czwartek, 9 marca 2017

13 Jesteś, jak huragan

             Miałem wrażenie, że los postanowił zrobić mi powtórkę z rozrywki. Jak tylko między mną a Holly zaczynało się rozbić ciekawiej, a ja naiwnie myślałem, że może będzie z tego coś znacznie większego, niż tylko kumpelsko-łóżkowa relacja, dziewczyna znikała. Obudziłem się sam w swoim łóżku. Jej rzeczy nie było. Wtedy też poczułem gorzki smak porażki. To uczucie nasiliło się, kiedy przez cały dzień, nie odpowiedziała na mojego sms-a. Postanowiłem nie bombardować jej wiadomościami, a uzbroić się w cierpliwość. Ona zniknęła na drugi dzień, kiedy to Holly dalej milczała, a ja zachodziłem w głowę, nie mogąc pojąć tego, co takiego się do cholery stało i dlaczego. Ani razu nie odebrała, ani nie oddzwoniła. Nic. Cisza.
             Wtedy też zacząłem się zastanawiać, czy może jest coś, o czym ona nigdy mi nie powiedziała. Może coś ukrywała? Może faktycznie nie była to moja wina  a miałem to do siebie, że przyczyny szukałem w swoim zachowaniu. Co takiego odstraszało ją za każdym razem, jak tylko bardziej się do siebie zbliżaliśmy? Na daną chwilę nie potrafiłem odnaleźć potrzebnych mi odpowiedzi, by to zrozumieć. A im bardziej o tym myślałem, tym mocniej ta sprawa zagnieżdżała się w moim mózgu. Nie mogłem się jej pozbyć, jakbym sam na własne życzenie urządzał sobie prywatną wewnętrzną torturę.
             Przez te dni, kiedy byłem pozbawiony jej obecności czy choćby rozmowy, jeszcze bardziej uświadomiłem sobie to, że naprawdę wpadłem. Zatopiłem się w tej relacji bez żadnej kontroli. Włożyłem w to całego siebie i uczucie, którym ją obdarzyłem. Pozwoliłem by rosło i się rozwijało, mimo tego że nie wiedziałem, czy Holly idzie w takim samym kierunku, co ja. Czy czuje to samo, co ja. Pozwoliła mi się w sobie zakochać, może będąc tego zupełnie nieświadomą. Może dla niej to nic nie znaczyło?

              Podskoczyłem na krześle, kiedy Calum pstryknął mi palcami przed oczami. Spojrzałem na niego z niezadowoleniem. Mruknąłem pod nosem, prostując się. Ciemne tęczówki Hooda dokładnie śledziły każdy mój ruch, jakby oceniał, na jakim etapie załamania jestem. Nie chciałem uchodzić za mocno zranionego, ale postawa Holly i jej zniknięcie, sprawiało, że znów zamieniałem się w zrzędliwego, marudzącego gościa, który nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem uczuciowym.
 Powiesz mi wreszcie, o co chodzi?
 Nic mi nie jest.
 Czyżby?  prychnął pod nosem, unosząc jedną brew.
 Po prostu się zamyśliłem.
 I w myślach pojawia się pewna dziewczyna… Niech zgadnę… Ma ciemne, brązowe oczy…
 Ma piwne oczy  poprawiłem go automatycznie, a chłopak zacisnął usta.  Jestem idiotą.
 Wyluzuj…
 Ona ma mnie gdzieś  mruknąłem, opierając czoło o ladę.
 A temu co?  Usłyszałem za plecami głos Michaela.
                Kroki kumpla były coraz bliżej. Doszedł do mnie szczęk szklanych butelek, które musiał nieść. W końcu zatrzymał się obok. Postawił zamknięty alkohol na barze. Poczułem jego wzrok na sobie. Zagryzłem wargę, nadal tkwiąc w tej samej pozycji.
 Historia się powtarza. Holly nie daje znaku życia  zaczął Hood, a ja odruchowo pokiwałem głową, by poprzeć jego słowa.  Luke ma depresję z tego powodu.
 Nie mam depresji.
 Jest załamany.
 Wcale nie!  rzuciłem nadąsany, podnosząc się z powrotem.  Po prostu… Ja tylko… Jest mi z tego powodu…
 Przykro?  odezwał się Clifford, chcąc mi pomóc sformułować normalne pełne zdanie.
 Jest mi źle  powiedziałem, opierając łokieć o ladę. Ułożyłem głowę na dłoni.
 Nasz zakochany blondas  zaświergotał Michael. Skrzywiłem się ponownie.  Może coś ją uraziło? Powiedziałeś coś nie tak? Obraziłeś ją jakoś?
 Nie…
 Kiedy i gdzie ostatni raz się widzieliście?  pociągnął, zajmując krzesło obok.
 Dwa dni temu w moim łóżku.  Kątem oka dostrzegłem, jak Calum próbuje zachować poważną twarz. Jednak znałem go za dobrze. Wiedziałem, że ma ochotę ryknąć śmiechem z mojej bezpośredniości.
– No, to sprawa jest jasna  odparł Michael z pewnością w głosie. Zmarszczyłem nos.  Co?
 Jak jasna?
– Zniknęła po upojnej nocy?  Szybko przytaknąłem, mając nadzieję, że może on rzuci nowe światło na mój problem. Że w jakiś sposób mi podpowie. Chłopak uśmiechnął się.
 No, powiedz to – ponagliłem go, pukając ze zniecierpliwieniem palcami w ladę.
 Musisz być naprawdę kiepski w łóżku, skoro panna ci nawiała.
 Jak ja cię nienawidzę!  warknąłem, rzucając się w jego stronę.
               Nie chciałem mu przyłożyć, bo znałem dziwne poczucie humoru przyjaciela. Dlatego demonstracyjnie zepchnąłem go z krzesła, kiedy się najmniej tego spodziewał. Nie chciałem mu zrobić krzywdy, więc nie włożyłem w to zbyt wiele siły. To jednak wystarczyło, by się zachwiał i uderzył o bar. Krzesło, na którym przed chwilą siedział, upadło na podłogę z głośnym hukiem, gdy zdążył z niego zeskoczyć. Calum ryknął śmiechem.
 Czy ja chcę wiedzieć, co wy odwalacie?
              Odwróciliśmy się w stronę Asha, który spoglądał na nas ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękami. Michael wskazał na mnie palcem, zwalając wszystko na moją osobę, a Hood… Znów zaczął się śmiać. Wróciłem do poprzedniej pozycji, wzdychając ciężko pod nosem. Irwin podszedł bliżej.
 Nie można was zostawić na chwilę samych?
 Hemmo ma kryzys o nazwie: Holly znów się nie odzywa  powiedział od razu Hood, zerkając na mnie. Wymamrotałem pod nosem wiązankę słów, których nikt z nich i tak nie zrozumiał, bo mówiłem za cicho i za szybko.
 A co z obserwacją?  zaciekawił się Ash, siadając po mojej drugiej stronie.
 Sądząc po jego parszywym nastroju, chyba coś nie wypaliło  pociągnął Michael, schylając się. 
                Podniósł krzesło, a następnie znów na nim usiadł. Teraz siedziałem między przyjaciółmi, niczym niegrzeczny dzieciak, który nabroił w szkole. Calum stał naprzeciwko, pełniąc rolę pedagoga, dyrektora szkoły czy nauczyciela. Tak… Ta scena obrazowała mi właśnie taką scenkę.
 Próbowałem  rzuciłem, machając rękami.  Byłem pewny, że… Byłem… Ja myślałem, że… Że może ona… Że może… Jakoś to będzie.
 Aha, dużo mi to powiedziało i bardzo zobrazowało daną sytuację. Jestem z ciebie dumny, Hemmo, jesteś świetnym mówcą  skwitował Ashton, kręcąc głową.  Jakoś to będzie?  pociągnął, powtarzając moje ostatnie słowa.  Jakoś?
 Dobra, byłem pewny, że może ona też czuje do mnie coś więcej, skoro spędziliśmy razem cały dzień. Było miło i fajnie…
 I gorąco  odezwał się Michael.  Nie zapominaj o określeniu gorąco.
 Tak, to też  mruknąłem, krzywiąc się, bo tak naprawdę jego zaczepka tym razem mnie nie ruszyła.  Sądziłem, że lubi przebywać w moim towarzystwie, tak samo, jak ja w jej. Ale… Teraz znowu ma mnie gdzieś.
 Może jest chora  rzucił Ashton, a ja uniosłem brwi.  Co? To tylko luźna myśl. Skoro znika co jakiś czas, a ty nie wiesz, co się z nią dzieje, może ukrywa na przykład chorobę.
 Holly jest poważnie chora?!
 Luke, to tylko założenie czysto hipotetyczne  pociągnął kumpel, kręcąc głową.  Teraz o tym pomyślałem. Może mierzy się z chorobą i nie chce, byś o tym wiedział? Bo nie chce, byś traktował ją inaczej, niż zawsze?
 Ona nie może być chora  wymamrotałem ze zdenerwowaniem.
 Chyba nie polepszyłeś sytuacji  wtrącił Hood, opierając się o bar.
 Ja… Dobra, już nic nie mówię. Zapomnij o tym.
 A jeśli jest chora?  pociągnąłem, wlepiając w niego błękitne oczy. Byłem pewny, że każdy z nich zobaczył to, jak bardzo przestraszyła mnie ta perspektywa.
– Nie jest. Może cię po prostu olała  skwitował Michael, wzruszając ramionami.  Przestań się nakręcać.
 A jeśli…
 Nic jej nie jest  powiedział Calum, klepiąc mnie po ramieniu.  Wyluzuj. Wiesz, co będzie najlepszym rozwiązaniem?  Spojrzałem na niego.  Po prostu z nią porozmawiaj i to otwarcie. Jak tylko znów się pojawi, powiedz jej, jak się czujesz z tym, że zapada się pod ziemię i separuje się od ciebie. Wyjaśnijcie to sobie.
 Rozmowa… Tak… Okej.
 I naprawdę się uspokój, bo sam nakręcasz się coraz bardziej. Najlepiej zajmij się czymś.
 Niby czym?
 No, nie wiem. Pracujesz w barze  skwitował Calum, przekręcając oczami.  Wysil mózgownicę i weź się do roboty. Tu zawsze jest co robić.
 Ja wiem, co możesz zrobić  odezwał się Michael. Teraz skupiłem się na nim.  Trzeba wyszorować kible. Powodzenia, księżniczko.

~***~
               Siedziałam na podłodze. Stukałam palcami w klawiaturę, tworząc kolejne zdanie. Dzisiaj praca szła mi o wiele szybciej, a to za sprawą tego, że skupiłam się na niej w stu procentach. Odrzuciłam z myśli wszystko inne, koncentrując się na listach i na sensownych odpowiedziach, jakie musiałam sklecić do kupy, by całość miała ręce i nogi. Wyrzuciłam z myśli dosłownie wszystko. Nawet obraz uśmiechniętego blondyna, który tak często pojawiał się w mojej głowie.
              Podniosłam wzrok znad ekranu, kiedy do pokoju weszła Trish. Związała wilgotne włosy w luźny warkocz. Odrzuciła go na bok, a następnie usiadła na kanapie. W pokoju rozniósł się zapach jej mgiełki do ciała, którą używała po każdym prysznicu. Był to kwiatowy, przyjemny zapach.
 Jak tam idzie praca?
 W porządku, niedługo skończę i będę mieć spokój.
              Podniosłam się z podłogi, czując, jak zdrętwiały mi nogi od siedzenia po turecku. Przeniosłam się na kanapę, stawiając komputer na stoliku. Znalazł się tuż obok mojej komórki. Trish chciała odezwać się ponownie, ale w tym momencie w salonie rozbrzmiał dźwięk znanej mi melodii. Dzwoniący telefon lekko wibrował na gładkim blacie. Zignorowałam go, za to przyjaciółka postanowiła się nim zainteresować. Zerknęła w jego stronę, wpatrując się w ekran.
 To znowu on.  Pokręciłam głową, dając jej znak, że nie zamierzam odebrać.  Daj spokój, Holly, co on takiego ci zrobił?
 On?  Przytaknęła.  Nic.
 Więc czemu z nim nie porozmawiasz?
 Jestem zajęta.
 Znowu uciekasz…
 Wcale nie  mruknęłam, odruchowo podnosząc się z kanapy. Ciemne tęczówki Trish powiększyły się.  Nie uciekam, ja…
 Ty się boisz.
 Nie boję się.
 Nie? Bo teraz wyglądasz, jakbyś miała zaraz wpaść w panikę  pociągnęła, nie odrywając ode mnie wzroku. Poczułam, jak zaczęły trząść mi się dłonie.  Nie powiedziałaś mu?
 Czemu miałabym mu mówić?
 Jesteście blisko…
 Czasami odnoszę wrażenie, że za blisko  wymamrotałam, obejmując się ramionami, jakby to miało mnie uchronić przed całym złem świata.  Za blisko. Mam wrażenie, że… Że czasami się w tym gubię. Naprawdę go lubię…
 A może coś więcej?
– Nie będzie żadnego więcej!  warknęłam, a mój oddech momentalnie przyspieszył.
 Wiesz, że krzywdzisz nie tylko siebie, ale może i jego? Szczególnie, że widać, że Luke cię lubi. Jak chcesz dalej ciągnąć tą znajomość, skoro nie jesteś z nim w stu procentach szczera?
 Nie zamierzam o tym dłużej rozmawiać.
 Holly…
 Nie chcę o tym rozmawiać!  pociągnęłam, czując napływające do oczu łzy.
 Holly, przepraszam, nie chciałam…
– W porządku  odparłam, walcząc z drżącym głosem.  Jest okej.
 Holly…
 Nic mi nie będzie.
               Zanim przyjaciółka zdążyła zareagować, odwróciłam się i szybko przeszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi. Mój oddech był teraz znacznie płytszy, niż wcześniej. Ręce nadal mi się trzęsły, kiedy próbowałam znaleźć, jakiś punkt zaczepienia i się uspokoić. Usiadłam na podłodze przy łóżku, opierając się o nie plecami. Skuliłam się, owijając się rękami, jakby to miało mi, w jakiś sposób pomóc.
              Prawda była taka, że relacja jaką miałam z Lukiem zaczynała mnie przerażać. Obawiałam się tego, w jakim kierunku może pójść. Dlatego uciekałam. Jednak te ucieczki nie były takie, jak zawsze. Zazwyczaj urywałam całkowicie kontakt z osobami, które chciały się do mnie zbliżyć. Które mogły odkryć prawdę. W przypadku Hemmingsa było inaczej. Każda ucieczka wiązała się z powrotem. A to sprawiało, że bałam się bardziej. Byłam od niego uzależniona i nie potrafiłam tego w żaden sposób przezwyciężyć.
 Holly?
             Wyprostowałam się, biorąc głębszy wdech. Trish spojrzała na mnie z niepokojem. Nie wycofała się jednak, tylko powoli weszła do środka. Podeszła bliżej, a potem usiadła obok. Objęła mnie, a ja oparłam się o jej ramię.
 Możemy o nim porozmawiać?  Pokiwałam głową.  Może to jest osoba, która ci pomoże? Luke wydaje się być naprawdę dobrym facetem. Porozmawiaj z nim. Nie musisz od razu grać w otwarte kraty. Po prostu zburz ten mur, który wokół siebie budujesz. Małymi krokami. Czas przezwyciężyć strach. Ucieczka nie jest rozwiązaniem. Postaw się i pokonaj to. Wiem, że ci się to uda. Mimo wszystko jesteś silną osobą. Musisz jednak tego chcieć. Bez tego się nie uda.

~***~
              Wlepiłem oczy w telewizor, oglądając kolejny odcinek serialu. Przystawiłem zieloną butelkę do ust. Upiłem łyk piwa. Oblizałem usta, starając się skupić na poruszanym wątku. Główni bohaterowie właśnie zostali otoczeni przez krwiożercze zombiaki.
             Nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Oderwałem wzrok od ekranu, spoglądając w kierunku drzwi wejściowych. Butelka z piwem zastygła w połowie drogi do moich warg. Podniosłem się, odstawiając ją na stół. Wziąłem głębszy wdech, a potem wypuściłem cicho powietrze, idąc w stronę drzwi. Złapałem za klamkę i otworzyłem je. Uniosłem z zaskoczeniem brwi. Przede mną stała Holly.
 Cześć  powiedziała, uśmiechając się lekko.
 Jestem pod wrażeniem  rzuciłem, nie mogąc się powstrzymać.
            Pokręciłem głową, odsuwając się od progu. Dziewczyna weszła powoli do środka. Zamknąłem za nią drzwi. Zobaczyłem w jej rękach białe, tekturowe pudełko. Domyślałem się, co może się w nim znajdować. Mimo wszystko, że cholernie chciałem ją zobaczyć, to w tym momencie odczuwałem olbrzymi żal, połączony z goryczą i to właśnie te odczucia zaczęły przeze mnie przemawiać.
             Holly podniosła wzrok, by znów utkwić we mnie piwne oczy, które tak bardzo mi się podobały. Widziałem, że stara się zachowywać tak, jak zawsze, ale coś ewidentnie ją blokowało. Nie była tak optymistycznie nastawiona do życia, jak wcześniej.
 Znowu się…
 Wiem, przepraszam. Byłam…
 Niech zgadnę? Byłaś bardzo zajęta.
 Ja nie…
 Tylko problem w tym, że ja już tego nie kupuję.  Dostrzegłem to, jak przełknęła ślinę. Między nami pojawiła się nerwowa i napięta atmosfera.  Wcześniej, jak byłaś zajęta, czy to przez pracę czy przez uczelnie to i tak chociaż odpisałaś, oddzwoniłaś… Zrobiłaś cokolwiek, co nie dało mi poczucia tego, że masz mnie gdzieś. Mam dość bycia zabawką, Holly.  Spojrzała na mnie z zaskoczeniem. Jej oczy powiększyły się, jakby dopiero teraz doszedł do niej sens moich słów.  A tak się czuję. Bawisz się, a potem odrzucasz mnie w kąt, kiedy uznasz, że na jakiś czas wystarczy ci rozrywki.
 To nie jest tak. Nigdy nie traktowałam cię w taki sposób… Nigdy nie byłeś zabawką.
 Chciałbym w to wierzyć. Pojawiasz się i znikasz. Jesteś i odchodzisz. Mam wrażenie, że jak jestem za blisko, ty odpychasz mnie, izolując się. Nie wiem, co zrobiłem. Nie wiem, co ci nie odpowiada. Nie chcę być już twoim kumplem od zabaw łóżkowych. Nie chcę już więcej w to grać. Mam dość.
 Przepraszam.  Teraz to spojrzałem na dziewczynę, jakbym zobaczył ją po raz pierwszy. Mówiła dużo ciszej, niż zawsze. – Nigdy nie chciałam byś tak się poczuł. Ja po prostu… Nie potrafię…
 Pewnie tak już masz, co?  Holly zacisnęła usta.  Tylko ja mam dość. Wprowadzasz w moje życie chaos. Jesteś, jak huragan. Kiedy wszystko zdołam sobie ułożyć, ty wpadasz i na nowo przewracasz mi całość do góry nogami. Byłem pewny, że będę potrafił cię, w jakiś sposób rozgryźć. Że może zrozumiem, dlaczego tak się dzieje, ale ty… Działasz pod impulsem nie patrząc na nikogo innego. Kiedy jest ci niewygodnie, odchodzisz. Kiedy coś ci nie pasuje, znikasz. Nie podajesz otwarcie przyczyny, powodując, że sam mam totalny mętlik w głowie.
 Naprawdę tak uważasz?
 Mam wrażenie, że wcale cię nie znam i tak… Tak, właśnie myślę.
 W porządku  odparła, spuszczając wzrok. Po chwili jednak znów na mnie spojrzała. Teraz jednak w jej postawie i oczach widniało więcej pewności siebie.  Skoro twierdzisz, że wprowadzam w twoje ułożone życie chaos, to w takim razie nic tu po mnie. Nie chciałam ci przeszkadzać. Nigdy też nie chciałam cię, w jakikolwiek sposób skrzywdzić. Jeśli jednak tak się stało, to przepraszam.
 Holly…
 Nie, Luke, zrozumiałam przekaz. Będzie lepiej, jak w ogóle przestaniemy się widywać.  Położyła pudełko na szafce. A ja stanąłem, jak wryty.  To miało być w ramach przeprosin, ale pasuje też na pożegnanie. Miłego wieczoru.
             Zanim zdążyłem się zorientować, wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Jeszcze chwilę nie ruszałem się, wpatrując się w miejsce, w którym przed chwilą stała. Nie tak to miało wyglądać. Nie takiego przebiegu się spodziewałem. Co mnie podkusiło, by powiedzieć te wszystkie rzeczy? Miałem wrażenie, że po prostu odkąd otworzyłem usta, straciłem kontrolę nad tym, co z nich wypływało. Czy chciałem się, w jakiś sposób na niej odegrać? Całkiem możliwe. Z drugiej strony to, co do niej czułem, sprawiało, że było to dla mnie jednocześnie tak bardzo bezsensowne i głupie.
            Powoli podszedłem do tekturowego pudełka, jakie zostawiła. Otworzyłem je. W środku znajdowały się pączki. Odsunąłem się od kartonu, przechodząc do salonu. Usiadłem na kanapie. Przez to wszystko poczułem się, jak wielki przegrany. Przymknąłem powieki, pocierając palcami kąciki oczu. Teraz czułem się sto razy gorzej, niż wcześniej. W tym przypadku to, co się stało było ewidentnie moją winą. Zamiast porozmawiać na spokojnie, ja wyrzuciłem jej wszystkie żale, nie dając jej powiedzieć niczego konkretnego. Niczego, co by może skierowało nas na inne tory. Niczego, co by może byłoby odpowiedzią na tak wiele pytań, jakie podczas jej nieobecności rodziły się w mojej głowie. Zamiast się do niej przybliżyć, sprawiłem, że odsunęliśmy się od siebie jeszcze bardziej. Czy jest szansa na powrót? Obawiałem się, że przez moje słowa, wszystko definitywnie przekreśliłem.


***
Śmiało można powiedzieć, że rozmowa Luke'a i Holly zupełnie nie wypaliła. W tym rozdziale też nie zabrakło chłopaków - w tym pomocnego Clifforda XD 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia. 

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF

3 komentarze:

  1. Nie tak to miało wyglądać...
    Luke powinien był dozować swoje żale, a tymczasem obarczył ją wszystkim co go bolało już od progu.
    Nie twierdzę że w czymkolwiek zawinił, każdy przecież traci cierpliwość szczególnie w takich sytuacjach, ale z drugiej strony, jeśli chciał pójść do przodu powinien był najpierw dobrać słowa, tym bardziej że miał świadomość iż Holly może na nowo tak po prostu zniknąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja - można śmiało powiedzieć, że oboje "pokiełbasili" to wszystko jeszcze bardziej. Ale... takie jest życie :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń