piątek, 24 marca 2017

14 Wprost cudownie

           Tej nocy nie mogłem zasnąć. Moje myśli były skierowane na rozmowę, jaką odbyłem z Holly. Chociaż… Ciężko to nazwać rozmową. Raz za razem odtwarzałem całą tę sytuację na nowo, jeszcze bardziej utwierdzając się w tym, jak bezsensownie to wszystko rozegrałem. Karciłem się za to, że nie pozwoliłem jej dojść do słowa, że wybuchłem i nie zamknąłem się w odpowiednim czasie. Przegiąłem, tracąc jednocześnie kontrolę nad wypływającymi słowami. Gdybym pozwolił jej mówić może teraz wszystko wyglądałoby inaczej?
            Wiedziałem jedno. Moja relacja z Holly po wczorajszym wieczorze mocno się osłabiła. Jednak nie zamierzałem tak tego zostawić. Skoro nawaliłem, to powinienem wziąć się w garść i wszystko naprawić. Zacząć, jak najszybciej, by jej całkowicie nie stracić. A jeśli to już się stało? Holly też nie była bez winy. Jej ciągłe gierki, tajemnicze zniknięcia i nieodzywanie się do mnie, sprawiały, że naprawdę zaczynałem się gubić. Jej stosunek do mnie był… Dziwny i skomplikowany, a ja nie potrafiłem tego pojąć i zrozumieć. W mojej głowie pojawiało się coraz więcej pytań, na które nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi.

             Wszedłem na uczelnię. Wiedziałem, że wyglądam, niczym zombie, ale nic nie mogłem na to poradzić. Prawie bezsenna noc dała mi się we znaki. Byłem blady, jak ściana, a pod zaczerwienionymi oczami  w których nadal odczuwałem tak zwany piasek  pojawiły się lekkie sińce. Nic dziwnego, że jak tylko Calum mnie zobaczył, uniósł brwi od razu mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu.
             Przywitałem się z nim szybkim i klasycznym cześć, a potem klapnąłem na miejsce obok. Do rozpoczęcia wykładu mieliśmy jeszcze około dziesięciu minut. Nie miałem ochoty stać pod salą. Siedzenie na niezbyt wygodnej kanapie było zdecydowanie lepszą opcją.
             Hood odwrócił się, by po raz kolejny wlepić we mnie ciemne oczy. Skupiłem się na oglądaniu swoich dłoni, czując na sobie jego spojrzenie. Między nami panowała cisza. Domyślałem się, że przyjaciel powoli mnie rozgryza, nawet jeśli nie powiedziałem mu nic na temat mojego stanu i jego przyczyny. Znał mnie za dobrze, by nie poznać tego, że coś się ze mną dzieje. A nadal byłem na siebie wkurzony za wczorajszą akcję. Nadal odczuwałem wobec siebie złość. Gdybym mógł cofnąć czas, wszystko potoczyłoby się inaczej.
 Wyglądasz, jak gówno  skomentował, a ja wcale się temu nie dziwiłem. Jego słowa w żaden sposób mnie nie zaskoczyły. – Co jest?
– Nie wyspałem się.
– To nie tylko nie wyspanie  odparł, nadal mnie obserwując.  Co się stało?
 Nie chcę o tym gadać w tym miejscu.
 Ale ja chcę, więc nie masz wyboru.
 Nie liczy się już moje zdanie?
 Nie  rzucił tonem, jakby to było oczywiste.  Powiesz mi wreszcie, o co chodzi?
              Westchnąłem ciężko pod nosem. Wyprostowałem się i w końcu zaszczyciłem go spojrzeniem. Calum miał zaciętą minę, co tym bardziej utwierdziło mnie w tym, że mi nie odpuści, póki nie wyśpiewam mu wszystkiego. A potrafił być cholernie uparty. Przełknąłem ślinę, nie wiedząc od czego zacząć. Zabębniłem palcami w udo, szukając odpowiednich słów. Nie zamierzałem się wybielać. Wiedziałem, że schrzaniłem i przyznawałem się do tego.
– Wczoraj była u mnie Holly.
 To chyba… dobrze?  powiedział ostrożnie. W dalszym ciągu dokładnie lustrował mnie wzrokiem, jakby dzięki tej obserwacji pozyskiwał więcej informacji.
 Yhy… Rewelacyjnie.
 Pokłóciliście się?
 W sumie… Nie można tego chyba nazwać kłótnią, ja… Po prostu zacząłem gadać i… Zarzuciłem jej to, że się mną bawi i że więcej tego nie chcę, że wprowadza w moje życie chaos i że wszystko komplikuje.  Calum zrobił wielkie oczy.  Kurwa, zawaliłem to po całości.
 A co mówiła ona?
 Niewiele, bo byłem na tyle durny, by nie dopuścić jej do słowa. Dostałem, jakiegoś pieprzonego słowotoku i nie mogłem skończyć. Koniec końców wyszło na to, że Holly uznała, że nie powinniśmy się więcej widywać.
 Zjebałeś  podsumował szybko, a ja przekręciłem oczami. Nie powiedział mi niczego, czego bym nie wiedział.
 Gdybym zamknął dziób, może ona by w końcu się otworzyła i powiedziała mi, co się dzieje, ale… Ja naprawdę, kurwa, nie wiem co mi odbiło.
 Powiedziałeś, co czujesz i…
 Powinienem zamknąć gębę. Co to za przeprowadzenie rozmowy, jak tylko jedna osoba naskakuje na drugą i nie pozwala jej mówić. Rozmowa to wymiana dialogów. Kurwa, u mnie wyszedł praktycznie cholernie niemiły monolog.
– Spróbuj raz jeszcze z nią porozmawiać. Przeproś za tamto. Tylko teraz weź to na spokojnie. Skoro ci na niej zależy, to chyba nie odpuścisz tak szybko?
 Nie zamierzam.
 I dobrze.
 Chcę z nią porozmawiać i jakoś to naprawić. Chcę też usłyszeć to, co ona ma mi do powiedzenia.
 Dzisiaj masz terapię?
 Tak.
– Więc będziesz mieć okazję, by się z nią zobaczyć.
 Wątpię. Coś mi się zdaje, że Holly się na niej nie pojawi  odpowiedziałem rozgoryczony.
             Ponownie westchnąłem pod nosem, odrywając w końcu wzrok od przyjaciela. Oparłem się o oparcie kanapy, krzyżując dłonie na klatce piersiowej, jakbym się obraził na cały świat. Pretensje mogłem mieć, tylko do siebie. Źle rozegrałem tę partię. Ale rozgrywka jeszcze się nie skończyła. Hood miał rację. Zależało mi na Holly. Nie zamierzałem tak szybko odpuszczać.

             Rozważałem to, by ominąć dzisiejsze spotkanie w ośrodku uzależnień. Z góry założyłem, że Holly nie przyjdzie, więc nie było sensu, abym i ja tam szedł. W końcu od praktycznie samego początku chodziło mi o nią. Najpierw przyczyną był drugi głupi zakład z Michaelem, a potem to uczucie, którym ją obdarzyłem. Terapia była jeszcze jednym sposobem na to, by się z nią zobaczyć. Teraz jednak ta szansa spadała niemalże do zera. Mimo wszystko w końcu zdecydowałem się ruszyć tyłek.
              Zatrzymałem się na parkingu przed znanym mi budynkiem. Miałem zrezygnowaną minę i naprawdę moje wszelkie chęci, by tam siedzieć, były minimalne. To, co nie pozwalało mi odpuścić to, że wcześniej jakoś się w to zaangażowałem i nie chciałem od tak dać ciała. Chciałem też uniknąć dodatkowych pytań ze strony terapeuty. Wiedziałem, że przy najbliższej okazji Phil dopadłby mnie, chcąc poznać przyczynę mojej nieobecności. Pomimo tego, że byłem przez zakład zmuszony, by wciskać im klasyczną ściemę  i nadal czułem się z tego powodu źle, bo większość tych ludzi była w porządku  to jednak nadal nie lubiłem kłamać. Gdybym nie zjawił się na spotkaniu, musiałbym znów wymyślić, jakąś bajeczkę. Dość. Miałem dość kłamstw. I tym bardziej dość zakładów.
             Wszedłem do środka. Przywitałem się z panią za kontuarem, a potem ruszyłem w stronę schodów. Drogę do sali znałem na pamięć, więc nie musiałem się nawet na niej skupiać. Nogi same niosły mnie do odpowiedniego pomieszczenia, w którym zawsze się spotykaliśmy. I całe szczęście, bo moje myśli wciąż uciekały w stronę tej uśmiechniętej dziewczyny, która znaczyła dla mnie tak wiele. A którą wczorajszymi słowami z pewnością skrzywdziłem. I siebie przy okazji też.
 Cześć, Luke!  rzucił w moją stronę Ozzy, jak tylko wszedłem do środka.
 Cześć  odpowiedziałem, a potem przywitałem się z pozostałymi.
             Od razu zauważyłem, że byłem ostatnią osobą, na którą czekali. Byli wszyscy. Oczywiście oprócz Holly. Jej nieobecność wcale mnie nie zaskoczyła. Mimo tego i tak dłużej zatrzymałem wzrok na krześle, które zawsze zajmowała. Znajdowało się naprzeciwko mojego.
            Usiadłem na swoim miejscu. Za wszelką cenę chciałem udać, że nic się nie dzieje. Phil jednak przez chwilę wpatrywał się we mnie, jakby chciał mnie, o coś zapytać. Potem jednak skupił się na notatkach, co przyjąłem z ulgą. Nie chciałem debatować na temat mojego samopoczucia na forum. Zerknął na zegarek.
 Chyba możemy zaczynać  powiedział, spoglądając na każdego po kolei.  Ann, zaczniesz?
            Blondynka już otwierała usta, by wypowiedzieć wszystkim znaną kwestię, kiedy drzwi od sali otworzyły się. Moje oczy zrobiły się wielkości spodków, gdy zobaczyłem osobę, która pojawiła się w pomieszczeniu. Nawet nie próbowałem wmówić sobie tego, że nie jestem zaskoczony. Dziewczyna uśmiechnęła się do Phila, a następnie podeszła do wolnego krzesła.
 Miałam poślizg czasowy, więc wybacz mi spóźnienie, przystojniaku  rzuciła, odkładając torbę na podłogę.
 Holly…
 Jasne, już nic nie mówię. Kontynuujcie  powiedziała, machając ręką.  Chyba za dużo mnie nie ominęło?

              Musiałem mocno walczyć sam ze sobą, by ciągle na nią nie patrzeć. A jej uśmiech, głos i drobne gesty wcale mi tego nie ułatwiały. Choć widzieliśmy się wczoraj, jak miałem wrażenie, jakby minęło znacznie więcej czasu. I co najważniejsze… Zupełnie nie było po niej widać tego, by cokolwiek w sobie przeżywała. Kiedy ja nie mogłem spać, nie potrafiłem pozbyć się jej obrazu z głowy i wyglądałem, jak kupka nieszczęść, ona wręcz promieniała. Jakby tego, co zaszło między nami nigdy się nie wydarzyło. Czy potrafiła się, aż tak dobrze maskować czy może faktycznie miała mnie gdzieś? Byłem pewny, że w jej zachowaniu zauważę coś innego. Coś co pozwoli mi mieć nadzieję na to, że i ją to mocniej ruszyło.
             Nie mogłem doczekać się zakończenia terapii. Wiedziałem, że Holly potrafi szybko znikać, a dziś szczególnie zależało mi na tym, by złapać ją po mitingu. Była to moja szansa na to, by wyjaśnić sobie wszystko i na spokojnie porozmawiać. Dlatego kiedy Phil podziękował nam za dzisiejsze spotkanie, pospiesznie wstałem i ruszyłem, jako pierwszy w stronę wyjścia. Rzadko kiedy wychodziłem w takim tempie, więc nic dziwnego, że pozostali z grupy z zaciekawieniem odprowadzili mnie do drzwi. Wyszedłem na główny korytarz, a następnie skierowałem się na schody, by na końcu wyskoczyć na zewnątrz.
              Czekając na pojawienie się z Holly, raz jeszcze pożegnałem się z wychodzącymi osobami z grupy. Ci szybko rozeszli się w swoje strony. Dziewczyny jednak nie było. Przez chwilę zacząłem się zastanawiać, czy nie ma tu jakiegoś innego wyjścia, z którego mogła skorzystać. Jeśli tak to wtedy bez ogródek mogę się nazwać totalnym frajerem.
              W końcu jednak drzwi otworzyły się po raz kolejny. Spojrzałem w ich stronę z nadzieją. Odetchnąłem z ulgą, gdy Holly wyłoniła się z ośrodka. Zarzuciła na ramię torbę, a następnie wyciągnęła z kieszeni telefon. Zrobiłem dwa kroki w jej kierunku. To wystarczyło, by podniosła głowę znad komórki. Jej wzrok skupił się od razu na moich błękitnych tęczówkach. Zacisnęła lekko usta. Przez chwilę staliśmy naprzeciwko siebie, nie mówiąc ani słowa. W tym momencie czułem się, jak głupek, który nie potrafi sformułować konkretnego zdania. Odzyskałem jednak pewność siebie, kiedy dziewczyna chciała ruszyć dalej.
 Poczekaj.
              Odruchowo wyciągnąłem w jej stronę dłoń, ale ona szybko odsunęła się, przez co moje palce natrafiły na pustkę. Zagryzłem wargę, ignorując niemiłe ukłucie w klatce piersiowej. To, że stroniła ode mnie nie powinno mnie dziwić. Jednak bolało. W pewien sposób psychicznie bolało.
 Po co?
 Po co?  powtórzyłem za nią nie kryjąc zdziwienia. Zmarszczyłem nos, patrząc na nią z niedowierzaniem.  Ja…
 Sam chciałeś tego, bym trzymała się od ciebie z daleka, bo rujnuję twoje poukładane życie.
 Holly…
 Zrozumiałam to, przeprosiłam i teraz robię dokładnie to, czego chcesz. Więc po co mnie zatrzymujesz?
 To nie tak… Ja tylko chciałem…
 Nie utrudniaj tego jeszcze bardziej. Zresztą, spieszę się  rzuciła, a następnie minęła mnie. Wytrzeszczyłem oczy, czując, jak tracę grunt pod nogami. To nie tak do cholery ma wyglądać!
 Holly!
               Byłem pewny, że może się odwróci lub zatrzyma. Ona jednak przyspieszyła kroku, starając się odejść od tego miejsca, jak najszybciej. Spoglądałem z zaskoczeniem na to, jak odchodzi, czując się jeszcze gorzej, niż wcześniej. Wiedziałem, że moje wczorajsze słowa nie były przyjemne i milutkie. Że zagalopowałem się, rzucając oskarżenia. Teraz jednak chcąc wszystko naprawić, zderzyłem się z oporem. Holly wzięła wszystko do siebie, uznając, że tego właśnie chciałem. By zostawiła mnie w spokoju, bo wszystko komplikuje. A nie było to prawdą.
               W końcu ocknąłem się i pospiesznie ruszyłem w jej kierunku, by ją dogonić. Przecież nie mogłem odpuścić. Dziewczyna jednak zdążyła oddalić się ode mnie na dość sporą odległość. Zatrzymałem się w momencie, kiedy podeszła do postoju taksówek, a potem wsiadła do jednej z nich. Przekląłem w myślach, gratulując sobie tego, jak czasami potrafię zawiesić myślenie. Gdybym się tępo na nią nie gapił, tylko od razu poszedł za nią, z pewnością bym ją dogonił. Chyba że zaczęła by biec… Kurwa, pobiegł bym za nią. Spieprzyłem to po raz kolejny. Idealnie… Wprost cudownie.
 Luke?
 Kurwa  wydusiłem pod nosem, ale i tak nikt nie mógł tego usłyszeć.
              Chodnik był praktycznie pusty, nie licząc idącego w moją stronę Phila. Odwróciłem się, przybierając pozę wyluzowanego gościa, za którego chciałem uchodzi  pomińmy fakt, że rzadko mi to wychodziło, ale postanowiłem zaryzykować. Liczyłem na to, że mężczyzna to kupi i się ode mnie odczepi.
 Phil?
 Wszystko u ciebie w porządku?
 Pewnie.
 Byłeś dzisiaj… Chyba byłeś dzisiaj trochę nieobecny. Wyglądasz też na zmęczonego.
 Kiepska noc. Pracowałem do późna, a potem musiałem być rano na uczelni i… Muszę nadrobić sen i będzie w porządku  skłamałem.
 Pamiętasz, że obojętnie co by się nie działo, jestem tu po to, by ci pomóc. Nie krępuj się, jeśli będziesz potrzebował, jakieś porady, okej?
 Okej. Dzięki.
 Na pewno nic się nie stało?  Ta jego dociekliwość zaczęła mnie denerwować. Pokręciłem głową.  Na pewno?
 Niby co miałoby się stać?
 Nie chcę się wcinać w twoje relacje i sprawy, ale… Zauważyłem, że od jakiegoś czasu ty i Holly jesteście blisko. Rozmawiacie ze sobą, zawsze wychodzicie i przychodzicie razem na terapię. Oczywiście nie mówię, że to coś złego. Dobrze, że wzajemnie się wspieracie. To ważne by mieć osobę, która nas zrozumie. Dzisiaj jednak między wami panowało coś dziwnego.
 Holly się spieszyła. Zresztą, ja też. Ostatnio przez pracę nie mieliśmy zbyt wiele czasu, by ze sobą… rozmawiać, bo… Ciągle jesteśmy w biegu  wydukałem kolejne kłamstwo, nadal mając nadzieję, że Phil to kupi. Mężczyzna uśmiechnął się.
– Zwolnijcie tempo. Nie zatyrajcie się. Zdrowie jest najważniejsze.
 Jasne.
 Dobra  klasnął w dłonie  nie zatrzymuję cię dłużej skoro się spieszysz. Widzimy się po weekendzie. Do zobaczenia.
 Do zobaczenia  odpowiedziałem, a potem pospiesznie ruszyłem w stronę samochodu, by jak najszybciej uwolnić się od podejrzliwego terapeuty.

             Będąc w pracy, starałem się skupić na obowiązkach, które do mnie należały. Choć próbowałem za wszelką cenę przestać myśleć o Holly, to jednak nie potrafiłem do końca tego zrobić. W końcu jednak postanowiłem w przerwie do niej zadzwonić. Nic z tego. Nie odebrała. Ponowiłem próbę raz, a potem kolejny. Jednak tak samo, jak za pierwszym razem  nic z tego nie wyszło. Przez to denerwowałem się jeszcze bardziej. Byłem przekonany, że maksymalnie schrzaniłem wszystko. Że już nie będzie, co zbierać. Co odbudowywać. Moje nastawienie zmieniło się, kiedy chłopaki w końcu kazali mi się wziąć w garść. Współczułem im tego, że musieli znów wysłuchiwać moich narzekań i użalania się nad sobą. Po rozmowie z nimi ponowiłem próbę skontaktowania się z Holly. Chciałem ją zmusić do rozmowy. Nie wyszło. Znowu nie odebrała.
            Kiedy ja i chłopaki zgłodnieliśmy, od razu zaoferowałem, że pojadę po jakieś niezdrowe żarcie, które zapcha nas na tyle, że wytrzymamy do zamknięcia. Gdy na to przystali, zadowolony opuściłem lokal. Chciałem wtedy wcielić w życie jeszcze jedną misję, która pomijała zdobycie pożywienia. Mianowicie, postanowiłem pojechać do Holly i złożyć jej osobistą wizytę w jej mieszkaniu.
            Teraz od dłuższego czasu stałem przed budynkiem, w którym byłem tylko raz. Raz jedyny, kiedy odprowadzałem ją do domu. Dziewczyna nawet wtedy nie wpuściła mnie do środka. Wiedziałem jednak, że nie mieszka tu sama. Jej współlokatorką była Trish. Była to też główna przyczyna, dlaczego wybieraliśmy przy spotkaniach moje mieszkanie. By nikt nam nie przeszkadzał. Byśmy mogli być sami, pochłonięci tylko swoim własnym towarzystwem. Odpowiadało mi to.
              O ile w pubie mój plan wydawał się być genialny, o tyle będąc na miejscu zaczynałem wątpić w jego powodzenie. Skoro dziewczyna nie odbierała telefonu, to były też nikłe szanse na to, że otworzy mi drzwi. Ewidentnie nie chciała ze mną rozmawiać, a ja przecież nie mogłem jej do tego zmusić  choć bardzo tego chciałem. Chciałem w końcu załatwić i rozwiązać pozytywnie tę sprawę, by znów móc być blisko niej. Tylko tyle. A może, aż tyle? Może chciałem zbyt dużo? Może nam nigdy nie było pisane dobre zakończenie?
             Zacisnąłem palce na kierownicy. Przechyliłem się do przodu, by raz jeszcze rzucić okiem na budynek przede mną. Spojrzałem na okna. W niektórych z nich paliły się światła. U niej było ciemno  o ile dobrze wyliczyłem piętra i rozeznałem się w ułożeniu mieszkań, bo równie dobrze mogłem się pomylić i gapić się tam, gdzie nie powinienem. Wtedy też pomyślałem, że Holly i Trish mogły gdzieś razem wyjść. Może faktycznie nie było jej w domu?
             Podskoczyłem, kiedy ktoś zapukał w boczną szybę. Jęknąłem pod nosem, odwracając się. Otworzyłem okno, spoglądając na staruszka w szarym kapeluszu. U jego stóp kręcił się mały, czarny pudel. Na pyszczku i uszach jego sierść zrobiła się już mocno siwa. Musiał być tak samo sędziwy, jak jego właściciel.
 Obserwuję pana  powiedział poważnym tonem.  Nie wiem czego pan tu szuka, ale widzę, że ciągle pan patrzy na blok. To jest niepokojące.
 To chyba nie zbrodnia?
 Jeśli pan zaraz stąd nie odjedzie, zawiadomię policję.
 Ale…
 Nie chcemy kłopotów w naszej dzielnicy.
 Ale ja nic nie robię.
 Wygląda to tak, jakby chciał się pan do kogoś włamać.
 Co?!  Podniosłem odrobinę głos, co sprawiło, że pudel zaczął na mnie warczeć.
 Więc?
 Jasne, już mnie tu nie ma  odparłem szybko, a potem odpaliłem silnik.
             Wycofałem, odjeżdżając spod budynku. Zamknąłem szybę, a potem wypuściłem z ust mocną wiązankę przekleństw. Mama pewnie po usłyszeniu tego zdzieliłaby mnie po głowie, gdybym miał czelność rzucać takimi soczystymi określeniami w jej towarzystwie.
             Jednak staruszek odrobinę ostudził moje zapały. Musiałem odjechać, choć nie miałem na to ochoty. Wtedy też uświadomiłem sobie, że jestem klasycznym przykładem uczuciowego tchórza. Nie byłem w stanie zmusić się wcześniej do wysiadki z auta i wejścia do bloku. Nie zmusiłem się do wejścia po schodach i zapukania w jej drzwi. Po prostu postawiłem na obserwację, jakbym liczył na to, że Holly sama od mnie przyjdzie. Chciałem rozmowy, ba, byłem nawet gotów wyznać jej to, co czułem. Jednak tą pewność siebie miałem, tylko w swojej głowie. Bo gdyby było inaczej, próbowałbym spotkać się z nią twarzą w twarz, a nie kisiłbym się w samochodzie, wyglądając, jak złodziej. Zrobiłbym dosłownie wszystko, by jej to powiedzieć. Ale stchórzyłem… Obawa przed odrzuceniem była większa. Bałem się tego, że Holly mnie po prostu wyśmieje. I właśnie to mnie hamowało przed działaniem. Teraz dopiero to zrozumiałem.


***
Coś biednemu Hemmo nie wychodzą te jego założone akcje XD Biedak próbuje, a tu... klasyczny klops :)
Może teraz odpuści albo w końcu jeszcze bardziej się zaweźmie. Zobaczymy, co z nim będzie.
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz