czwartek, 6 kwietnia 2017

15 Porozmawiaj ze mną

              Miałem wrażenie, że dzisiaj działam, jak automat. Robiłem wszystko to, co do mnie należało, ale nie wykazywałem tym zbyt wielkiego zainteresowania. Jakbym duchem i myślami był zupełnie gdzie indziej. Prawda była taka, że dalej próbowałem wszystko poskładać sobie w całość, ale wczorajszy dzień  a raczej wieczór  wcale nie ułatwiał mi zadania. Zrozumiałem, czego się obawiałem i co tak bardzo hamowało mnie przed zrobieniem kolejnego kroku.
               Wcześniej nawet o tym nie myślałem. Być może raz przeleciało mi to przez myśl, ale nigdy nie skupiałem się na tej jednej konkretnej części. Mianowicie, na swoim własnym strachu i obawą przed odrzuceniem. Byłem przekonany, że właśnie to wiązało mi język i sprawiało, że te jedne i ważne słowa nie chciały wydostać się z ust. Przecież mogłem powiedzieć jej wszystko wprost. Dlaczego tego nie zrobiłem? Bo byłem tchórzem.
 Hemmo?
               Oderwałem wzrok od czystych szklanek, które wkładałem na półkę. Zadarłem głowę do góry, a następnie westchnąłem pod nosem. Nie widziałem Michaela, ale go słyszałem. Musiałem podnieść się do pionu, aby w końcu go zobaczyć. Stał oparty o bar. Zielone oczy bacznie mnie obserwowały. Przez chwilę pomyślałem, że może zrobiłem coś nie tak. Ale wszystkie przygotowania do dzisiejszego dnia szły tak, jak zawsze. Nie działo się nic szczególnego.
 Co jest?  odezwałem się, kiedy przyjaciel dalej milczał. Clifford po raz kolejny zmierzył mnie wzrokiem. Uniosłem brwi czekając, aż w końcu się odezwie.  No co?  ponagliłem go, jednocześnie machając ręką.
– Po prostu zaczynam się martwić?
 Co? Dlaczego? Mamy jakieś problemy z barem, o których mi nie powiedzieliście?  Chłopak zacisnął usta.  Co się dzieje?
 Ty mi powiedz. To o ciebie chodzi.
– Ale… Nic nie zrobiłem.
 Jesteś dzisiaj… Jak nie ty.
 To nic takiego. Po prostu się nie…
 Jeśli powiesz, że się nie wyspałeś, to chyba zgotuję ci przyłożenie twarzą do tej zacnej lady.  Wytrzeszczyłem oczy, a on zaśmiał się cicho.  Przeważnie jadaczka ci się nie zamyka, a dziś… Jesteś taki cichy, że to, aż przykre.
 Nic mi nie jest.
 Hemmo.
 Serio, Mikey  mruknąłem, łapiąc za ścierkę.
               Musiałem zacząć coś robić, by na niego nie patrzeć. Dziś rano postanowiłem, że przestanę obarczać przyjaciół swoimi problemami i sam się nimi zajmę. Chciałem dotrzymać danego sobie słowa, ale postawa Michaela wcale nie ułatwiała mi zadania. Mógł po prostu mnie olać i nie zadawać pytań. Tak by było prościej.
 Chodzi o Holly?
 Nie chcę o tym mówić.
 Okej… Jak zmienisz zdanie, wiesz gdzie mnie szukać  odparł, a potem uśmiechnął się.
              Odpowiedziałem tym samym, mając nadzieję, że chłopak trochę mi odpuści i nie poleci zaraz do Ashtona i Caluma na skargę, że jestem… dziwny. Tak. Dziwny to było dobre słowo. Ale nie potrafiłem dzisiaj inaczej funkcjonować. Nie, kiedy w głowie w dalszym ciągu miałem swój strach, to konkretne uczucie i osobę, która to wszystko łączyła. Byłem kompletnym emocjonalną kaleką i nieudacznikiem.

~***~
              Spojrzałam na Trish z politowaniem. Przyjaciółka siedziała naprzeciwko, szybko kiwając głową, jakby to miało mnie przekonać do tego planu, który wymyśliła. A był on dla mnie naprawdę głupi. Albo po części głupi. Do tego dochodziła moja nie chęć do jakiegokolwiek wyjścia. Nie miałam na to ochoty. Najchętniej zostałabym w domu i nie wynurzała nosa spod pierzyny. Do tego dobry serial lub film na odmóżdżenie. Idealny wieczór. Ale Trish miała inny pomysł.
 Musisz mi pomóc.
 Dlaczego ja? Weź inną koleżankę.
 Ale ty jesteś moją przyjaciółką i znasz mnie najlepiej.
 Trish…
 Nie jęcz, tylko ubieraj się. Potrzebuję cię.
 Nie mogłaś zaprosić ją na randkę we dwoje?
 Miałyśmy wyjść we dwie, ale Amy oznajmiła mi dzisiaj, że przyjechał jej brat i ona nie chce go zostawiać samego. Jak pójdziemy we troje, to dopiero będzie porażka po całości. Jakbyśmy szły z przyzwoitką. Musisz być moją skrzydłową! Błagam! Zagadasz go, odciągniesz uwagę, a ja zajmę się jego siostrzyczką.
 Gadasz, jak jeden z tych napalonych facetów.
– Jestem napalona. Na nią.  Uśmiechnęła się szeroko, a ja przekręciłam oczami.  Zrób to dla mnie, błagam! Może go polubisz? Może nie będzie tak źle?
 Gdzie się umówiłyście?
              Trish zacisnęła usta. Pokręciła nosem, a potem spojrzała na mnie. W jej oczach dostrzegłam mieszaninę niepewności, co mi się do końca nie spodobało. Otworzyła usta, ale nie powiedziała ani słowa, jakby zastanawiała się, jak ma to ująć. Uniosłam jedną brew, nadal czekając na to, aż w końcu to z siebie wydusi.
 W 5 Seconds of Summer, ale…
 Nie ma mowy  przerwałam jej szybko, odwracając się, aby jeszcze bardziej podkreślić swoje stanowisko w tej sprawie.  Nie ma mowy.
 Umówiłyśmy się tam, jak jeszcze między tobą a nim było… dobrze.  Zerknęłam na nią. Trish spojrzała na mnie błagalnie, składając ręce w proszącym geście.  Idź tam ze mną i pomóż mi z dziewczyną, którą naprawdę bardzo lubię. Proszę, proszę, proszę.
 Ale…
 Ja wiem, że on tam pracuje, ale… Kurcze, tam jest fajnie. Ich pub ma świetny klimat. Calum puszcza zarąbistą muzykę do tańca. Miejsce idealne. Nawet jeśli spotkasz się z Lukiem, to przecież nie musisz z nim rozmawiać.
 Wiesz, jak to będzie wyglądało? Jakbym za nim łaziła.
 On na początku też za tobą łaził.
 Ale wtedy… Wtedy było inaczej.
 Jedno pytanie.
 Mów.
– A co jeśli on wcale nie myślał o tobie w taki sposób?
 Że jak?
 Zaczął gadać, a może wcale tego nie chciał powiedzieć. Brałaś to pod uwagę? Powiedziałaś mu to, co chciałaś powiedzieć?
 Wiesz, że nie. Chciałam mu powiedzieć. Chciałam przeprosić i…  Spojrzałam na swoje dłonie, biorąc głębszy wdech. Po tym wyprostowałam się i znów skupiłam wzrok na przyjaciółce.  Chciałam powiedzieć, dlaczego… Ja…
 Okej, spokojnie.  Poklepała mnie po ramieniu.
 Nie wyszło, jak zawsze.
– A wiesz, co to znaczy?
 Co?
– Potrzebujesz się rozerwać. Idziemy na imprezę.
 Niech ci będzie.
 Tak! Tylko w co ja się ubiorę?  rzuciła, zrywając się z miejsca.

~***~
               Nalałem kolejne piwo. Postawiłem pełne naczynie na barze. Młody chłopak wyciągnął kartę. Odwróciłem się, łapiąc za bezprzewodowy czytnik. Wysunąłem go w jego stronę. Przyłożył ją w wyznaczonym miejscu. Zaczekałem, aż transakcja w końcu będzie zaakceptowana. Podziękowałem mu, wręczając jednocześnie paragon z potwierdzeniem.
 Luke, jesteś wolny?
 Tak.
 Nalejesz mi jeszcze jedno piwo?  zapytał Michael, obsługując klientów po drugiej stronie lady.
              Kiwnąłem głową, łapiąc za pustą, wysoką szklankę. Obróciłem ją w dłoni. Odruchowo podniosłem wzrok, by spojrzeć i skontrolować resztę sali. Wtedy też ją zobaczyłem. Holly pojawiła się w pubie.
              Wstrzymałem oddech, czując, jak moje serce przyspieszyło. Wyglądała tak niesamowicie. Brązowe włosy upięła nieco wyżej, a kilka kosmyków mocniej skręciła. Miała na sobie obcisłe, czarne dżinsy i granatową tunikę z głębszym dekoltem. Do tego buty na obcasie. Przywitała się z mijającym ją Ashtonem, a potem podeszła do stolika, przy którym siedziała jakaś dziewczyna z chłopakiem.
              Zazgrzytałem zębami, czując nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej. Trish pochyliła się, muskając policzek nieznajomej mi panny. Wtedy też domyśliłem się, że musi odbywać się tu coś w rodzaju podwójnej randki. I to skutecznie skopało mnie pod względem emocjonalnym. Moje dłonie zatrzęsły się niebezpiecznie. Zacisnąłem mocniej palce na szklance i wtedy ta wysunęła mi się z ręki. Dopiero huk rozbijanego szkła, sprowadził mnie na ziemię.
 Luke?
– Jest w porządku  wydusiłem, próbując pokonać drżący głos.
             Oderwałem wzrok od stolika, przy którym znajdowała się Holly. Złapałem za nową szklankę, a potem szybko nalałem do niej piwa. Musiałem mocno się skupić na tym, co robię, bo inaczej kolejne naczynie zaliczyłoby pewnie spotkanie z podłogą.
             Podałem zamówione piwo klientowi, którego obsługiwał Michael. Clifford właśnie skończył przyrządzać dla niego kolorowe shoty. Odwróciłem się, łapiąc za zmiotkę i szufelkę. Skoncentrowałem się na sprzątaniu, co i rusz powtarzając sobie w myślach, by nie patrzeć w tamtym kierunku. To cholernie bolało, a ja robiłem wszystko, by to zignorować.
 Luke, co jest?
 Nic nie jest  odparłem, starając się zapanować nad nerwowymi ruchami.  Nic mi nie jest i…
              Obaj odwróciliśmy się, kiedy za ladą pojawił się Irwin. Przygryzł wargę, a potem zerknął na mnie porozumiewawczo. Wiedziałem, o co mu chodzi. On chyba jednak źle odczytał moją minę, bo zaczął energicznie potrząsać głową, bym koniecznie spojrzał na lewo.
 Co ci, kurwa, jest?  powiedział powoli Michael, patrząc na niego, jak na kretyna.
 Holly przyszła  rzucił Ash, kołysząc się na piętach.  Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć i…
 Gdzie?!
              Michael i jego pieprzona dyskrecja. Nim się obejrzałem, czerwonowłosy zawisł na ladzie, wychylając się w kierunku stolika, przy którym siedziała Holly i Trish z… ich randkami. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, choć dziewczyny, które tak obserwował w ogóle tego nie widziały. Co innego siedzący z nimi mężczyzna. Nieznajomy uniósł brwi, a potem zaśmiał się, kiedy Ashton złapał za koszulkę dyndającego na meblu Clifforda. Pociągnął go do tyłu.
 Weź się uspokój.
 Co to za palant?  zapytał Michael, patrząc na mnie.
 Nie wiem.
 Idzie tu  mruknął Irwin.
              Spojrzeliśmy na chłopaka. Wymienił jeszcze kilka słów z Holly. Zaśmiał się, a potem uśmiechnął do niej. Poczułem, jak coś ciężkiego przewraca mi się w żołądku. Czy byłem zazdrosny? Nawet nie próbowałem temu zaprzeczać. Zakochałem się w dziewczynie, z którą siedział przy stoliku. Zastanawiałem się, czemu w ogóle się z nim umówiła. Powinna być ze mną, a nie z tym…
 Co podać?  zapytał Michael, a jego głos skutecznie wyrwał mnie z własnych myśli, w których to obrzucałem nieznajomego najgorszymi epitetami, jakie tylko znałem.
 Jedno duże piwo i trzy razy wódka z sokiem pomarańczowym.
 Udane spotkanie?  wypalił Clifford, przyrządzając zamówienie. Przekręciłem oczami, nie wierząc w to, co usłyszałem. Naprawdę zamierza mu zrobić małe przesłuchanie? Najwidoczniej taki był jego plan.
 Mam nadzieję, że będzie udane. Przyszedłem z siostrą i jej koleżankami. Jestem tu pierwszy raz, ale już mi się podoba.
 W takim razie życzę udanej… Cześć, Trish  rzucił, kiedy obok niego pojawiła się przyjaciółka Holly. Dziewczyna uśmiechnęła się do nas szeroko. Chciałem odpowiedzieć tym samym, ale wyszedł mi z tego jakiś grymas, bo moje mięśnie twarzy odmówiły mi posłuszeństwa.
 Cześć, chłopaki.
 Znacie się?  zapytał nieznajomy dupek. To znaczy chłopak.
 Poznaliśmy się… Jakiś czas temu  odpowiedziała, biorąc dwa drinki. 
              Zauważyłem, że Trish unika mojego wzroku, więc wnioskowałem, że odbyła pewnie z Holly nie jedną rozmowę na mój temat. W tym momencie, aż mnie zemdliło. Jak bardzo byłem przegrany?
 Trish kiedyś pomagała nam w pracy  pociągnął Michael, biorąc od niego odliczoną sumę pieniędzy.
 Jeden raz  powiedziała, skupiając wzrok na Cliffordzie.  Chyba źle nie było?
 Nie było.
 Miłej zabawy wam życzę  odpowiedział Michael, wydając mu paragon.
 Dzięki  rzucili jednocześnie, a następnie wrócili do stolika.
               Nie mogłem się powstrzymać. Mój wzrok podążył za nimi, skupiając się na siedzącej dziewczynie. Holly odwrócona była do mnie plecami, więc nie widziałem jej twarzy. Byłem jednak pewny, że musiała się uśmiechnąć, bo ten nieznajomy palant też się szeroko szczerzył. Zacisnąłem szczękę, po raz kolejny zgrzytając zębami.
– Luke?
 Idę po lód.
 Niedawno przyniosłem i…
 Pójdę po więcej  mruknąłem, odwracając się.
             Kątem oka zauważyłem, że Michael chce odezwać się ponownie, ale Ashton pokręcił tylko głową, by mnie nie zatrzymywał. I byłem mu za to wdzięczny. Naprawdę w tym momencie potrzebowałem chwili, by ogarnąć się sam ze sobą. I z tą nową sytuacją, jaka się pojawiła.

              Niekontrolowanie warknąłem pod nosem, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Ashton oderwał wzrok od Caluma, który już od długiego czasu zajmował swoje stałe miejsce na podwyższeniu tuż przy parkiecie. Impreza rozkręciła się na tyle, że część osób szalała w rytm puszczanej przez niego muzyki.
              Wiedziałem, że muszę się uspokoić i nie dać się tej zazdrości, która wypełniała każdą komórkę mojego ciała. Byłem nawet pewny, że po tym, jak spędziłem ponad dwadzieścia minut na dworze, próbując w się opanować, w jakimś stopniu mi to wyszło. Niestety, jak tylko wróciłem do środka wszystko zaczynało mijać, a ja znów zderzyłem się czołowo z tą niewygodną i brutalną rzeczywistością.
              Przekręciłem oczami, a potem odwróciłem się, nie chcąc dalej patrzeć na to, co dzieje się przy stoliku. Nie w momencie, kiedy Holly i ten nieznajomy chłopak zostali sami. Z tego, co zdążyłem zauważyć, Trish tańczyła na parkiecie z jego siostrą. Złapałem szybko za tackę i ścierkę, chcąc zrobić rundę po sali, by pozbierać brudne naczynia. Irwin zmierzył mnie po raz kolejny od góry do dołu, ale nie skomentował mojego zachowania w żaden sposób. Wiedziałem, że ma na mnie oko. Tak samo, jak Michael. Byłem nawet przekonany, że Calum już wie o tym, co się dzieje.
              Zdecydowanie sprzątanie stolików poszło mi zbyt szybko. Wiedziałem, że i Ashton wziął się do roboty, ogarniając drugą część sali. Odstawiłem brudne naczynia na ich miejsce, a potem ponownie wyszedłem zza baru. W tym momencie moje błękitne oczy natrafiły na piwne tęczówki Holly. Nasze spojrzenia spotkały się ze sobą pierwszy raz, odkąd pojawiła się w lokalu. Wcześniej albo unikała mnie specjalnie, nie rozglądając się, albo postanowiła od razu skupić całą swoją uwagę na nowym koledze. Teraz jednak znów serce łomotało mi w piersi. Zrobiło mi się cholernie przykro. Miałem wrażenie, że w jakimś stopniu pomału zaczynam się rozpadać. Naprawdę mi na niej zależało. Naprawdę byłem od niej uzależniony. Naprawdę mi jej cholernie brakowało.
              Holly zmieszała się, ale nie urwała kontaktu wzrokowego. Niepewnie skinęła mi głową. Odpowiedziałem tym samym. Przynajmniej nie udawała, że mnie nie zna. To jednak wcale nie poprawiło mojego samopoczucia. Nie trwało to jednak długo. Wróciła do nowego towarzysza, a ja stałem się tylko częścią pubu. Kolejną osobą z obsługi.
             Widziałem, jak znów się do niego uśmiecha. Jak zaczyna coś mu opowiadać, żywo przy tym gestykulując. Zagryzłem wargę. Mój mózg z łatwością przywołał w myślach dźwięk jej głosu. Usłyszałem nawet jej śmiech, który był teraz wytworem mojej wyobraźni. Tęskniłem za nią i nawet nie próbowałem pod tym względem okłamywać sam siebie.
               Dziewczyna przysunęła się do niego bliżej. Nachyliła się bardziej, by lepiej go słyszeć. Siedzieli naprzeciwko siebie, a nie było tu zbyt cicho. Po chwili zaśmiała się z czegoś, odsuwając się. Złapała za szklankę. Przysunęła ją bliżej. Jej usta objęły pomarańczową słomkę. Upiła kilka małych łyków drinka. Wtedy jej oczy znów zatrzymały się na mnie. I znów poczułem niemiłe ukłucie porażki.
 Pomożesz mi?
 Jasne, już idę  powiedziałem do Michaela, dzięki czemu mogłem w końcu oderwać się od obserwowania Holly.
               Wszedłem za bar, zmieniając stronę. Uśmiechnąłem się do kolejnej klientki. Złożyła zamówienie, a ja zabrałem się za przygotowywanie kolorowych drinków. W ciszy krzątałem się przy ladzie, odmierzając odpowiednią ilość alkoholu.
 Pogadaj z nią.
 Co?
 Daj spokój, widzę, jak się katujesz. Pogadaj z nią.
 Holly raczej nie chce ze mną rozmawiać  odparłem z zawodem, którego nawet nie udało mi się zamaskować. Michael uniósł brwi.  Wczoraj nie chciała.
– Widziałem, jak się na ciebie patrzy. Spróbuj raz jeszcze, to nic trudnego.
– A jak mi odmówi?
 Jak nie spróbujesz, to będziesz potem tego żałował. Przekonaj się, a nie zakładaj z góry, że nic z tego nie będzie.
 Ale…
 Michael ma racje  powiedział Calum, którego dopiero teraz zauważyłam za barem. Wziął butelkę wody.  Pogadaj z nią.
 Jak długo tu stoisz?  wydusiłem, zalewając drinki słodkim napojem.
 Na tyle, by was podsłuchać. Idź. Poszła do łazienki.
 Co?
 Idź, poszła do łazienki, głąbie. Była sama, więc wykorzystaj okazję. Wracam do pracy.  Spojrzał na Clifforda.  Zawołam ci Ashtona do pomocy.
 Mi pasuje.
 A mi…
 Hemmo, weź stąd idź  rzucił rozbawiony Michael.
 Mam klientkę.
 Już nie. Przejmuję ją  powiedział Clifford, wydając swoje zamówienie, a potem zabierając się za moje. – Idź, bo zaraz ci przyłożę.
                Podniosłem ręce w geście poddania, a następnie nie patrząc na nikogo, wyszedłem zza lady. Zerknąłem kontrolnie raz jeszcze w stronę stolika, przy którym siedziała dziewczyna. Hood miał rację. Nie było jej. Ruszyłem powoli w stronę toalet. Prawda była taka, że wątpiłem, czy cokolwiek z tego wyjdzie.
                Zacząłem kręcić się wokół wyjścia z łazienek. Ludzie przeciskali się, to w jedną to w drugą stronę. W końcu musiałem odsunąć się dalej, by nie torować przejścia. Skrzyżowałem dłonie na klatce piersiowej. Zabębniłem nerwowo palcami w skórę. Ponownie zerknąłem w stronę małego korytarzyka. Wstrzymałem odruchowo oddech, kiedy pojawiła się Holly. Nie zwlekając dłużej podszedłem do niej, złapałem ją za dłoń i odciągnąłem na bok. Zaskoczona dziewczyna uniosła brwi. Piwne oczy znów skupiły się  na mnie.
– Porozmawiaj ze mną.
 Miałam…
 Proszę  wtrąciłem, nie pozwalając jej dokończyć. Dziewczyna wypuściła cicho powietrze z ust, a następnie zerknęła w kierunku swojego stolika.  Wiem, że nie jesteś sama, ale… Zajmę ci tylko chwilę.
              Ponownie jej wzrok skupił się na mnie. Miałem wrażenie, że sekundy ciągnął się w nieskończoność, a ja jakbym bym zawieszony w czasie. W końcu Holly pokiwała głową, a ja odczułem ulgę. Cholerną ulgę.
 Wyjdźmy na zewnątrz.
– Tylko ich uprzedzę  powiedziała, a ja cicho przytaknąłem.
              Ruszyłem za nią, nawet na moment nie odrywając od niej oczu. Podeszła do nieznajomego i nachyliła się. Poinformowała go, że na chwilę wychodzi, a następnie znów wróciła do mnie. Wskazałem na drzwi od zaplecza. Poszliśmy w ich stronę. Otworzyłem je i przetrzymałem, by weszła do pomieszczenia pierwsza. Bez słowa, przeszliśmy przez nie, by w końcu dotrzeć do kolejnych drzwi.
              Jak tylko znalazłem się na zewnątrz, poczułem chłodniejsze nocne powietrze, które otoczyło nas z każdej strony. Weszliśmy po schodach na górę. Oparłem się o barierki, zagryzając wargę. Znów stawałem się tchórzem. Ale przecież nie mogłem zmarnować okazji do tego, by w końcu powiedzieć jej wszystkiego, co powinna ode mnie usłyszeć. Zacząłem szukać w sobie odwagi, by zacząć mówić. A ona czekała.
 Luke?
 Po pierwsze nie chciałem przeszkodzić ci w… randce.
 Randce?  odparła, a potem zaśmiała się cicho pod nosem. Przekręciła oczami, by znów skupić uwagę na mnie.  To żadna randka. Trish spotkała się z Amy, a mnie wyciągnęła do roli skrzydłowej.
 Skrzydłowej?
 Tak to nazwała. Mam zagadać jej brata, by ona mogła bez przeszkód flirtować.  W tym momencie jeszcze bardziej mi ulżyło. Holly musiała chyba wyłapać tą małą zmianę w moim zachowaniu, bo delikatnie uśmiechnęła się.  Ale nie o tym chciałeś ze mną rozmawiać, prawda?
 Chciałem cię przeprosić.
 Przeprosić?
 Za to, co powiedziałem.
 Nie musisz mnie przepraszać  odparła, odruchowo odsuwając się ode mnie, jakby nagle przypomniała sobie o wszystkim. Ponownie poczułem uczucie żalu i goryczy. Jak mogłem być takim idiotą?  Wiem, że moje… zachowanie mogło cię wykurzyć. Szanuję twoje zdanie i naprawdę…
 Nie  przerwałem, szybko kręcąc głową. Zmniejszyłem dystans między nami, dodatkowo łapiąc ją za rękę, tak by znów nie odeszła.  Nie powinienem był mówić tego wszystkiego w taki sposób. Nie powinienem był na ciebie tak naskakiwać. Mogłem to rozegrać inaczej.
 Powiedziałeś to, tak jak to czułeś i…
 Nie chcę byś mnie zostawiała  odparłem, przejeżdżając palcami po jej odsłoniętym ramieniu.
                Zauważyłem, że na jej skórze pojawiła się gęsia skórka. Piwne tęczówki w dalszym ciągu wpatrywały się we mnie, ale nie był to taki sam sposób patrzenia, jak zawsze. Brakowało mi tych iskierek. Brakowało mi tego, co wtedy mieliśmy. Holly zawsze dawała mi to poczucie, jakby nie istniało nic innego, oprócz mnie. Teraz tego nie było.
 Nie chcę byś dawała mi spokój. Brakuje mi ciebie  pociągnąłem dużo ciszej.  Nigdy tego nie chciałem. Nie wiem też, dlaczego wtedy cię nie zatrzymałem. Chyba sam byłem tym wszystkim za bardzo zaskoczony. Próbowałem ci to wczoraj wyjaśnić, ale ty…
 Uciekłam, jak zawsze  dokończyła, a potem zacisnęła lekko usta.  Tak, jak zawsze. Przepraszam.
                Przez chwilę staliśmy w ciszy. Ja nie odrywałem od niej wzroku, ona zaś spoglądała na nasze złączone dłonie. Poruszyłem palcami, przejeżdżając po jej ciepłej i delikatnej skórze. Miała spuszczoną głowę, ale przez moment byłem pewny, że znów się uśmiechnęła. Cholernie chciałem, by czuła do mnie coś więcej. By ten dotyk działał na nią tak samo, jak na mnie.
               W końcu wyprostowała się. Piwne oczy ponownie skupiły się na mnie. Westchnęła ciężko pod nosem, a potem zrobiła coś, co sprawiło, że znów poczułem się źle. Puściła moją rękę, robiąc krok do tyłu. Moje serce przyspieszyło, ale nie było to jedno z tych przyjemnych odczuć. To bolało. Jakby dziewczyna wyznaczała nam nową granicę.
 Zacznijmy od nowa  powiedziała, dokładnie śledząc moją reakcję.  Tak, jak to powinno wyglądać. Naprawdę cię…
 Nie.
 Nie?
 Bo to nie jest wszystko, co chciałem ci powiedzieć  odparłem, wykorzystując tą ostatnią szansę do tego, by w końcu przyznać się do wszystkiego.
               Nie miałem zamiaru dalej się migać. Nie chciałem też znów żałować tego, że nie wyjawiłem wszystkiego od razu. Nie chciałem żadnej przyjaźni. Chciwie liczyłem na coś więcej. Wiedziałem jednak, że Holly może nie czuje tego samego, ale dlaczego miałbym nie spróbować? Choć złamane serce cholernie boli, postanowiłem przestać być tchórzem.
 Jest jeszcze coś?
 Chcę najpierw zacząć od tego.
              Zanim zdążyła się zorientować, ponownie złapałem jej rękę. Szybkim ruchem przyciągnąłem ją do siebie. Dziewczyna wleciała w moje ramiona. Na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie, ale nie zamierzałem znów się tłumaczyć. Po prostu ująłem wolną dłonią jej policzek, a potem złączyłem nasze usta.
              Czułem na języku smak pomarańczowego soku z nutką alkoholu, którego piła niedawno. Jej usta były miękkie i delikatne… Takie jak zawsze. Przywarła do mnie mocniej, co tylko upewniło mnie w tym, że nie robię niczego wbrew jej woli. Tym razem nie miałem nic przeciwko temu, że puściła moją dłoń. Objęła mój kark, napierając na mnie jeszcze bardziej. Ta chwila była tak błoga i przyjemna, że nie chciałem, aby kiedykolwiek się skończyła. Ale nic nie trwa wiecznie.
– Luke, my nie…
               Spojrzałem w jej oczy. Holly przesunęła palcem po mojej dolnej wardze, w której tkwił ciemny kolczyk. Wzrok dziewczyny dokładnie lustrował moją twarz, jakby próbowała dokładnie i z każdym szczegółem ją zapamiętać. Jakby chciała, by ten obraz mocno wrył się w jej pamięć i nigdy nie zniknął. I wtedy doszedłem do wniosku, że to jest ta najbardziej odpowiednia chwila, aby w końcu powiedzieć to na głos.
 Nie mogę przestać o tobie myśleć. Chcę cię mieć blisko siebie, tak często, jak to jest tylko możliwe. Ja… Zakochałem się w tobie… Nie… Ja… Kocham cię, Holly.
              Nie było to idealne wyznanie. W moim odczuciu raczej nie wyszło nazbyt rewelacyjnie, ale i tak kiedy w końcu to wydusiłem, poczułem jeszcze większy przypływ pewności siebie. Teraz miałem nadzieję, że ponownie zobaczę jej uśmiech, a ona odpowie mi, chociaż po części tak samo. Jednak było całkiem inaczej. Nie tego się spodziewałem.
              Piwne tęczówki zaszły łzami. Poczułem, jak zaczęła się trząść. Spojrzałem na nią niepewnie, a na jej twarzy wymalował się strach. Zdecydowanie nie takiej reakcji oczekiwałem. Jej oddech przyspieszył, jakbym co najmniej wyzwał ją od najgorszych. Miałem wrażenie, że czuję to, jak jej puls i serce przyspieszyło. Wyglądała, jakby zaraz miała wpaść w panikę. Co się działo?
 Holly?
 Nie możesz mnie kochać, Luke  wydusiła, starając się zapanować nad drżącym głosem.  Proszę, tylko nie ty i nie to.
 Ale...
 Tylko nie to  powtórzyła, jakby te dwa słowa dla niej oznaczały zupełnie co innego. Jakby nie były tak dobre i wspaniałe, jak być powinny. Chciała się odsunąć, ale ja pospiesznie objąłem ją jeszcze ciaśniej. Jej palce zacisnęły się na mojej koszulce.
 Dlaczego? Co jest ze mną nie tak?
 Tu nie chodzi o ciebie ty… Jesteś… Jesteś idealny, Luke.
 Powiedz mi  odparłem, ściszając głos. Pochyliłem się, opierając swoje czoło o jej.  Powiedz mi, co się dzieje.
 Nie tutaj. Nie…
 W porządku. Odpowiedz mi, tylko na jedno pytanie  poprosiłem, ujmując jej policzki w dłonie. Chciałem, by znów na mnie spojrzała. Otarłem palcami kąciki jej oczu, w których gromadziły się łzy.  Tylko jedno pytanie, ale szczerze.  Wzięła głębszy wdech, kiwając lekko głową.  Nie chcę byś mi się w żaden sposób deklarowała. Nie mów też niczego wbrew sobie. Chcę tylko wiedzieć, na czym konkretnie stoję. Czy ty… Czy ty chociaż czujesz do mnie coś więcej?
                 Miałem wrażenie, że nagle wokół nas zrobiło się cicho. Jakbyśmy znaleźli się w zupełnie wyludnionej części miasta, a nie w jego centrum. Holly utkwiła wzrok w moich błękitnych tęczówkach. Niemalże błagałem w myślach, by odpowiedziała twierdząco. Cholernie tego chciałem. Przygryzła wargę. Widziałem, że dalej powstrzymuje się od łez. Nie chciałem jej poganiać.
 Tak, ale… To się nie uda i…
 Spróbuj  przerwałem jej, ponownie otaczając ją ramionami. Ciepło jej ciała było tak przyjemne.  Proszę cię, spróbuj. Proszę...
 Ja nawet nie wiem, czy jeszcze potrafię kochać.
                 Zamarłem zaskoczony. Powoli znów na nią spojrzałem. Dziewczyna przetarła szybko kąciki oczu. W dalszym ciągu robiła wszystko, by się nie rozpłakać. Przesunąłem dłonią po jej ramieniu, a następnie złożyłem na jej czole czuły pocałunek.
 Musisz mi powiedzieć, co się stało. Dość tajemnic.  Byłem pewny, że zaprzeczy i zupełnie się odsunie, ale ona tylko pokiwała głową i znów objęła mnie. Wypuściłem cicho powietrze z ust. Ulżyło mi. Znowu.  Razem damy radę. Tylko musisz powiedzieć mi wszystko, okej? Holly, naprawdę mi na tobie zależy i…
               Przerwałem, gdy po raz kolejny pokiwała głową. Jej palce musnęły materiał mojej koszulki, a po kręgosłupie przebiegł mi szybki dreszcz. Uśmiechnąłem się lekko, kiedy uświadomiłem sobie, że nie jestem na przegranej pozycji. Spojrzała na mnie, a ja musnąłem jej usta swoimi. Potem złożyłem kolejny pocałunek na jej czole, a ona cicho westchnęła.
 I obiecaj mi coś.
 Co takiego?  odparła nieco spokojniejszym głosem,  jakby jej chwilowe załamanie mijało.
 Nigdy więcej nie uciekniesz.
 Obiecuję.  Znów się uśmiechnąłem.  Obiecuję  powtórzyła, a ja poczułem się cholernie dobrze. 
              Wiedziałem, że nie jest tak, jak to sobie wymarzyłem, ale od czegoś trzeba było zacząć. A to był ewidentny postęp. Kolejny krok ku zmianie relacji. A ta zmiana pomału się działa. To, co było między nami przeistoczyło się, jak tylko znaleźliśmy się na zewnątrz. Jak w końcu postanowiłem wyznać jej to, co czuję.
 Powinieneś wracać do pracy.
 Nie psuj tej chwili  powiedziałem z udawanym niezadowoleniem. Zaśmiała się, a ja poczułem się jeszcze lepiej.
 Powinieneś wracać do pracy, a ja…
               Zagryzłem wargę, wpatrując się w jej oczy. I wtedy znów to zobaczyłem. To spojrzenie, które tak uwielbiałem. Jakby nic nie istniało poza mną. Zareagowałem na to przesadnym entuzjazmem, ale miałam to gdzieś. Znów wpiłem się zachłannie w jej wargi, po raz kolejny czując ten znajomy, najlepszy dla mnie smak. 
 Luke…
 Wracam grzecznie do pracy.
 A ja idę do domu.
 Co?  Uniosłem z zaskoczeniem brwi.  Do domu?
 Chyba straciłam ochotę na dalsze imprezowanie. Muszę też wszystko sobie… przemyśleć i…
 W porządku  powiedziałem, nerwowo pociągając za dół swojej koszulki. Złapała mnie za rękę, abym przestał.
 Nie rozmyślę się.  Przełknąłem ślinę, chcąc jej wierzyć.  Chcę spróbować. Naprawdę to chyba ten moment i… Chcę spróbować.  Na mojej twarzy ponownie zagościł zadowolony uśmiech. Nachyliłem się, ale ona odsunęła się.  Wracaj do tej pracy.
 Pod jednym warunkiem.
 Jakim?
 Obiecaj mi coś jeszcze.
 Nie za dużo tych obietnic, jak na jedną noc?
 To dla mnie ważne.
 Mów.
 Po prostu obiecaj mi, że nie będziesz chodzić sama po mieście. Że weźmiesz taksówkę i naprawdę wrócisz do domu. Chcę mieć pewność, że nic się nie stanie, a ty bezpiecznie dojedziesz na miejsce.
– Obiecuję.
 A mogę jeszcze jednego buziaka?
 Nie. Starczy.
                 Byłem pewny, że odpowiedź będzie inna, więc już zdążyłem się nachylić. Mruknąłem niezadowolony, kiedy moja twarz spotkała się z jej ręką. Jej palce oparły się na mojej skórze. Powoli odepchnęła mnie. Przekręciłem oczami, a potem zaśmiałem się cicho, widząc, że się uśmiecha. Objąłem ją, a następnie poprowadziłem w kierunku wejścia do pubu.
                Kiedy znaleźliśmy się na głównej sali, puściłem ją. Dziewczyna ruszyła w stronę stolika, przy którym znajdowała się pozostała trójka jej towarzystwa. Trish chyba wyczuła, że coś się stało, bo poderwała się z miejsca. Zaczęły szybko ze sobą rozmawiać. Oderwałem na chwilę od nich wzrok, by usiąść na wysokim krześle przy barze.
 I jak?  zapytał Michael, który już znalazł się naprzeciwko mnie. Zaraz dołączył do niego Ashton, który nawet nie ukrywał ciekawości.
 Chyba poszło dobrze.
 Ale…
               Urwał, gdy odwróciłem się. Trish raz jeszcze objęła ją i z uśmiechem pokiwała głową. Holly powiedziała coś do Amy i jej brata, machając im na odchodnym. Następnie dziewczyna podeszła do nas. Pożegnała się z chłopakami. Przytuliła mnie ostatni raz. Musnęła mój policzek ustami. Odruchowo złapałem ją za rękę. Niechętnie puściłem ją, gdy odwróciła się, ruszając w stronę wyjścia. Westchnąłem ciężko pod nosem, odprowadzając ją wzrokiem.
 Ach, to tęskne spojrzenie  skomentował Clifford. Nie odpowiedziałem, tylko zerknąłem na kumpli.  Ty tak na serio?
 Co zrobiłem?  Ponownie na siebie spojrzeli.  Co?
 Czy ona wcześniej płakała?  zapytał ostrożnie Ash.
 Nie do końca i…
 Wygląda, jakby miała się zaraz rozpłakać  pociągnął Michael.
– Co? Nie… To nie tak…
 Nie zmienia to jednak faktu, że wygląda na kogoś, kto potrzebuje obecności drugiej osoby  powiedział Ash, opierając się o ladę.  A ty tu siedzisz i tak po prostu pozwalasz jej odejść.
 Jestem w pracy, więc nie mogę sobie od tak wyjść  rzuciłem jednym tchem, a potem skrzyżowałem dłonie na klatce piersiowej.
 Rusz mózgiem, Hemmo  odparł Clifford, przekręcając oczami.  Idź za nią.
 Nie mogę zostawić was w weekend i…
 Właśnie, że możesz i zrobisz to. Ona cię potrzebuje. Nie musisz nam dziękować.
 Ale…
 Mogę trzepnąć go miotłą przez plecy?
 Sam to zaraz zrobię  odparł Ash, mierząc mnie wzrokiem.  Idź za nią, głąbie. Działaj dalej.
 Naprawdę nie będziecie wściekli i…
 Wciekły to zaraz będę, jak twoja buźka nie zniknie mi z oczu.
 Jesteście najlepsi!
 Ta, zmień płytę, bo już to słyszałem  rzucił ze śmiechem Michael, kiedy zeskoczyłem pospiesznie z krzesła i pognałem na zaplecze, by wziąć swoje rzeczy.
               Gdy tylko wyszedłem na zewnątrz, zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu dziewczyny. Przez chwilę byłem pewny, że zdążyła złapać taksówkę i już jest w drodze do domu. Jednak uśmiechnąłem się, widząc ją stojącą niedaleko głównej ulicy. Obejmowała się ramionami, spoglądając w ekran komórki. Szybko ruszyłem w jej kierunku.
              Holly drgnęła, kiedy okryłem jej plecy i ramiona czarną bluzą. Odwróciła się, a potem uśmiechnęła. Owinąłem materiał jeszcze bardziej wokół niej, nie chcąc by marzła dalej. Objąłem ją, przyciągając bardziej do swojej klatki piersiowej.
 Cieplej?
 Tak. Zapodziałam gdzieś sweter.
 Co?  zapytałem ze śmiechem.  U nas?
 Jak go znajdziesz to…
 Jeśli nikt go nie przejął, to na pewno go znajdziemy. Chodź, podwiozę cię do domu.
– Nie miałeś wracać do pracy?
 Mam już wolne.
 Chłopaki nie mieli nic przeciwko?
 Nie. Idziemy?
 Idziemy. 

               Holly przez całą drogę do domu milczała. Ja też się nie odzywałem. Nie próbowałem jej zagadywać, pozwalając na to, by pogrążyła się we własnych myślach. Jej wzrok utkwiony był w bocznej szybie samochodu, choć wątpiłem w to, że jest zajęta podziwianiem nocnych widoków. Zastanawiałem się, co będzie dalej i jak to rozegrać. Prawda była taka, że nie chciałem jej zostawiać. Po tym, co się stało, chciałem z nią zostać, nawet jeśli mielibyśmy nie rozmawiać przez całą noc. Wystarczała mi, tylko jej obecność. To, że była tuż obok.
              Zatrzymałem się pod blokiem. Nie do końca wiedziałem, czy zgasić silnik i wyswobodzić się z pasów czy może jednak nie robić nic i czekać na jej ruch. Zdążyłem tylko o tym pomyśleć, a piwne tęczówki ponownie skupiły się na mnie. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
 Wejdziesz na górę?
             Nie musiała mnie do tego namawiać. Zgodziłem się od razu. Zgasiłem silnik, zabrałem dokumenty i telefon, a następnie wysiadłem z samochodu. Ona zrobiła to samo. Opatuliła się szczelniej moją bluzą, wchodząc na chodnik. Dogoniłem ją. Oboje ruszyliśmy w stronę drzwi wejściowych. Następnie pokonaliśmy schody.
 Zapraszam  powiedziała, otwierając drzwi od mieszkania.
              Wszedłem tuż za nią do ciemnego pomieszczenia. Holly zapaliła światło. Staliśmy w małym korytarzyku. Powiesiła moją bluzę na wieszaku, a potem zrzuciła ze stóp buty. Ja również ściągnąłem swoje. Bez słowa poszedłem za nią, gdy przeszła do niedużego salonu.
Pierwszy raz byłem w jej mieszkaniu. Wcześniej nie miałem okazji wejść do środka. Z ciekawością rozejrzałem się po przytulnym i jasnym wnętrzu. Widać było, że mieszkają tu kobiety, a to za sprawą większej ilość kwiatów i bibelotów, które ozdabiały półki i szafki.
 Piwa?
 Tak, dzięki.
 Mieszkanie nie jest za duże, ale wystarczy dla naszej dwójki i…
 Podoba mi się.
               Kiwnęła głową, znikając w pomieszczeniu obok. Zbliżyłem się do regału z książkami. Stały tam drewniane ramki, różnej wielkości. Na kilku fotografiach wyłapałem Trish i Holly. Pozostałe osoby musiały być ich bliskimi.
 Chodźmy do mojego pokoju  odparła, kiedy pojawiła się tuż obok. Podała mi chłodną, zieloną butelkę.  Zostaniesz?
 Na dłużej?  Zagryzła dolną wargę, nie odrywając ode mnie wzroku.  To dobry moment, by porozmawiać o…
 Naprawdę chcesz tak szybko poruszać ten temat?
– Holly, wyglądałaś wtedy, jakbyś miała dostać, jakiegoś ataku paniki. Chcę to wiedzieć  powiedziałem, dokładnie przypominając sobie to, co działo się w pubie.
 W porządku.
               Tym razem to ona złapała moją dłoń. Pociągnęła mnie w stronę kolejnych drzwi. Zgasiła światło. Przez chwilę wokół zrobiło się ciemno. Wprowadziła mnie do pokoju. Nie dziwiłem się, czemu tak pewnie się poruszała. Znała rozmieszczenie mieszkania na pamięć. Ja zaś liczyłem na to, że na nic nie wpadnę. Po chwili zapaliła lampkę.
 Moje królestwo. Czuj się, jak u siebie.
              Ponownie rozejrzałem się, nawet nie ukrywając ciekawości. Po jednej stronie znajdowało się dwuosobowe łóżko. Tuż obok na niewielkiej szafce stała lampka, która teraz była jedynym źródłem światła. W rogu ustawiono sporych rozmiarów szafę i regał z książkami. Po drugiej stronie stało długie biurko, zawalone papierami.
             Podszedłem do łóżka. Usiadłem na nim, psując idealnie rozłożoną pościel. Holly postawiła butelkę z piwem na szafce. Zaraz obok niej pojawiła się moja. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. W końcu złapałem ją za koszulkę, przyciągając dziewczynę do siebie. Wpadła na mnie, opierając dłonie o moje ramiona. Objąłem ją. Kiedy się nachyliła, po raz kolejny tej nocy musnąłem jej wargi. Przejechała palcami po moich policzkach. Zaczerpnąłem nieco głośniej powietrza, a ona uśmiechnęła się.
 Próbujesz mnie zająć, czymś innym?  zapytałem cicho, kiedy jej dłonie zjechały w dół mojej klatki piersiowej.  Holly… Obiecałaś, że mi powiesz.
 Chcesz zepsuć tę chwilę?
 Naprawdę chcę wiedzieć, co się stało.
              Odsunęła się, a ja niechętnie ją puściłem. Spuściła głowę, wchodząc na materac. Usiadła po turecku. Nie odrywałam od niej wzroku, czekając, aż w końcu wyjawi swoją tajemnicę. Kilka razy zacisnęła, to zagryzła wargę, jakby próbowała znaleźć odpowiednie słowa. Z jednej strony byłem cholernie ciekawy, a z drugiej, w jakiś sposób bałem się tego, co mogę usłyszeć. W końcu Holly znów spojrzała na mnie, odnajdując w sobie odwagę do stawienia czoła przeszłości.
 Miałam kiedyś chłopaka  zaczęła, splatając ze sobą dłonie.  Był typem luzaka z dużą dawką pewności siebie. Miał w sobie też charyzmę. Ludzie go lubili. Potrafił być duszą towarzystwa.  Kiwnąłem głową, chłonąc każde wypowiedziane słowo.  Z początku naprawdę było… rewelacyjnie. Czułam się przy nim wspaniale. Dawał mi wszystko, czego potrzebowałam. Nie zauważałam jego wad. Nie przeszkadzało mi to, że od czasu do czasu… lubił być na lekkim haju. Potem wszystko się zmieniło. To już nie było, tylko okazjonalne wypalenie skręta. To pochłonęło go na tyle, że zaczął nie tylko palić, ale i wciągać to świństwo. Coraz częściej, coraz więcej. Sięgał też po inne używki. Wszystko działo się bardzo szybko. Bycie na haju stawało się być codziennością.  Nastała chwila ciszy, kiedy spuściła głowę. Znów skupiła wzrok na palcach.  Nie potrafiłam odejść i go zostawić. Byłam zbyt naiwna, zbyt… Zbyt mocno go kochałam i łudziłam się, że to wszystko się zmieni. Myślałam, że będę w stanie mu pomóc. Ale dla niego już się nie liczyłam. Ważniejsze było skombinowanie kolejnej działki. Byłam nikim w porównaniu do jego przyjaciół - narkotyków -, którzy potrafili oderwać go od rzeczywistości. Nie zostawiłam go nawet wtedy, gdy…
                Urwała, a jej głos niebezpiecznie zadrżał. Nachyliłem się, zauważając kilka łez spływających po jej policzku. Nigdy nie widziałem, jak płacze. Nawet przy rozmowie w pubie hamowała się na tyle, by nie rozpaść się zupełnie. Teraz wszystko puściło. Przeszłość, o której mówiła nie była kolorowa. Poczułem, jak coś ściska mnie w gardle. Ten widok cholernie bolał. Roześmiana i zwariowana Holly zmieniła się w emocjonalny i cierpiący bałagan.
 Byłam w tym koszmarze przez półtora roku.
 Co się z nim stało?  zapytałem cicho.
               Dziewczyna w końcu spojrzała na mnie. Wytarła szybko policzki wierzchem dłoni. Pod oczami pojawiły się ślady rozmazanego tuszu do rzęs. Dostrzegłem też to, jak lekko się trzęsie. Chciałem się ją objąć i od razu pocieszyć, ale nie potrafiłem ruszyć się z miejsca. Byłem pewny, że jak tylko to zrobię Holly przestanie mówić, a czułem, że nie był to koniec historii.
 W końcu się obudziłam i go zostawiłam. A nie było to łatwe. Trish wielokrotnie próbowała przemówić mi do rozumu, bym w końcu wyrwała się z tego toksycznego związku. Ale nie potrafiłam tego tak szybko zrobić, bo…
 Naprawdę go kochałaś.  Pokiwała głową, przyciskając delikatnie palce do ust.  Skrzywdził cię?  Nie odpowiedziała, tylko spojrzała w dół. Wyglądała tak, jakby się tego wstydziła. Domyśliłem się, że nie ma ochoty o tym mówić, ale musiałem wiedzieć.  Holly, czy on coś ci zrobił?
 On… On potrafił…
 Uderzył cię?  zapytałem z niedowierzaniem, mając nadzieję, że zaprzeczy. Dziewczyna znów skupiła wzrok na mnie. Zacisnęła usta. – Holly, powiedz mi prawdę. Uderzył cię?
 Nie jeden raz.  Wstrzymałem powietrze, a potem cicho wypuściłem je z ust.  Kiedy był pod wpływem tego gówna, potrafił mnie uderzyć. Był agresywny i wulgarny. Wielokrotnie obrywałam, tylko dlatego, że chciałam go od tego odciągnąć. Dostawałam za to, że nie chciałam, czegoś zrobić. Czegoś mu podać, coś przynieść, czy… uprawiać z nim seksu. Kiedy wybuchała kłótnia, a one pojawiały się wtedy całkiem często, prawie zawsze kończyło się to kolejnym siniakiem czy rozciętą wargą i zadrapaniami. Wiem, co możesz teraz o mnie sobie pomyśleć. Na własne życzenie tkwiłam w tym bagnie, bo ślepo go kochałam i wcale nie będę temu zaprzeczać. Spijałam z jego ust każde kłamstwo, każde kolejne wyznanie. Ciągle po tym, jak już się opanował powtarzał, jak bardzo mnie kocha i jak żałuje tego, co mi zrobił. Byłam tak bardzo naiwna. Wszystko się zmieniło, kiedy okazało się, że na boku ma inne. Te, które były takie, jak on. Wtedy pokłóciliśmy się po raz ostatni. Wtedy po raz ostatni… Głównie to zaważyło na mojej decyzji. Wtedy zrozumiałam, jak głupio postępuję będąc z kimś, kto mnie tak traktuje. Kto nie chce pomocy, którą wielokrotnie mu podsuwałam pod nos.
 Co dokładnie się stało?
– Kłóciliśmy się. Wytknęłam mu te wszystkie zdrady. Wpadł w furię. Zaczął mnie wyzywać, aż w końcu rzucił się na mnie z pięściami. Miałam wstrząs mózgu, złamane dwa żebra i rękę.  Zamilkła na chwilę, przymykając powieki. Potem odezwała się ponownie.  Był moją pierwszą tak wielką miłością. Od tamtej pory nie potrafiłam się z nikim związać. Bo całe to uczucie…
 Kojarzyło ci się z bólem i tym, co się stało.
– Tak właśnie było. Kiedy tylko ktoś próbował się do mnie zbliżyć, zaraz wracały wspomnienia. Nawet jeśli wmawiałam sobie, że nie każdy jest taki, jak on. Nie potrafiłam się przełamać. Po nim było dokładnie dwóch mężczyzn, którzy chcieli, czegoś więcej. Widziałam, że zaczynają obdarzać mnie tym uczuciem, ale… Nie umiałam tego odwzajemnić. Uciekałam i nie wracałam. Zrywałam całkowicie kontakt. Funkcjonowałam tak, jakby miłość nie istniała i było mi z tym dobrze. Seks był, tylko zabawą. Trish w końcu nie wytrzymała. Uznała, że zastępuję miłość seksem i że powinnam udać się do psychologa. Nie chciałam o tym słyszeć. Zgodziłam się dopiero na terapię grupową. Anonimowi seksoholicy najbardziej mi pasowali do… mojego problemu. I wszystko było w porządku, dopóki…
 Dopóki?
 Dopóki nie pojawiłeś się ty  odparła, a ja uniosłem brwi.
                Uśmiechnęła się. Zauważyłem, że przestała płakać. Niewiele myśląc złapałem ją za rękę i pociągnąłem lekko w swoją stronę. Dziewczyna podniosła się i przybliżyła. Zajęła miejsce na moich udach, a ja w końcu mogłem ją objąć. Musnąłem jej wilgotne wargi swoimi.
 Ja sprawiłem, że nie jest w porządku?
 Nie… Po prostu… Polubiłam cię inaczej, niż innych. Byłeś blisko. Uwielbiałam spędzać z tobą czas. Dawałeś mi tyle czułości i ciepła. A seks z tobą stawał się, czymś w rodzaju mojej prywatnej terapii. Wtedy też wszystko się zmieniło, bo… Nie potrafiłam od tak od ciebie uciec. Nie umiałam cię zostawić. Wracałam. Po jakimś czasie wracałam do ciebie. Jakby niewidzialna siła ciągnęła mnie w twoim kierunku. Zrozumiałam, że zaczynam angażować się emocjonalnie i… Nie umiałam tego ułożyć, bo to nie pasowało mi do mojego wcześniejszego postępowania. Gubiłam się, krzywdząc jednocześnie i ciebie i siebie.
 Wszyscy się czasami gubimy, to nic złego  powiedziałem, całując czubek jej nosa.
 Ale nie powinno to dotykać osób, na których nam zależy. Byłam samolubna. Myślałam tylko o sobie, zamiast spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy. Kiedy przyszłam do ciebie, wtedy gdy…
 Nawet nie przypominaj mi tego dnia  mruknąłem z niezadowoleniem.
 Myślałam, że jeszcze mam szansę to naprawić. Chciałam ci wszystko powiedzieć i po części się wytłumaczyć.
 Ale to schrzaniłem.
 I naprawiłeś. Inaczej nie siedziałbyś tu ze mną.  Uśmiechnęła się, a ja odpowiedziałem szybko tym samym.  Nie wiem, jak to będzie…
 Poradzimy sobie.
 Damy radę?
 Myślę, że możemy stworzyć razem coś naprawdę fajnego.
             Zaśmiała się, a potem to ona pocałowała czubek mojego zadartego nosa. Znów się uśmiechnąłem, nie odrywając od niej wzroku. Teraz tym bardziej upewniłem się w przekonaniu, że wygrałem. Że w końcu zdobyłem to, czego tak pragnąłem. I przyrzekłem sobie, by zrobić wszystko, by znów uwierzyła w miłość. By znów poczuła to wspaniałe uczucie.

            Rozchyliłem powieki. Ciepłe promienie słońca, które wdzierały się przez niezasłonięte okno, nieco mnie oślepiły. Zmarszczyłem nos, a potem przekręciłem się powoli na bok. Śpiąca obok mnie Holly poruszyła się, ale nie obudziła. Jej ręka nadal przerzucona była przez mój pas. Wcisnęła twarz bardziej w poduszkę, a jej palce musnęły moją skórę na plecach.
             Przypomniałem sobie wszystkie wczorajsze wydarzenia, począwszy od zobaczenia jej w pubie, po przez nasze dwie odbyte poważne rozmowy. Zatrzymałem się na dłużej na tym, co działo się później. Jak siedzieliśmy na łóżku, a ona opierała się o moją klatkę piersiową. Obejmowałem ją, co jakiś czas gładząc jej dłoń. Popijaliśmy piwo, wracając wspomnieniami do wspólnych chwil. Nie koncentrowaliśmy się na złych rzeczach. Woleliśmy pozostać przy tych dobrych momentach.
             Jak tylko opróżniliśmy butelki, wzięliśmy razem prysznic. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wykorzystali tego momentu do podgrzania atmosfery, jaka się miedzy nami wytworzyła. Zaakcentowaliśmy tę noc, wracając do łóżka i kochając się ze sobą. Spokojnie, powoli i bez pośpiechu, jakby to miało jeszcze bardziej podkreślić zmianę naszej relacji. I musiałem przyznać, że cholernie mi się to podobało.
 Patrzysz się, jak psychopata.
             Podskoczyłem z zaskoczeniem. Nie spodziewałem się tego, że dziewczyna jednak nie śpi. Zaśmiała się cicho, wlepiając we mnie zaspany wzrok. Pokręciłem nosem, udając niezadowolonego, a ona ponownie zaczęła się śmiać.
 Wystraszyłam?
 Odrobinę.
 O czym tak myślałeś?
 O nas.
 Jak źle jest?
 Przestań myśleć w tych negatywnych kategoriach- odpowiedziałem, obejmując ją ciasno. Musnąłem jej czoło ustami.  Mamy być słodką parą. Tak słodką, że na nasz widok ludzie będą puszczać tęczowe pawie.
 Jesteś mało apetyczny.
                Pacnąłem z powrotem na plecy, kiedy uderzyła mnie dla zgrywy poduszką w twarz. Ponownie usłyszałem jej śmiech i to sprawiło, że znów zacząłem się szeroko uśmiechać. Chciałem by nigdy nie przestawała tego robić. Chciałem być tą osobą, która wywołuje u niej radość. Która daje szczęście. Złapałem szybko za jej dłoń, widząc, że chce się podnieść.
 Gdzie idziesz?
 Nie jesteś głodny?
 Zrobisz mi śniadanie?
 Zrobię. Zasłużyłeś.
– Cudownie  odparłem, a potem z zadowoleniem rozwaliłem się na materacu.  Kawę też dostanę?
 Mam ci usługiwać?
 Oczywiście, że nie, głuptasie  powiedziałem, przejeżdżając palcami po jej wytatuowanych plecach, kiedy odkryła kołdrę i usiadła.
 Tylko się z tobą droczę, głuptasie.
 Jestem twoim głupkiem, damska wersjo głupka.
 Jak najbardziej mi to pasuje, głupku.
               Pokój znów wypełnił się naszym śmiechem. Holly wstała z łóżka, a ja niekontrolowanie oblizałem usta. Ale co mogłem na to poradzić. Stała odwrócona do mnie tyłem, całkiem naga i… Muszę się opanować i skupić myśli, na czymś znacznie grzeczniejszym. Podeszła do szafy i zaczęła w niej szperać, ignorując to, że nadal ją uważnie obserwuję. Wciągnęła na siebie białe figi, a na to narzuciła dłuższą, luźną, granatową koszulkę. Do tego dodała krótkie, dresowe spodenki.
 Nie śliń się tak.
 Skąd wiesz, że się ślinię?  odparłem, przekręcając się na bok. Oparłem się na łokciu.
 A nie?  zapytała, spinając klamrą włosy. Zerknęła na mnie przez ramię. Zrobiłem niewinną minę.
 A ty byś tego nie robiła, gdybym paradował przed twoim nosem z gołym tyłkiem?
 Nawet nie zaprzeczę.
 Więc nie czepiaj się. Co z tym śniadaniem? Jestem głodny.
 Podoba mi się twoje błyskawiczne tempo przechodzenia z jednego tematu na drugi.
 Taki mam zarąbisty urok osobisty, że cię wewnętrznie skręca.
 Podyskutowałabym.
 Holly, no! Nie bądź…  Ale nie dokończyłem, bo dziewczyna znów zaczęła się śmiać, a następnie wyszła z pokoju.

~***~
              Wsłuchiwałam się w muzykę, która leciała z telewizora. Bujałam się w jej rytm, nie mogąc tego kontrolować. Uśmiechałam się pod nosem, czując, że jestem szczęśliwa. Pierwszy raz od dawna naprawdę czułam się dobrze ze świadomością tego, że mogę bezpiecznie odkrywać to uczucie, którego się tak bałam. Luke skutecznie przełamał bariery, które nosiłam w sobie od długiego czasu. Do tej pory nie wiem, jak to zrobił, ale miał w sobie coś takiego, co nie pozwalało mi odejść. Pomogło też mi się bardziej na niego otworzyć. I chciałam z tego czerpać garściami.
              Z początku się bałam. Byłam wręcz przerażona tym, co mi wyznał. Wszystko łączyło się z przeszłością, do której nie chciałam wracać. Nie chciałam powtórki z rozrywki. Ale on taki nie był. Nie przypominał mi jego. Tego, którego tak usilnie wyrzucałam z pamięci. Tego, przez którego tak wiele wycierpiałam.
              Nie sądziłam, że tak szybko zmienię nastawienie. Wizja ucieczki stopniowo malała. Z każdym słowem i zapewnieniem blondyna te obawy i strach oddalały się ode mnie, dając mi na nowo nadzieję. Postanowiłam przestać analizować i poddać się temu, co się działo. Wziąć to, co mi oferował i znów zasmakować tego uczucia. Czy go kochałam? Nie byłam pewna, czy jest to już ten etap. Wiedziałam jednak, że Luke jest dla mnie kimś więcej. Może byłam nim zauroczona? Po swojemu zakochana? Nie umiałam tego nazwać. Był dla mnie cholernie ważny i nie chciałam go stracić. Zdobyłam się na odwagę, odrzucając wszelkie obawy i wchodząc w to, czego chciał i on.
 Holly?
 Trish?
                Odłożyłam kromkę tostowego chleba, kiedy usłyszałam głos przyjaciółki. Odwróciłam się i szybko ruszyłam w stronę salonu. Uniosłam brwi, a potem uśmiechnęłam się, widząc, że nie jest sama. Przyszła z Amy. Dziewczyna machnęła do mnie, a następnie niepewnie usiadła na kanapie. Trish wyszczerzyła się, zapewne nie mogąc doczekać się tego, bym w końcu opowiedziała jej o wszystkim. Wtedy w pubie, tylko nakreśliłam jej szybko sytuację, a potem wróciłam do domu. A moja przyjaciółka była ciekawską osobą, więc jej przesadny entuzjazm i podekscytowanie, wcale mnie nie zdziwiły.
 Robię tosty, chcecie?
 Chętnie  odpowiedziała Amy.
– A ja mogę ci pomóc, bo chcę wiedzieć… Wiesz, w jakiej sprawie i…
                 Urwała, gdy drzwi od mojego pokoju otworzyły się. Przed naszymi oczami stanął Luke, ubrany tylko w swoje czerwone bokserki. Jego włosy były rozczochrane i w kompletnym nieładzie. Szeroko ziewnął. Dopiero po chwili zorientował się, że nie jesteśmy już sami. Rozchylił lekko usta, robiąc zakłopotaną minę.
 No, no  rzuciła Trish, poruszając sugestywnie brwiami.  Nie sądziłam, że mamy gościa.  Zerknęła na mnie rozbawiona.  To ja chyba o szczegóły pytać nie muszę.
 Ja za to muszę się ubrać, bo…
 Nie musisz. Nie kręci mnie męskie ciało.
 Mnie też nie  odezwała się Amy, a potem parsknęła śmiechem.
 Chociaż jest na co się pogapić.
 Ja się pójdę jednak ubrać  rzucił ze śmiechem, robiąc krok do tyłu.
 Amy, to Luke – pociągnęła Trish.
 Kojarzę cię z 5 Seconds of Summer.
 Pracuję tam   pociągnął blondyn, nadal powoli cofając się. Musiałam mocniej zacisnąć usta, by nie parsknąć śmiechem, bo wyglądało to dość komicznie.
 Luke to – zaczęła przyjaciółka
                 Znów na mnie spojrzała, nie wiedząc, jak określić naszą relację. Zauważyłam, że i Hemmings się zatrzymał, czekając na to, co powiem. Zawahałam się, ale gdy tylko przypomniałam sobie te wszystkie fantastyczne chwile, moja pewność siebie wróciła ze zdwojoną siłą. Nie chciałam się bać mówić tego na głos ani zaprzeczać temu, co było między nami. Nie chciałam określać tego w żaden inny sposób.
 To mój chłopak  dokończyłam za nią. Blondyn uśmiechnął się szeroko. Dostrzegłam błysk w jego oczach. Skinął mi głową, a potem wrócił do pokoju, by w końcu się ubrać.  Luke Hemmings, mój chłopak  powtórzyłam w myślach, czując przyjemne ciepło, które rozchodziło się po moim ciele. Na ziemię sprowadził mnie dopiero pisk Trish.  A tobie co?
– Tak bardzo się cieszę!
 A ja dalej jestem głodny!  rzucił blondyn zza zamkniętych drzwi.
 Idę robić te tosty  odparłam, przekręcając teatralnie oczami.
 Pomogę ci  powiedziała przyjaciółka, a potem złapała mnie za ramię.  Musisz mi opowiedzieć wszystko – dodała, ściszając głos.
 Wszystko?
 Wszystko.
 Nie chcesz wiedzieć wszystkiego.
 Dobra, wasze łóżkowe igraszki możesz zachować dla siebie.
 Ulżyło mi.
 Więc?
 Więc.
 Mów!  ponagliła mnie. 
              Nie miałam wyboru. Weszłyśmy do kuchni, zabierając się za śniadanie. Pokrótce opowiedziałam jej o tym, co się dokładnie stało, kiedy ona była zajęta szaleniem na parkiecie z Amy.


***
Hemmo w końcu się odważył i porozmawiał z Holly. Dziewczyna się przełamała i opowiedziała mu swoją historię. Wyszło, jak wyszło - zobaczymy, co będzie dalej z tą parką :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu i że nie przysnęłyście, bo wyszedł długaśny. Nie chciałam go jednak dzielić na części. 

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Dziękuję za wszystkie komentarze, które są doskonałą motywacją do pisania. 

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF


1 komentarz: