wtorek, 6 grudnia 2016

06 Serio? To znaczy... Zgadzasz się?

               Wysiadłem z samochodu. Zamknąłem go, odwracając się w stronę dużego budynku. Przez moment wpatrywałem się w Ośrodek Uzależnień Sydney, myśląc nad tym, czy dzisiaj sobie nie odpuścić. Od początku nie miałem ochoty tu przychodzić. Wszystko zmieniło się, gdy pierwszy raz zobaczyłem tam Holly. Dziewczyna jednak w tamtym tygodniu nie pojawiła się na spotkaniu ani razu, a ja byłem tym faktem jeszcze bardziej zniechęcony do wizyt.
              Kiedy byłem zajęty opracowaniem planu ucieczki i próbą podjęcia jednej konkretnej decyzji, ktoś zawołał moje imię. Przez moment nie byłem pewny, czy faktycznie słyszałem znajomy głos czy tylko mi się tak wydawało. Rozejrzałem się, a potem uśmiechnąłem lekko do Ozzy’ego, który stał przy wejściu do ośrodka.
 Ej, Lu! Zamierzasz tam tak stać do końca dnia czy jak?
 Już idę!
               I klops. Nici z mojej ewakuacji z dzisiejszego mitingu. Z drugiej jednak strony mogłem udać, że nagle coś pilnie mi wypadło i muszę wracać do pracy, rodziców, na uczelnię, gdziekolwiek, byleby być daleko stąd. Przez chwilę kombinowałem nad tą opcją, ale szybko uznałem, że dość kłamstw. Lubiłem większość swojej grupy, a i tak już musiałem sprzedawać im ściemę o moim uzależnieniu. Nie chciałem mydlić im oczu kolejną wyssaną z palca historyjką. Wiem, że było to z mojej strony nieco głupie myślenie, bo nie znaliśmy się nazbyt długo, jednak moje sumienie podpowiadało mi to, by być choć trochę wobec nich uczciwym.
               Ruszyłem w stronę Ozzy’ego, który otworzył drzwi. Obaj weszliśmy do cichego holu, witając się z kobietą za kontuarem, która pomachała do nas mając na twarzy swój słynny szeroki, dobroduszny uśmiech. Skierowaliśmy się na dół, by dotrzeć do znanej nam sali. W trakcie marszu cicho ze sobą rozmawialiśmy, poruszając kwestię pracy. Ozzy prowadził niewielką restaurację w centrum, więc nasze branże były do siebie podobne.
               Mężczyzna wszedł do pomieszczenia, jako pierwszy. Ja byłem tuż za nim. Spojrzałem w kierunku grupy i aż zatrzymałem się w połowie drogi do krzeseł. Holly pojawiła się na mitingu. Przez moment nie odrywałem od niej wzroku, ale dziewczyna w dalszym ciągu była zajęta swoim telefonem. Dopiero głos Phila sprowadził mnie na ziemię.
- Witam, panowie! Zajmijcie miejsca, zaraz zaczynamy.
                Ruszyłem powoli w stronę wolnego krzesła, starającą się udawać, że wszystko jest w porządku. Ale nie było. W mojej głowie pojawiła się taka nagonka myśli, że ledwo nad tym nadążałem. Miałem tyle pytań, które chciałem zadać na głos, ale wiedziałem, że nie uzyskałbym na nie odpowiedzi. Holly raczej nie podzieliłaby się na forum tymi wiadomościami. Pewnie też gdybym powiedział, choć słowo, wzięłaby mnie za kretyna i natręta w jednym.
                 Byłem pewny, że dziewczyna nie zwróci w ogóle na mnie uwagi. Że będzie mnie traktować, jak powietrze. Nadal gdzieś w środku czułem, że to jej zniknięcie i niedawanie znaku życia, było moją winą i tym, co zaszło między nami. Szybko jednak przekonałem się o tym, że się myliłem.
                Jak tylko Holly zablokowała komórkę i wsunęła ją do torby, jej piwne oczy zatrzymały się na mojej osobie. Przez chwilę nie wiedziałem, co powinienem zrobić. Zareagować czy może po prostu usiąść i nadal ją obserwować? Ona jednak uśmiechnęła się, a ja od razu odpowiedziałem tym samym, rozluźniając się. Najwidoczniej robiłem wiele zamieszania o nic. Może ostatnio była po prostu zajęta, a ja dodawałem do tego swoje teorie spiskowe, uważając, że jestem przyczyną tego, co się dzieje?
 Jesteśmy w komplecie  powiedział Phil, jednocześnie zmuszając mnie do tego, bym oderwał wzrok od Holly i skupił się na nim.  Zaczynajmy.

                  Holly lubiła szybko pojawiać się i znikać. Ja zaś nie chciałem przepuścić okazji do tego, by choć przez chwilę z nią porozmawiać. Dlatego, jak tylko miting się skończył, szybko wyszedłem z sali. Zrobiłem to, jako pierwszy. Nawet ona nie zdążyła opuścić grupy przede mną. Miałem w tym jednak swój cel. Chciałem ją złapać przed budynkiem, z daleka od ciekawskich uszu i oczu, które kłębiły się na korytarzach ośrodka.
 Hej, poczekaj!  zawołałem, kiedy dziewczyna wyszła na zewnątrz, od razu skręcając na prawo. 
                  Zatrzymała się i odwróciła. Na jej twarzy znów zagościł uśmieszek, który można było interpretować dwojako  albo robiła sobie ze mnie żarty, albo znów chciała podjąć ze mną grę. Było tak, jakby rzucała ci wyzwanie, czekając jednocześnie na twój kolejny ruch. Musiałem też przyznać to, że każdy jej uśmiech cholernie mi się podobał.
 Cześć, Lucas – odpowiedziała, dokładnie obserwując moją reakcję. 
                  Przekręciłem oczami, słysząc jej cichy śmiech. Wiedziała, że tego nie lubię, a mimo wszystko wciąż zwracała się do mnie w ten sposób.
 Gdzie zniknęłaś na tak długo?
 Martwiłeś się?
 Ja… Ja tylko…
 Miałam trochę rzeczy do załatwienia  powiedziała, zanim zdążyłem wydukać pełne zdanie.  Musiałam sobie odpuścić terapię, by wyrobić się na czas.
 To… W porządku.
 Jest w porządku  odparła, nie odrywając ode mnie oczu. Przyznam się, że od tego jej spojrzenia zrobiło mi się trochę gorąco. Ale tylko odrobinę. - Do zobaczenia w środę.
 Masz może ochotę zjeść ze mną obiad?
 Nie.
 To może kawa?
 Czego dokładnie ode mnie chcesz, Lucas?
 Chciałbym dwóch rzeczy  odpowiedziałem, odciągając ją na bok, bo ciągle staliśmy na środku chodnika i przez nas zrobił się mały korek.  Po pierwsze, chciałbym byś zwracała się do mnie po prostu Luke. Po drugie, chcę z tobą od tak porozmawiać.
 Pierwsze: nie obiecuję. Drugie: nie jestem nikim ciekawym, z kim można by było rozmawiać. Dodam coś od siebie.  Nachyliła się, ściszając jednocześnie głos.  A tak poza tym, to że się ze sobą przespaliśmy nie oznacza, że teraz będziemy dwójką kochanków, którzy będą zachowywać się, niczym dwa zakochane w sobie gołąbki. Gruchanie do siebie nie jest dla mnie.
 Nawet nie o to mi chodziło  jęknąłem, rozkładając ręce.  Po prostu uważam, że jesteś naprawdę miła i inteligentna i… Zjedz ze mną do cholery ten przeklęty obiad, proszę  mruknąłem tonem nadąsanego dziecka.
                 Dopiero kiedy te słowa opuściły moje usta, zrozumiałem, co dokładnie powiedziałem. Zrobiłem wielkie oczy, domyślając się tego, że teraz moje szanse na zabranie Holly gdziekolwiek spadły poniżej zera. Spojrzałem na nią przepraszającym wzrokiem. Dlaczego zawszę muszę palnąć coś tak głupiego, brzmiąc dodatkowo, jak typowy desperat? Chyba sobie pogratuluję.
                  O dziwo Holly nie wyglądała na złą. Uśmiechnęła się i zaśmiała cicho. Jej ciemne tęczówki znów skupiły się na moich. Poklepała mnie lekko po ramieniu.
 Pod jednym warunkiem.
 Serio? To znaczy... Zgadzasz się?
– Jesteś uroczy.
 Ach, no spoko… Że co? Pogubiłem się teraz.
 A to, że zgadzam się.
 Przed chwilą mówiłaś, że… Uch, jesteś skomplikowana.
 Mimo tego chcesz zjeść ze mną obiad?
 Bardzo chcę… Oczywiście, że chcę.  Brawo, Luke idioto. Pogrążaj się dalej.  Jaki jest ten warunek?
 Żadnych restauracji , w których nie ma mięsa. Uwielbiam mięso.
 To ten warunek?
 Zbyt wielkie wymagania?
 Nie, pewnie, że nie. Zapraszam do samochodu.

                   Z początku miałem plan, by pojechać do restauracji, która mieściła się tuż przy plaży. Holly jednak w czasie jazdy wymieniła dania, na które miałaby ochotę, a ja szybko też zrobiłem się jeszcze bardziej głodny. W końcu postanowiłem zatrzymać się w centrum miasta i zabrać ją do lokalu, w którym specjalizują się w różnego rodzaju naleśnikach. Nawet takich z mięsem. Na szczęście udało nam się zająć jeden z niewielu wolnych stolików.
                  Wyciągnąłem szybko telefon z kieszeni, kiedy Holly wstała od stołu, mówiąc, że idzie do łazienki. Miałem nadzieję, że dziewczyna ukradkiem się nie ulotni, a ja nie zostanę tu sam, jak palec. Szybko jednak odgoniłem te myśli, próbując się skupić na wiadomości, którą miałem zamiar napisać do Caluma. Nie uprzedziłem ich przecież, że dzisiaj nie pojawię się w pubie. Chciałem to zrobić, jak najszybciej, więc mój sms w końcowym stadium wyglądał, jakbym pisał go pod wpływem alkoholu.

Do Calum:
Jeste na objado z Hol. Pojawiła sięna spotkania. Wybaczycie mi to, że ja nie będzie dziś aj w 5SOS?

                Zacząłem zniecierpliwiony cicho pukać palcami w stół, czekając na dwie rzeczy. Odpowiedź od przyjaciela i powrót Holly. Miałem wrażenie, że czas niemiłosiernie mi się dłuży. Upiłem łyk napoju, który dostaliśmy wcześniej. Kiedy kelnerka postawiła przed moim nosem dwa pełne talerze z  zamówionymi daniami, dwie rzeczy, których nie mogłem się doczekać, w końcu się pojawiły.
 To wygląda pysznie – powiedziała Holly, siadając naprzeciwko mnie.
 Dasz mi chwilę  poprosiłem, machając telefonem.  Przepraszam, ale to z pracy.
 Nie krępuj się  rzuciła, przekręcając talerz i przyglądając się daniu z każdej strony.  Zaczynam jeść bez ciebie. Jestem głodna.
 Nie krępuj się  powtórzyłem za nią, zyskując tym od niej jeszcze jeden uśmiech.
                 Odblokowałem telefon, co jakiś czas zerkając na dziewczynę, która zabrała się za jedzenie zapiekanego w naleśniku kurczaka z serem i sosami. Wszedłem w wiadomości, od razu natrafiając na odpowiedź Hooda.

Od Calum:
Wybaczmy, baw się dobrze. I Hemmo, wyluzuj!. Pamiętaj, o czym mówiliśmy i powodzenia z Holly :)

Do Calum:
Dzięki wielkie.

Od Calum:
Skup się na niej, a siedzisz z nosem w telefonie!

                 Jak tylko odczytałem tą wiadomość, od razu zablokowałem komórkę i szybko wsunąłem ją do kieszeni. Hood miał rację. Wyprostowałem się, patrząc na Holly, która rozsmarowywała sos na kawałku naleśnika. Nasze spojrzenia na moment spotkały się ze sobą, a ona po raz kolejny obdarzyła mnie uśmiechem. Odpowiedziałem od razu, przysuwając do siebie talerz z jedzeniem, które powoli stygło.
 Twoi kumple są wkurzeni, że nie będziesz dzisiaj w pracy?
 Nie  odpowiedziałem zgodnie z prawdą.  Jest w porządku. Może teraz w końcu powiesz mi, co ty robisz w życiu? Wiem, że pracujesz, ale nie wiem gdzie.
 Ściśle tajne przez poufne.  Uniosłem jedną brew.  Jedz, robaczku.
               Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. W końcu, kiedy Holly puściła mi oczko, nie wytrzymałem i parsknąłem cichym śmiechem. Czy ona próbuje ze mną flirtować czy mam już, jakieś urojenia?
 Nie zdradzisz nic na ten temat?
 Studiuję psychologię  powiedziała powoli, krojąc większy kawałek naleśnika na dwie części.  Pracuję w gazecie.
 Naprawdę?
 Nie jestem dziennikarką. To nie dla mnie. Nie tworzę artykułów. Działam w innej rubryce.
 Jaka to rubryka i jaka gazeta?
 Pisemko dla kobiet New Woman, dwutygodnik.
 Rubryka?
 Z poradami. Mój pseudonim jest tak samo żałosny, jak te wszystkie gówniane teksty, jakie są tam wypisywane. Plus jest tego taki, że dobrze płacą za dawanie porad innym, więc na razie nie myślę o zmianie pracy.
 Jaki masz pseudonim droga Pani Rado?
 Mrs. Love  odpowiedziała ze śmiechem, a ja od razu odpowiedziałem tym samym.  Moja przyjaciółka uważa to za paradoks.
 Dlaczego?
 Pracuję w dziale porad, daje je innym, a sama nie potrafię poradzić sobie ze swoim problemem.
 To nie znaczy, że jesteś w tym kiepska lub że wciskasz im kit. Ludzie nie zawsze stosują się do własnych rad. O wiele łatwiej przekazywać je innym, ponieważ patrzysz na wszystko z perspektywy osoby trzeciej. Nie dotyczy to ciebie osobiście. Zresztą, to nic złego w tym, by się od czasu do czasu pogubić. Na swój problem znajdziesz w końcu rozwiązanie. A może ktoś ci w tym pomoże?
 Całkiem nieźle powiedziane.
 Czasem uda mi się powiedzieć coś z sensem  skwitowałem, a Holly znów zaśmiała się cicho. 
 Nie uważam, że większość tego, co mówisz jest bez sensu.
 Uznam to za komplement. Podbudowałaś moje ego. Jestem wdzięczny.
 Czy teraz zmienisz się we wkurzającego mnie dupka?
 Nie, nie jestem z tych.
 I całe szczęście. Jesteś w porządku, Lucas.
 Luke.
 Jak tam wolisz  mruknęła, wzruszając ramionami. Mimo wszystko uśmiechnąłem się pod nosem. Czy słowa jesteś w porządku są równoznaczne z lubię cię? Oby. Taką miałem nadzieję.


                Wychodząc z restauracji byłem pewny, że na tym zakończy się nasze spotkanie. W końcu Holly nie miała ochoty ze mną wychodzić, ale okazało się, że jest całkiem inaczej. Nie musiałem jej namawiać na dodatkowy poobiedni spacer. Zgodziła się od razu.
               Szliśmy ramię w ramię szarym chodnikiem, w dalszym ciągu rozmawiając ze sobą na wszystkie tematy. Byłem naprawdę pozytywnie zdziwiony, że przychodziło nam to tak łatwo, a poruszonych kwestii nie zabrakło. Odbierałem Holly, jako tajemniczą osobę, z której będzie trudno wyciągnąć, jakiekolwiek informacje. Ona jednak mówiła swobodnie i otwarcie, opowiadając o rodzinie, znajomych, uczelni i pracy. Jednak nie było tak, że tylko ona mówiła. Dziewczyna odbijała piłeczkę, zadając pytania także i mi.
 Tu jest pięknie – powiedziała z uśmiechem, kiedy zboczyliśmy z deptaka.
                 Znajdowaliśmy się w parku, który mieścił się niedaleko centrum. Skręciliśmy w boczną, wydeptaną drużkę, aby dostać się do niewielkiego stawu. Chyba Holly lubiła takie miejsca i takie krajobrazy. Starałem się iść obok niej, ale było to zadanie dość utrudnione, z uwagi na liczne krzaki i drzewa, które stały nam na drodze.
 Natura potrafi stworzyć tak wiele cudownych miejsc  pociągnęła, a ja wsłuchiwałem się uważnie w każde jej słowo. Nie odrywałem też od niej wzroku, widząc na jej twarzy uśmiech, który tak bardzo mi się podobał.  Ludzie też mają tą umiejętność. Tworzą piękne rzeczy  dodała, odwracając się.
                 Przez dłuższą chwilę zapatrzyłem się w jej piwne oczy, w których dostrzegłem lekkie, małe iskierki. Dla mnie były naprawdę idealne. Dzięki temu zrobiłem z siebie po raz kolejny kretyna do kwadratu. Nagle, nie wiem skąd, na mojej drodze pojawiło się nie za duże drzewo. Wpadłem na nie, odbijając się od twardej kory. Zachwiałem się, ale na szczęście udało mi się złapać równowagę. Nie szliśmy też za szybko, bo inaczej skończyłoby się to jeszcze bardziej idiotycznie. Wtedy z pewnością mógłbym zapoznać się z ziemią osobiście, rozpłaszczając się na niej, niczym ostatnia ofiara losu.
                Jęknąłem pod nosem, wstrzymując oddech. Moja twarz przybrała barwę soczystego pomidora. Zrobiło mi się też gorąco pod wpływem zażenowania. Zerknąłem na Holly, który starała się powstrzymać śmiech, zasłaniając usta dłonią. Jej opuszki palców zjechały w dół warg, a ja przełknąłem ze zdenerwowania ślinę.
 Nic ci się nie stało?  zapytała, dokładnie mi się przyglądając.
 Wymaż mi ten moment z pamięci, a wtedy będzie w porządku. Nie jestem ofermą.
 Nawet przez chwilę tak nie pomyślałam.
 Spróbuję ci w to uwierzyć.
 Na pewno nic sobie nie zrobiłeś?
 Ucierpiała, tylko moja duma  odparłem, a Holly parsknęła śmiechem.  Powinienem być przyzwyczajony.
 Jesteś uroczy.
 Słyszę to od ciebie już drugi raz w ciągu jednego dnia.
 Liczysz to?
 Nie… Oczywiście, że nie  odparłem z uśmiechem.  Idziemy dalej?
 Może chcesz wracać?
 Ten pieprzony park mnie nie pokona. Idziemy nad ten stawek, w końcu sam to zaproponowałem.
 Nie musimy.
 Chodź  rzuciłem, machając ręką.  Obiecuję, że teraz skupię się na drodze.
 A wcześniej było inaczej?
 Patrzyłem na ciebie. W sumie to twoja wina.  Dziewczyna znów zaczęła się śmiać.  Zdecydowanie to twoja wina. Tak… Teraz mi lepiej. Możemy iść. 

                Wszedłem do 5 Seconds of Summer, będąc całkowicie zadowolony z siebie. Całe spotkanie z Holly przebiegło naprawdę dobrze, pomimo kilku wpadek. Miałem jednak nadzieję, że udało mi się w końcu przekonać do siebie dziewczynę i teraz nie będzie uciekać przed moim towarzystwem. Dodatkowo naprawiłem błąd sprzed tygodnia, biorąc od niej numer telefonu. O dziwo podała mi go bez problemów i bez zbędnego namawiania. A to śmiało mogę uznać za postęp.
               Przeszedłem do baru, mijając grupki klientów. Dzisiaj był poniedziałek, więc ludzi nie było wielu. Zatrzymałem się przy ladzie, za którą stał Michael i Ash. Calum siedział na krześle przed nimi, opierając się łokciem o blat. 
 Naćpałeś się czegoś, że się tak szczerzysz czy zaliczyłeś szybki numerek?  zapytał ze śmiechem Michael, mierząc mnie wzrokiem.
 Ale z ciebie dupek  skwitował Irwin, prychając pod nosem.
 Mów, jak było  rzucił Calum, pukając mnie w ramię.
– Dwa razy nazwała mnie uroczym  powiedziałem, naprawdę nie mogąc powstrzymać głupkowatego uśmiechu, który nie chciał zejść mi z twarzy.
 Lukey się zakochał  zagruchał Clifford.
 Wcale nie!
 Na pytanie: jak było, odpowiedziałeś, że nazwała cię uroczym  pociągnął, poruszając znacząco brwiami.  Nie powiedziałeś, gdzie byliście i co robiliście. Jesteś uroczy.
 Bo nie dałeś mi dokończyć!
 Nikt ci nie przerywał – wtrącił Ashton.
– Po czyjej ty jesteś stronie?  odparłem, machając w jego stronę palcem.  Byliśmy razem na obiedzie i potem na spacerze w parku i…
 Nazwała cię uroczym dwa razy  przerwał mi Michael. Zmrużyłem na niego oczy.
 Możemy go wypisać z naszej paczki?  zapytałem, patrząc na pozostałych, którzy parsknęli śmiechem.  Zapłacę wam za poparcie mojego wniosku.
 Ej, jestem dobrym kumplem, więc wal się!
 Opowiadaj  zachęcił mnie Hood. Nie musiał mi tego dwa razy powtarzać.

~***~
                Weszłam do domu. Zdążyłam, tylko zamknąć drzwi, kiedy usłyszałam pisk, który przeciął dźwięk włączonego telewizora. Zanim ściągnęłam buty, na progu pojawiła się uśmiechnięta od ucha do ucha, Trish. Przyjaciółka klasnęła w dłonie, jakby nie mogła się, czegoś doczekać. Czegoś, co ewidentnie mocno ją ekscytowało.
 Najadłaś się za dużo cukru, że dostajesz energetycznej trzęsiawki?
 Mów, jak było!
 To tylko spotkanie  rzuciłam, przepychając się w progu. Trish blokowała wejście do pokoju.
 Ale z facetem.
 Nawet jakby to był kosmita, to i tak byłoby to, tylko spotkanie.
 Jaki jest?
 Miły, sympatyczny, czasami nieporadny…
 Przystojny  dodała za mnie, robiąc maślane oczy.  Chociaż w sumie bardziej podoba mi się jego kumpel. Wiesz, ten DJ. Dla niego mogłabym zmienić orientację.
 Wróć na ziemię  rzuciłam, pstrykając jej palcami przed nosem. Przyjaciółka parsknęła śmiechem, kręcąc jednocześnie głową.
– Co zrobisz z Lukiem?
 A co mam z nim zrobić?  zapytałam, siadając na kanapie.
 Zakręć się koło niego, wygląda na naprawdę porządnego faceta.
 Nie. Między nami nigdy nic nie będzie, a wiesz czemu? Bo miłość i to całe pieprzone uczucie jest do kitu. Nie wierzę już w to. Miłość rani, nic poza tym. Tylko to potrafi robić. Nie ma nic pomiędzy.
 Mylisz się.
 Ja wiem swoje  powiedziałam, odrzucając na bok torebkę.  Co oglądasz?
 Teen Wolf.
 Przecież to stare odcinki.
 Robię powtórkę.
 Mi pasuje  skwitowałam, rozsiadając się na kanapie.



***
Mamy powrót Holly, a także spotkanie, na które nie mógł doczekać się Hemmo. Chyba nie poszło mu źle, prawda? XD Oprócz tego pojawiła się po raz kolejny mała scenka z perspektywy Holly.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał :)

Dziękuję za wszystkie komentarze!

Standardowo też zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau 

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF

2 komentarze:

  1. Matko kobieto rozdział super,ale ta końcówka o teen wolf no po prostu musiałam zrobic screena...

    OdpowiedzUsuń