sobota, 21 stycznia 2017

09 Tak... Dam jej czas

              Holly znów zniknęła. Nie dawała znaku życia przez całe trzy dni. Nie odpisała na żadnego sms-a i nie odebrała telefonów. Nie było jej też na piątkowym spotkaniu dla anonimowych seksoholików. Jakby zapadła się pod ziemię. Jakby nagle zniknęła. Przez to wszystko znów zaczynałem się zastanawiać, co takiego zrobiłem, że dziewczyna postanowiła mnie kompletnie ignorować. A może jednak miała, jakieś problemy? A jeśli wydarzyło się coś złego?
             Byłem od niej uzależniony. W jakiś sposób przyzwyczaiłem się do jej towarzystwa i spontanicznych akcji, jakie czasami urządzała. Wprowadzała do mojego życia odrobinę szaleństwa, zaskoczenia i uśmiechu, którego wciągu tych długich trzech dni cholernie mi brakowało. Miałem wrażenie, że przez to, że nie ma jej obok, stanąłem gdzieś w miejscu, nie wiedząc, jak ruszyć dalej. Co chwilę też maniakalnie sprawdzałem telefon, licząc na to, że znajdę od niej, chociaż jedno głupie słowo, które zapewni mnie o tym, że dziewczyna całkowicie mnie nie olała. A może o to właśnie chodziło? Może Holly lubiła się zabawić, a potem odejść? Nie… Ona nie była jedną z tych osób. A przynajmniej chciałem w to wierzyć. Miałem nadzieję, że to nie okaże się być prawdą. Wyszedłbym wtedy na kompletnego naiwniaka i głupka, który zbyt mocno zaangażował się w tę znajomość.

                 Spojrzałem na ekran telefonu. Westchnąłem ciężko pod nosem, widząc brak nowych wiadomości. Nic. Pusto. Holly nadal milczała. Zacisnąłem usta, wsuwając komórkę z powrotem do kieszeni. Nawet nie próbowałem oszukiwać sam siebie, że jestem tym faktem naprawdę mocno rozczarowany. Brakowało mi jej, choć za wszelką cenę chciałem pokazać, że tak nie jest.
                 Podniosłem głowę, spoglądając na resztę chłopaków. Znajdowaliśmy się w 5 Seconds of Summer, by przygotować lokal na dzisiejszy wieczór. Szczególnie, że miało się pojawić trochę osób. Ja i Calum ponownie rozwiesiliśmy plakaty na uczelni, które miały jeszcze bardziej zachęcić ludzi do przyjścia właśnie do naszego pubu. Ashton i Michael działali znów w internecie, wciskając informację o dzisiejszej imprezie wszędzie tam, gdzie tylko się dało. Weekendy były najbardziej oblegane, a także przynosiły największe zyski, więc nic dziwnego, że kluby i bary walczyły o każdego klienta. Nie mogliśmy być gorsi.
 Co ty masz taką minę?  zapytał Ash, przechodząc obok. Wszedł za ladę, kładąc na ziemi zgrzewkę pomarańczowego soku.  Stało się coś?
– Holly mnie olewa i jest mi z tego powodu w chuj przykro  pomyślałem, ale ugryzłem się w język, by nie powiedzieć tego na głos. Wzięliby mnie pewnie wtedy za zbyt przewrażliwionego głupka. Którym chyba byłem.
 Nic się nie stało. Próbuję jakoś rozplanować dzisiejszy wieczór  odpowiedziałem, kiwając dodatkowo głową. – Calum od dziewiątej będzie robił za DJ-a. Michael standardowo stanie za ladą. My musimy się podzielić, kto pierwszy bierze salę, a kto będzie mu pomagał za barem. Potem zmiana. Wczoraj całkiem nieźle nam szło…
 Wczoraj ewidentnie było nas za mało. Nie nadążałem ze sprzątaniem stolików i toalet  mruknął, marszcząc nos.  Z jednej strony to dobrze, że ludzie do nas przychodzą, a z drugiej… Naprawdę musimy pomyśleć nad zatrudnieniem kogoś do pomocy.
 Teraz? Chyba jeszcze nas na to nie stać.
 Właśnie w tym problem. Zanim bar zacznie na siebie zarabiać, musi minąć jeszcze trochę czasu. Na szczęście, idziemy powoli do góry. Niedługo wyjdziemy na czysto i wtedy zobaczymy, na co możemy sobie pozwolić. Może na początek jedna lub dwie osoby.
                 Kiedy tylko to powiedział, poczułem na udzie krótką wibrację. Z kieszeni wydobył się pojedynczy dźwięk dzwonka, oznajmiający mi przyjście wiadomości. Poskoczyłem nerwowo, szybko wyciągając komórkę z kieszeni. Urządzenie prawie wyleciało mi z rąk, jakby moje kończyny nie nadążały za rozkazami mózgu. Odblokowałem telefon, nie odrywając wzroku od jasnego wyświetlacza. Skrzywiłem się.
 Co jest?
– Nic.
 To nie Holly?  Zerknąłem na niego. Ash uśmiechnął się dobrodusznie.  Znamy cię za dobrze, więc nie musisz udawać. Czekasz, na jakąś wiadomość od niej. Znowu się nie odzywa?
 Znowu.
 Więc to nie Holly?
 To mama.
– Może jest bardzo zajęta.
 Albo ma mnie gdzieś. Z pewnością ma mnie gdzieś  wydusiłem z nutą goryczy.  Jestem, aż tak beznadziejnym egzemplarzem?
 Luke  mruknął, przekręcając oczami  przestań się obwiniać. Mogę się założyć, że tu nie chodzi o ciebie…
 To czemu mi nie odpisuje?
 Może jest jakiś ważny powód, o którym nie chce ci powiedzieć?
 Jedna wiadomość, Ash. Wystarczyłaby mi jedna wiadomość.
 Martwisz się?
 Nie.
 Oczywiście, że nie  powiedział z uśmiechem.  Daj jej trochę czasu. Może ona go potrzebuje. A jak nie to…
 To?
 Wiesz, gdzie mieszka. Możesz do niej iść i sprawdzić, czy na pewno jest wszystko w porządku.
 Tak… Dam jej czas. Pójdę do niej jutro przed pracą i…
 Idź w poniedziałek.
 Jutro to za szybko?  zapytałem, nie odrywając od niego błękitnych tęczówek. Irwin spojrzał na mnie z politowaniem.  Dobra, poniedziałek będzie w porządku.
 Chłopaki!  Calum pojawił się obok. Oparł się o ladę, świdrując nas przenikliwym spojrzeniem.  Nie chcę wam przeszkadzać w plotkach…
 My nie plotkujemy  mruknął Ash, prychając pod nosem.
– Oczywiście, że nie  pociągnął Hood, mając na ustach swój słynny pewny siebie uśmieszek.  Ale ja i Michael bylibyśmy wdzięczni, gdybyście przełożyli pogaduchy na później. Niedługo otwieramy, a bar nie jest jeszcze gotowy, więc… Ruszcie tyłki do roboty!
               Poruszyłem niemo ustami, wyrzucając w myślach wiązankę przekleństw. Musiał przeszkodzić nam właśnie teraz? W momencie, kiedy ja dyskutuję z Ashem na temat mojego marnego losu i nieudacznictwa życiowego. Spojrzałem na Caluma z niezadowoleniem, kiedy pstryknął mi palcami przed nosem.
 Do roboty, zakochana i nadąsana księżniczko!
 Pierdol się, Hood  warknąłem, robiąc minę… nadąsanej księżniczki.

               Kiedy w lokalu pojawiło się więcej osób, przestałem myśleć o przyczynach ignorowania przez Holly mojej osoby. Pracy było sporo, a dzięki temu nie miałem czasu ani nawet możliwości, by bardziej skupiać się na tej sytuacji. To był też dobry moment na to, by wziąć się w garść i przestać się obwiniać. W końcu nie zrobiłem niczego złego, więc nie mogła być to w stu procentach moja wina, prawda?
              Temat dziewczyny powrócił jednak nagle, nieoczekiwanie i zupełnie przypadkiem. Zebrałem kolejne brudne kufle i szklanki ze stolika. Wyprostowałem się i ruszyłem w stronę lady. Ash machnął na mnie, dając mi znać, że pora na zamianę ról. Teraz to ja miałem pomóc Michaelowi.
               Kiedy już miałem skręcić do baru, odwróciłem się i spojrzałem w bok. Moje oczy zrobiły się wielkości spodków, gdy z daleka zamajaczyła mi znana sylwetka. Albo mój mózg nakreślił mi ten obraz, bo może to wcale nie była Holly? To chwilowe rozkojarzenie wystarczyło, bym zrobił z siebie głupka. Zapatrzyłem się w tamto miejsce, w którym mignęła mi  być może  znajoma dziewczyna. Na ziemię sprowadziło mnie dopiero uderzenie w ścianę. Źle wymierzyłem, nie mieszcząc się w przejściu, które prowadziło do baru. Mimo głośnej muzyki, usłyszałem za plecami chichoty. Zerknąłem na rozbawionych moją wpadką klientów. Uśmiechnąłem się, próbując obrócić to w zabawny wypadek, który każdemu może się zdarzyć. A mi takie rzeczy zdarzają się zdecydowanie za często. W środku i tak poczułem się mocno zażenowany. Skarciłem się w myślach, wracając do pracy. To nie mogła być Holly…
 W porządku?  zapytał Irwin, siląc się na powagę, choć bardzo dobrze wiedziałem, że ma ochotę parsknąć śmiechem. Widział moje bliskie spotkanie ze ścianą.
 Jest okej.
              Chłopak tylko kiwnął głową, odbierając ode mnie tackę pełną brudnych naczyń. Odrzuciłem ścierkę na bok, przechodząc na kolejne stanowisko pracy. Ukucnąłem przy szafce, szybko dorzucając do niej czyste szklanki i kufle, które musiał przynieść i przygotować jeden z chłopaków. Na końcu przetarłem kawałkiem ręcznika papierowego mokrą podłogę  komuś coś się ewidentnie wylało i dziwne, że na tych kafelkach nikt jeszcze nie zgubił zębów  a następnie wyprostowałem się.
              Wstrzymałem oddech i lekko podskoczyłem w miejscu, kiedy przed oczami pojawiła mi się znajoma twarz. Ciemne oczy utkwione były w moich, a na ustach wymalowany był szeroki i miły uśmiech. Przez moment nie wiedziałem, co powiedzieć, będąc przekonany, że mam po prostu zwidy.
 Holly?  wydusiłem, mając nadzieję, że nie odwaliło mi na tyle, by mieć halucynacje z nią w roli głównej.
 Holly?  odparła poważnym tonem, a następnie otworzyła portfel. Przyjrzała się swojemu prawu jazdy, a potem znów się uśmiechnęła.  Tak, zgadza się. Nadal jestem Holly i to od urodzenia.  Zaśmiała się, a ja wsłuchałem się w ten dźwięk, który był tak bardzo przyjemny dla moich uszu.  Cześć, Lucas.
 Luke.
 Oczywiście.
 Co podać?
 Co ty tak oficjalnie?  powiedziała, opierając się o ladę. Nadal nie odrywała ode mnie ciemnych oczu, a ja poczułem się tak, jakbym był na jakimś przesłuchaniu. Ej! To nie ja powinienem się spowiadać, tylko ona!
 Jestem w pracy.
 Wcześniej też bywałeś w pracy i wtedy…
– Nie odzywałaś się do mnie od kilku dni. Nie odpowiedziałaś na żadną moją wiadomość i… Chyba dobrze zrozumiałem, że mam zostawić cię w spokoju, skoro masz mnie ewidentnie gdzieś  mruknąłem, nachylając się w jej stronę, by nikt nie słyszał tej wymiany zdań. Nie ukrywałem też tego, że w jakiś sposób się zdenerwowałem. Byłem też rozczarowany. Nie chciałem już więcej bawić się z żadne gierki, nawet z nią.
 Padł mi telefon.
 Co?
 Nie tyle co padł, ile nawalił mi ekran. Dzisiaj kupiłam nowy  pociągnęła, wyciągając z kieszeni nową komórkę. Faktycznie był to inny model urządzenia, które miała wcześniej.  Przepraszam. Nawet nie wiedziałam, że cokolwiek pisałeś.
 I dzwoniłem  dodałem z goryczą, nie mogąc się powstrzymać.
 Przepraszam. Tego też nie wiedziałam.
 Nie było cię na piątkowym spotkaniu…
 Byłam zajęta. Miałam trochę roboty w redakcji, a do tego musiałam odwalić dwa eseje na zajęcia. Przepraszam.
                W tym momencie nie potrafiłem się już więcej się na nią złościć, choć nadal chciałem pokazać, jak cała ta sytuacja mi się nie podobała. Jednak Holly miała dobre argumenty, a ja musiałem w nie wierzyć. Bo niby czemu miałaby w tej kwestii kłamać? 
               Uśmiechnęła się lekko, jeszcze bardziej topiąc mnie od środka. Znów zmieniałem się w ciepłą kluchę, która jest uzależniona od niej, jakby dziewczyna była moim prywatnym narkotykiem. Niektórzy ludzie właśnie coś takiego w sobie mieli, że zmiękczali nawet najbardziej stwardniałe serca. Najgorsze było to, że ciężko było się przed tym, w jakikolwiek sposób bronić.
 Mam nadzieję, że nie było to coś bardzo ważnego?
 Nie było  odparłem, kręcąc głową.  To nic ważnego.
 Nadrobimy to?
 Jestem w pracy  pociągnąłem, nadal próbując pokazać jej niezadowolenie.
 Będziesz miał przerwę?
 Wątpię. Mamy dużo ludzi.
 W porządku – powiedziała zrezygnowana.  Poproszę drinka z sokiem pomarańczowym.  Spojrzałem na nią uważnie. Teraz to ona przeszła do oficjalnego tonu.
 Po mojej pracy? O ile na mnie zaczekasz?
 Może poczekam  rzuciła, znów się uśmiechając.
 Mamy dzisiaj promocję dwa w cenie jednego, więc drugi masz gratis.
 Widziałam.
 Zrobić dwa na raz?
 Tak. Jestem z Trish, więc drugi będzie dla niej.
                  Kiwnąłem głową i zabrałem się za przygotowanie napojów. Po chwili postawiłem przed nią dwie, wysokie, pełne szklanki. Holly dorzuciła do nich długie słomki, a następnie zapłaciła. Nie chciałem się z nią kłócić, bo już kiedyś zaznaczyła, że nie przyjmuje niczego na tak zwany koszt firmy. Wydałem jej resztę, a ona wrzuciła ją do słoiczka na napiwki.
 Do później, Lucas?
 Musisz?
 Uroczo wtedy marszczysz nos  podsumowała, a następnie odwróciła się i ruszyła w głąb sali.
                 Przez moment obserwowałem ją, opierając się o ladę. Zatrzymała się przy swojej przyjaciółce, podając jej drugiego drinka. Trish machnęła do mnie, a ja szybko odpowiedziałem tym samym. 
                Oderwałem wzrok od dziewczyn, by wziąć się w końcu do prawdziwej roboty, szczególnie, że po mojej stronie baru zaczęli gromadzić się spragnieni alkoholu ludzie. Zdążyłem jednak odwrócić się, kiedy poczułem wibrację w kieszeni, a także cichy dźwięk dzwonka, który szybko zniknął w puszczanej przez Hooda muzyce. Szybko wydobyłem telefon, chcąc odczytać wiadomość.

Od Holly:
Przystojniaku, przyślesz mi jakieś swoje niegrzeczne fotki?

                 Mimo tego, że chciałem nadal uchodzić za poważnie dotkniętego i złego przez jej zachowanie, teraz nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem. Spojrzałem raz jeszcze w kierunku dziewczyn. Holly uśmiechnęła się szeroko, puszczając mi oczko. Pokręciłem głową, szczerząc się sam do siebie, jak idiota. Jej pojawienie się w 5 Seconds of Summer od razu poprawiło mi humor.

                Nasze reklamy w sieci, plakaty rozwieszone na uczelni i promocja dwa plus jeden, sprawiły, że nasz lokal znów zapełnił się po brzegi klientami. W końcu doszło do tego, że nie mogliśmy wyrobić się z podawaniem piwa, drinków i napoi, a także ze sprzątaniem na bieżąco. Ludzi było za dużo, a nas stanowczo za mało. Nikt z nas nie chciał powiedzieć tego na głos, ale potrzebowaliśmy pomocy.
                 Odwróciłem się, słysząc znajomy głos. Uniosłem z zaskoczeniem brwi, widząc Ashtona odbierającego od Holly brudne naczynia. Lekko zdezorientowany, podszedłem do nich. Dziewczyna uśmiechnęła się, opierając się o łuk, który prowadził za bar.
 Pomyślałam, że zgarnę trochę brudnych naczyń, które stały na stoliku.
 Dzięki  wydusiłem, a Irwin uśmiechnął się z wdzięcznością.
 Może wam pomóc?
– Nie możemy cię o to prosić  odezwał się szybko Ash.
 Nie musicie mnie prosić. Chętnie pomogę. Przydadzą wam się dwie dodatkowe osoby.
 Dwie?
 Cześć  rzuciła Trish, wychylając się, by w końcu stanąć w zasięgu naszego wzroku.  Jesteście kumplami Hol, a więc i moimi też. Co mamy robić?
 Jesteście na imprezie, a nie w pracy i…
 Wyluzuj, korona nam z głowy nie spadnie, jak wam pomożemy  odpowiedziała Trish, nadal się uśmiechając.
 Zrobimy za waszą pomoc. Zostaniecie za barem, a my ogarniemy stoliki…
 I toalety  wtrąciła jej koleżanka.  W damskim zabrakło papieru.
 Nawet nie miałem czasu tam iść i sprawdzić i…  pociągnął Ash.
 Potrzebujecie nas, więc… Oto jesteśmy  rzuciła rozbawiona Trish, unosząc ręce. Ja i Irwin wymieniliśmy spojrzenia. Obaj wiedzieliśmy, że naprawdę potrzebujemy pomocy.
 Dobra, w porządku. Zbierzecie puste szklanki i kufle ze stolików. Będzie kładły je obok zmywarki. Ja zajmę się ich myciem  powiedział Ashton, a dziewczyny przytaknęły.  Luke, dasz im firmowe koszulki?
 Ale czad, będziemy częścią ekipy!  zawołała Trish ze śmiechem.
 Będę mogła sobie to wpisać w CV?  odparła Holly i tym razem to my zaśmialiśmy się.
 Dziękuję.
 Właśnie, dziękuję.
 Nie ma sprawy  rzuciła Holly, a następnie całą trójką ruszyliśmy w stronę zaplecza.
                 Wszedłem do środka. Za mną podążały dziewczyny. Podszedłem do szafki. Zacząłem przerzucać zamówione i nierozpakowane jeszcze koszulki, które zamówiliśmy na potrzeby lokalu. Były to czarne polówki z nazwą i logo pubu. Zerknąłem na nie, starając się dobrać, jakiś odpowiedni rozmiar. Wyciągnąłem dwie najmniejsze z nich.
– Nie mamy damskich wersji, ale te chyba powinny być w porządku.
– Będą w porządku  odparła Holly, przejmując ode mnie zapakowane koszulki.
                Przez chwilę obserwowałem to, jak obie rozrywają szeleszczącą folię. Wziąłem od nich śmieci, by wyrzucić je do kosza. Kiedy znów spojrzałem w ich stronę, wstrzymałem oddech. Dziewczyny właśnie zrzuciły z siebie bluzki, zostając w samych koronkowych stanikach. Mój wzrok na dłużej zatrzymał się na Holly. Spuściłem głowę, czując, jak na moich policzkach pojawiają się niekontrolowane rumieńce. Mimo tego, że widziałem już ją w pełnej okazałości, to i tak zareagowałem tak, jakby to było po raz pierwszy.
 Spoko, Luke  odezwała się Trish. Ostrożnie zerknąłem na nią i odetchnąłem z ulgą. Obie już były przebrane.  Nie paradujemy ci tu przecież topless. Na plaży też się rumienisz?
 Zejdź z niego  mruknęła Holl, uderzając ją w tył głowy.
 Co ja takiego powiedziałam?! Jezu… Wariatko  skwitowała, a następnie wskazała na puste tacki.  To do kompletu?
 Tak.
 A papier toaletowy? Zajrzę najpierw do łazienek.
 Wszystko jest tutaj. Jakbyście czegoś potrzebowały, to śmiało wchodźcie. Kod to kratka, pięć i cztery.
 Wszystko jasne  odparła Trish.  Idę do pracy. To może być nawet ciekawe… Nigdy tego nie robiłam…
                  I zniknęła za drzwiami. Holly spojrzała na mnie i zaśmiała się cicho. Zmierzyłem ją wzrokiem, zatrzymując się dłużej na jej czarnych spodniach i nowej koszulce z logo 5 Seconds of Summer. Dziewczyna podeszła bliżej, a potem bez zastanowienia musnęła moje usta swoimi. Wtedy zrobiło mi się jeszcze cieplej i milej. Po chwili uświadomiłem sobie, że uśmiecham się pod nosem. Rozchyliłem powieki, napotykając od razu brązowe tęczówki, w których lśniły małe iskierki. Uwielbiałem kiedy patrzyła się na mnie właśnie w taki sposób.
 Bierzmy się do pracy  powiedziała cicho.
 Nie możemy jeszcze tu postać?
 Myślę, że reszta nie byłaby zadowolona.
 Też prawda. Powodzenia.
 Powodzenia.  

                  Wróciłem do domu zmęczony, ale w pełni zadowolony. Z Holly i Trish u boku daliśmy radę ogarnąć ten tłum, który pojawił się w lokalu. Dziewczynom całkiem nieźle poszło. Były też szybkie, więc to głównie dzięki nim udało nam się utrzymać, jakiś porządek na sali. Kiedy nasza trójka zasuwała za barem, starając się nadążyć nad zamówieniami i uzupełnieniem zapasów, one zajmowały się resztą. Naprawdę byliśmy im wdzięczni za pomoc. Przecież wcale nie musiały tego robić.
                 Usiadłem na podłodze, opierając się plecami o łóżko. Spojrzałem na Holly, która odruchowo przysunęła się bliżej, pozwalając mi objąć się ramieniem. Podałem jej butelkę z piwem. Uśmiechnęła się, a potem po raz kolejny lekko i krótko musnęła moje usta swoimi. Nie miałem nic przeciwko temu, by robiła to częściej.
 Czemu siedzimy na podłodze? Moje łóżko jest, jakieś kijowe czy jak?
 Stąd idealnie widać niebo i gwiazdy. Jeśli się nachylisz, zobaczysz też księżyc  powiedziała, przejeżdżając palcami po mojej dłoni. Po plecach przebiegł mi szybki, acz przyjemny dreszcz.
 Małe urozmaicenie.
 Dokładnie, Lucas.
 Serio, musisz?  mruknąłem niezadowolony, choć chyba zdążyłem się już do tego przyzwyczaić.
 Muszę  odparła, przysuwając do ust butelkę. Upiła z niej niewielki łyk. – Robisz wtedy naprawdę słodkie miny i…
 Przestań, bo dostanę cukrzycy  skwitowałem, pukając ją w ramię. Holly zaśmiała się, jeszcze bardziej wtulając się w moją klatkę piersiową.  Dopijemy to piwo i idziemy spać. Padam na twarz.
 Zamówisz mi taksówkę?
 Nie. Zostajesz ze mną  skwitowałem, przejeżdżając nosem po jej policzku. Dziewczyna znów parsknęła cichym śmiechem.
 Co będę z tego mieć?
 Zaserwuję ci dobre śniadanie rano.
 Pasuje.
 Mi też bardzo to pasuje  odpowiedziałem cicho, opierając brodę na jej ramieniu.
                  W tym momencie czułem się tak, jakbyśmy byli, czymś więcej. Czymś, czego za żadne skarby świata nie chciałbym oddać. Dawała mi ciepło i czułość, której mi od dawna brakowało. Sprawiała, że czułem się lepiej i pewniej, niż wcześniej. A ja w myślach błagałem los, by Holly już nigdy więcej nie znikała. By zawsze była obok. Chciałem więcej, choć w pełni jej nie znałem. Liczyłem też na to, że i ona idzie w tym samym kierunku, co ja i powoli zacznie chcieć tego samego. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że mogłoby być inaczej. Pod tym względem naprawdę byłem naiwny i dość samolubny. Bo być może pokładałem nadzieję w uczuciu, które z jej strony mogło się w ogóle nie pojawić. Na daną chwilę jednak nie chciałem się na tym skupiać. Liczyła się tylko ta noc, a potem poranek, który spędzimy razem. 


***
Holly znów pojawia się i znika, a biedny Lukey się do niej tak przyzwyczaił :) No i chyba nasz blondyn jest trochę przewrażliwiony - czy może faktycznie coś się dzieje?
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Dziękuję za wszystkie motywujące mnie komentarze! 

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF

1 komentarz:

  1. Nadrobiłam! 😁😁😁
    Teraz będę wszędzie haha 😂😂

    OdpowiedzUsuń