawie?
– Było dziwnie.
 Na początku mówicie to słynne zdanie, znane w tych wszystkich filmowych komedii?
 Tak...
 Jak ma na imię?
 Holly… Kurwa, nienawidzę cię, Irwin  rzuciłem, krzywiąc się, kiedy Ashton wykorzystał przeciwko mnie swoją sztuczkę, dzięki której zawsze wyciągał od nas potrzebne mu informacje. Chłopak klasnął w ręce, będąc w stu procentach z siebie zadowolony. Wypuściłem kolejną wiązankę przekleństw, nie wierząc, że dałem się na to nabrać. Któryś już raz z kolei.
 Więc, co z tą Holly?  pociągnął temat Clifford.
 Nie wiem, nie znam jej. Ale wydaje się być…
 W porządku?  wtrącił się Calum.
 Wydaje się być pozytywna i… zakręcona? Chyba to dobre określenie. Przypomina mi Ashley.
 Nie, nie, nie  rzucił szybko Irwin, kręcąc głową.  Żadna, kurwa, Ashley! Miałeś o niej zapomnieć! Pamiętasz, co zrobiła? Olała cię dla byłego. Byliście ze sobą dwa lata, a ona tak nagle kopnęła cię w dupę. Przez kolejne dwa lata, ty leczyłeś się ze złamanego serducha. Więc przymknij się i nie wspominaj o tej suce  skwitował oburzony Ashton.
 Nie mów tak o niej…
 Widzisz!  rzucił z pretensją Irwin.  Znowu jej bronisz. Zapomnij o niej i bądź w końcu szczęśliwy.
 Weź się za Holly  powiedział Hood.  I tak masz do zaliczenia panienkę, a może i znajdziesz coś więcej.
               Wzruszyłem ramionami, przystawiając do ust szklankę. Zacząłem się zastanawiać, czy jest w ogóle szansa na bliższe poznanie się z dziewczyną. Nie chcę się pakować, w jakiś związek, ale przecież bycie kumplem też może być korzystne. Szczególnie, że Holly ma w sobie coś takiego, że przyciąga do siebie ludzi. A przynajmniej przyciągnęła mnie i to nie tylko pod względem fizycznym. Jest całkiem ładna, choć wydaje się być roztrzepana, ale mogę się założyć, że ma zdrowe i mocno pozytywne nastawienie do życia, którego mi od czasu do czasu brakuje. A tym bardziej po tej akcji z Ashley. Dwa lata leczenia się z dziewczyny to chyba wystarczający czas, by zacząć żyć na nowo, zapominając o przeszłości. Ashton ma rację. Muszę nauczyć się odnajdować szczęście, które nie koniecznie wywodzi się, tylko z miłości. Ashley to zamknięty temat  ostatecznie zamknięty! 


***
Pierwszy rozdział za nami! Jak można zobaczyć historia zaczyna się od perspektywy pana uzależnionego Hemmingsa. Chłopaki też rozkręcają swój własny biznes i w tle mamy Cashtona XD - nie mogłam się powstrzymać, by nie zrobić z nich parki :D
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy jest dodawane, a także wiadomości na temat nowych ff 

#SexTherapyFF

Pozdrawiam i do następnego!

2 komentarze:

  1. Zapowiada się ciekawie. Byłam zdziwiona,że tak od razu będę widzieć wszystko z ręki Luka. Ale i fajnie, bo nawet miałam na to nadzieję. Czekam na kolejny. Pozdrawiam. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się spodobało :) Perspektywa Luke'a jakoś bardziej mi tu pasowała, ale "ta druga" strona też się pojawi :D
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń