wtorek, 18 października 2016

03 Ja... Co konkretnie mam powiedzieć?

                Od rana trwały prace w 5 Seconds of Summer. Dzisiaj, bowiem miało mieć miejsce oficjalne otwarcie naszego wspólnego pubu. Chcieliśmy, by wszystko było dopięte na ostatni przysłowiowy guzik, więc od razu zabraliśmy się do roboty. Byliśmy tym faktem mocno podekscytowani, dlatego nie brakowało nam entuzjazmu i ochoty, by wziąć się w garść. Ashton i Calum trąbili w internecie o naszym otwarciu od bitego tygodnia, więc mieliśmy nadzieję, że zjawi się kilka osób. Chociaż niewielka garstka.
                 Usłyszałem huk, a potem trzask pękającego szkła. Podskoczyłem w miejscu, niemalże uderzając głową w ladę. Na szczęście zdążyłem się odsunąć, więc nie nabawiłem się guza. Raptownie odwróciłem się w stronę Ashtona. Jego brązowe oczy intensywnie wpatrywały się w bałagan, który znajdował się tuż przed nim. Na podłodze leżały porozbijane wysokie szklanki do drinków.
 Który to tu, kurwa, postawił?! – warknął Irwin, rozglądając się dookoła.
 Ja  powiedział Michael, wychodząc z zaplecza.
 Serio, Clifford?!
 Szklanki musza być obok baru. Nie będę zapieprzał po nie za każdym razem na kuchnię i…
 Muszą stać tu?!  ciągnął Irwin, machając rękami. 
                Zamrugałem, obserwując uważnie tę scenę. Znałem chłopaków tak dobrze, więc wiedziałem, że zaraz się uspokoją i wrócą do normalnego trybu relacji.
 Chciałem je schować pod blat, ale zadzwonił telefon, którego żaden z was, księżniczki, nie raczył do cholery odebrać  odparł Michael, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
 Twoja wina.
 Właśnie, że twoja, Irwin!
 Jesteś, jak dziecko.
 Jesteś dupkiem!
 Dobra, starczy  wtrącił Calum, przechodząc obok nich. W rękach trzymał stertę płyt.  Wasze biadolenie nie pomaga nam w robocie.
 Ma rację  odezwałem się w końcu, spoglądając na Ashtona i Michaela, którzy mierzyli się wzrokiem. W końcu Irwin odpuścił i machnął na niego ręką. Złapał za szufelkę i zmiotkę, i zaczął sprzątać roztrzaskane naczynia.
 Hemmo.
– Co? – Michael wskazał na wiszący nad barem zegar. Uniosłem jedną brew, nie do końca wiedząc, o co mu chodzi. – Co?
– Dzisiaj piątek.
 I?  pociągnąłem, dalej nic z tego nie rozumiejąc. Czy to takie trudne powiedzieć coś wprost? Ale nagle mnie olśniło.  Kurwa, no!
                 Rzuciłem szmatę do wiadra z wodą, a następnie odwróciłem się i pędem pognałem na zaplecze. Złapałem swoje rzeczy, by po chwili wrócić na główną salę. Clifford chichotał pod nosem, a pozostała dwójka z rozbawieniem przyglądała się temu, jak próbuję, w jak najkrótszym czasie, wyszykować się do wyjścia.
 Co jest?  odparł w końcu Hood, łapiąc za duże słuchawki.
 Kompletnie zapomniałem o tej pieprzonej terapii!  rzuciłem, pospiesznie wciągając na siebie granatową koszulę. 
                 Miałem nadzieję, że zasłoni ona ufajdany biały podkoszulek, który miałem pod spodem. Nie miałem czasu, by się przebrać. Okręciłem się na pięcie, ponownie wpadając na zaplecze. Ze swojej szafki porwałem dezodorant, aby na szybko się odświeżyć. Nie chciałem capić na odległość płynem do mycia mebli.
 Zwolnij, Hemmo, bo połamiesz te swoje długaśne nogi  powiedział, ze śmiechem Ash.  A jesteś nam dzisiaj tutaj potrzebny!
 Wiem, wiem… Zaczynamy o ósmej, tak?  Pokiwał głową.  Będę na czas.  I tyle mnie widzieli.

                Nie wiem, jakim cudem udało mi się zjawić na miejscu pięć minut przed czasem. Dyszałem, niczym lokomotywa, jakby trasa z samochodu do środka budynku była niesamowicie męcząca. Nie żebym nie miał kondycji. Cholernie nie lubiłem się spóźniać i zawsze za punkt honoru brałem sobie to, by być wszędzie punktualnie.
               Zbiegłem po schodach w dół, chcąc, jak najszybciej dostać się do sali z numerem dwadzieścia. Wypadłem na mały korytarz, prawie zatrzymując się na plecach osoby idącej przede mną. Dopiero po chwili zorientowałem się, kogo dokładanie mam przed sobą. Holly powoli się odwróciła. Jej brązowe oczy zmierzyły mnie od góry do dołu. Uniosła jedną brew, zaciskając lekko usta.
 Cześć i przepraszam.
 Wybaczam  odpowiedziała, bacznie mnie obserwując.
 Jak ci mija dzień?  wypaliłem, zrównując się z nią. 
              Dziewczyna spojrzała na mnie, jak na kretyna. W sumie w tym momencie nim byłem, ale to było pierwsze pytanie, jakie pojawiło mi się w głowie. Dodatkowo było tak denne, że sam zacząłem się wstydzić tego, że w ogóle otworzyłem usta.
 W porządku, a tobie, Lucas?
 Luke  poprawiłem ją.
 Oczywiście.
 Też w porządku.
 Luke, Holly, dobrze, że już jesteście. Mamy komplet. Zapraszam!  zawołał Phill, który stał przy drzwiach. 
             Dziewczyna odwróciła się, ruszając w jego stronę. Przekręciłem oczami, w myślach gratulując sobie debilizmu. Jak tak dalej pójdzie, to naprawdę ją do siebie zniechęcę. Zresztą, ona już uważa mnie za prześladowcę i pewnie idiotę w jednym.

              Na terapii zawsze siedzieliśmy w kółku. Tak było i tym razem. Miałem obok siebie luzaka Ozzy’ego, a po drugie stronie znajdował się Ted, który w dalszym ciągu budził we mnie, jakiś niesmak. Może było to spowodowane tym, że ślinił się na widok młodszych od siebie kobiet. Na jego radarze ewidentnie była Holly i Ann.
              Zawsze, jak pojawiałem się na mitingach, zastanawiałem się, co ja tu do cholery robię. No, tak… Przegrałem z Michaelem i musiałem dźwignąć na barkach konsekwencję tego pieprzonego zakładu. Zakładu, który zmuszał mnie do kłamania i udawania kogoś, kim nie jestem. Może powinienem zostać aktorem? Nieważne… Na szczęście do tej pory nie musiałem udzielać się na spotkaniach. Oprócz standardowej formułki, którą zawsze zaczynaliśmy (Luke Hemmings i jestem seksoholikiem), siedziałem cicho i słuchałem. Pasowało mi to. Dzisiaj jednak Phil postanowił to zmienić.
 Luke, myślę, że jesteś już gotowy na to, by włączyć się do dyskusji, podzielić się spostrzeżeniami i zacząć powoli wychodzić z uzależnienia. 
             Kiedy to powiedział, o mało co, a udusiłbym się własną śliną. Na całe szczęście się opanowałem i nie zrobiłem nic głupiego. Oprócz tego, że drgnąłem nerwowo, co zauważyła tylko Holly. Dziewczyna parsknęła cichym śmiechem, przyciskając dłoń do ust.
 Ja… Co konkretnie mam powiedzieć?
 Może zacznij od tego, jak seksoholizm objawia się u ciebie?
              No i… dupa. Byłem pewny, że kiedyś do tego dojdzie, więc w domu trochę się przyszykowałem na potencjalną historyjkę, którą miałem im tu sprzedać. Jednak monolog w mieszkaniu, prowadzony do samego siebie to jedno, a powiedzenie tego przy grupie faktycznie uzależnionych osób, to zupełnie inna bajka. Starałem się ukryć zdenerwowanie i ignorować podświadomość, która szeptała mi do ucha, że właśnie dzisiaj wszyscy dowiedzą się tego, że sprzedaję im klasyczną ściemę.
 Luke?  Phil uśmiechnął się zachęcająco. Starałem się nie patrzeć na Holly, która z nieukrywanym zaciekawieniem, nie odrywała ode mnie wzorku.  Potrzebujesz pomocy, aby sprecyzować odpowiedzi?
– Przydałoby się  wydusiłem z siebie.
 Wyluzuj, Lu  rzucił, siedzący obok mnie, Ozzy.  Przełam się, a wtedy wszystko będzie łatwiejsze. Każdy z nas przez to przechodził.
 Dzięki.
 Ozzy ma rację  pociągnął Phil, pukając długopisem w swój notatnik.  Pierwsze otwarcie się przed grupą jest najcięższe. Ale spróbujemy, okej?
 Jasne  wydusiłem, wymuszając uśmiech.
 Jesteś w związku?
 Nie.
 Mimo to, uprawiasz seks?  dopytywał Phil.
 Tak i robię to zdecydowanie za często.
 Jak często?
 Zdarza się nawet kilka razy w tygodniu  skłamałem, kiwając jednocześnie głową, aby być bardziej wiarygodnym.
 Czy czujesz napięcie więcej razy, niż raz w ciągu dnia?
 Tak.
 Czujesz wtedy dodatkowo frustrację i nie możesz się powstrzymać, by tego nie rozładować?
– Dokładnie.
 Z pewnością się masturbujesz?
 O mój Boże, niech to się skończy  pomyślałem. Mimo tego, że kłamałem, to i tak czułem się zażenowany, mówiąc to wszystko tak na forum. Kiwnąłem, tylko głową.
 Okej, to w tym przypadku całkiem normalne. Czy wykorzystujesz tę metodę rozładowania napięcia częściej, niż raz dziennie?
 Nieraz tak, choć gdy moje myśli są zajęte, czymś innym, jak na przykład skupiam się na pracy, to raczej napięcie mnie nie łapie.
 Dobrze. Dziękuję, że się przed nami otworzyłeś  powiedział z uśmiechem Phil.  Dzisiaj właśnie pomówimy o odwracaniu uwagi od uzależnienia. Skupimy się na możliwościach, które pomagając oderwać myśli od seksu. Luke, twoją odskocznią jest praca. Eva, jak to jest u ciebie?

               Wyszedłem z mitingu niemalże tak szybko, jak Holly. Chciałem ją dogonić i być może spróbować szczęścia po raz kolejny. Dziewczyna intrygowała mnie dalej, a ja nie zrobiłem kroku do przodu, by choć odrobinę ją poznać. Byłem jej ciekaw i to w pewien sposób mnie przerażało. Pierwszy raz tak lgnąłem do drugiej osoby, choć zupełnie jej nie znałem. W tym momencie już nawet nie chodziło o drugi głupi zakład z Michaelem. Te irracjonalna chęć dotarcia do niej, była silniejsza, a ja poddawałem się temu, nie umiejąc się w żaden sposób obronić. Jakby mój mózg zakodował sobie tylko jedno  poznać ją i dowiedzieć się o niej wszystkiego, co tylko jest możliwe.
 Hej, Holly, zaczekaj!  zawołałem, gdy tylko wypadłem z budynku. Dziewczyna zatrzymała się i odwróciła.
 Co jest, Lucas?
 Luke.
 Jasne  rzuciła, wzruszając ramionami.  Co jest?
 Ja… Mam jeszcze trochę czasu przed rozpoczęciem pracy, więc pomyślałem, że może…
 Nie dzięki.
 Nawet nie skończyłem  mruknąłem, przekręcając oczami. 
                Uśmiechnęła się lekko, co cholernie mi się spodobało. Był to mały, niewinny uśmieszek, który jednocześnie, w jakiś sposób rzucał ci wyzwanie. Co jest z tą dziewczyną? Nigdy na nikogo nie reagowałem w taki sposób.
 Co takiego pomyślałeś? 
 Może masz ochotę zjeść ze mną obiad?
 Nie, dzięki.
 To może podrzucę cię do domu?
 Nie, dzięki. Do poniedziałku, Lucas.
 Luke.
– Jasne.
                 Puściła mi oczko, a następnie ruszył wzdłuż szarego chodnika. Zamrugałem, obserwując, jak odchodzi. Nie mogłem uwierzyć, że najnormalniej w świecie dostałem podwójnego kosza. Chyba naprawdę po związku z Ashley wpadłem z obiegu i rytmu. Byłem, aż tak beznadziejny? Najwidoczniej tak. Jak tak dalej pójdzie, to będę musiał zasięgnąć rady u Caluma. Może on mi podsunie lepszą taktykę na podryw. Mimo tego, że jest gejem, to jego pieprzone sztuczki zawsze działają. Jak on to robi? Odpowiedziałby pewnie, że to klasyczny urok Hooda.
                 Z drugiej jednak strony miałem dziwne wrażenie, że Holly, w jakiś sposób podjęła ze mną grę. Zabawę w kotka i muszkę. Niby za każdym razem mnie od siebie odtrąca, ale jednak jej zachowanie jest sprzeczne z tym, co mówi. Jej mimika i gesty, czasem same zachęcały do tego, by ją zaczepić. Naprawdę zaczynałem się w tym wszystkim porządnie gubić.

                  Wszedłem do pubu, niosąc w rękach dwie siatki z zapakowanym jedzeniem na wynos. Zapach przypraw szybko rozniósł się po lokalu, powodując jednocześnie to, że pozostali wystawili nosy z zaplecza. Chłopaki nawet nie ukrywali tego, że są głodni. Od razu porwali ode mnie zestawy obiadowe, by szybko wsunąć ten późny posiłek. Sam usiadłem obok nich, aby zacząć jeść. Za dwie godziny mieliśmy oficjalnie otworzyć 5 Seconds of Summer i musieliśmy być w pełnej gotowości.
                  Spojrzałem na Ashtona, Michaela i Caluma, którzy byli już przebrani w służbowe uniformy. A dokładnie w pracownicze czarne koszulki polo. Po lewej stronie na piersi znajdowało się nasze logo, a na plecach pełna nazwa pubu. W tym przypadku nie postawiliśmy na nic wymyślnego, a raczej na klasykę. Nie chcieliśmy wyglądać, jak pajace.
 Jak było na spotkaniu?  zapytał Ash, przełykając frytki, które przed chwilą wpakował do buzi.
 Jestem teraz facetem, który sypia z różnymi ludźmi kilka razy w tygodniu i dodatkowo robi sobie dobrze parę razy w ciągu dnia – odparłem jednym tchem. 
                 Widziałem, jak kochani kumple próbują powstrzymać śmiech. I udało im się to przez kilka sekund. Po chwili całe pomieszczenie wypełniło się gromkim chichotem, pochodzącym z trzech męskich gardeł.
 Co z Holly?  odezwał się Michael, kiedy w końcu był w stanie cokolwiek powiedzieć.
 Zaprosiłem ją dzisiaj na obiad.
 I?
 Jak widzisz, obiad jem jednak z wami  wymamrotałem niezadowolony. Zacząłem maltretować widelcem kawałki pieczonego kurczaka.
 Nie wierzę  rzucił Calum.  Nie poleciała na słodkiego blondyna z błękitnymi oczami? Co jest z tą dziewczyną nie tak?
 Dzięki, Cal. Przywracasz mi wiarę w moje możliwości.
– Które są beznadziejne, skoro laska za każdym razem ma cię w dupie  skwitował Clifford. Spojrzałem na niego, jak na kretyna, powstrzymując chęć walnięcia go czymkolwiek. W tym momencie był by to pojemnik z moim późnym obiadem.
 Może nie jesteś w jej typie  zaczął Ash, pukając się palcem w policzek.
 Albo jesteś zbyt natrętny  dodał Hood.  Nie każda panna lubi natrętów.
 Myślisz, że za bardzo chcę i…
 Może powinieneś zwolnić i zdystansować. Odpuść jej trochę i za jakiś czas spróbuj znowu  ciągnął Calum tonem znawcy.  Nie wszyscy lubią być zdobywani. Niektórzy wolą być zdobywcami. Wiesz… Jak myśliwi na polowaniu. Nich role się odwrócą.
 To całkiem nie głupi pomysł  powiedziałem z lekkim uśmiechem.


***
Luke kolejne podejście... Skończone klapą. Do tego musiał w końcu odezwać się na mitingu. Myślicie, że nasz blondas skorzysta z rady Caluma, by stać się "zdobywanym"? XD 
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz