środa, 3 maja 2017

16 Króliczku?

             Nachyliłem się w stronę zaparowanego lustra. Przetarłem go dłonią. Zatrzymałem wzrok na swoim odbiciu. Ogarnąłem z czoła mokre włosy, a następnie złapałem za biały, miękki ręcznik. Okręciłem go wokół bioder. Po tym szybkim prysznicu przynajmniej nie czułem na sobie tych wszystkich płynów do szorowania, które używałem, gdy pucowaliśmy pub.
             Wróciłem do domu szybciej niż Michael i Ashton. Calum dzisiaj w ogóle nie pojawił się w 5 Seconds of Summer. Przyczyną tego było to, że ślęczał nad pracą, a jej rozdział oddać musiał na jutrzejszym seminarium. Pozostali zostali dłużej, by wprowadzić dwie nowe osoby, które miały zacząć u nas pracę. Klientów przybywało i w końcu doszliśmy do wniosku, że przydadzą nam się dodatkowe ręce do roboty na te najbardziej oblegane dni  czyli weekendy.
               Sam miałem zostać w barze, ale chłopaki uznali, że śmiało mogę wracać do domu i przygotować się do wyjścia, jakie miałem w planach. Nie ukrywam, ale było mi to na rękę, bo planowałem dzisiaj pierwszą randkę z Holly. Choć znaliśmy się już od jakiegoś czasu, to jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji wyjść na tak oficjalne spotkanie. Wcześniej też byliśmy parą kumpli od seksu i raczej randki nie wchodziły w ogóle w rachubę. Teraz miało się to zmienić. Naprawdę chciałem, byśmy spędzili ten czas na dobrej zabawie. Chciałem, by dziewczyna czuła się dobrze i nie rozpamiętywała przeszłości, która w jej przypadku w kwestii związków nie była nazbyt kolorowa. Byłem pewny, że małymi krokami pomogę jej na nowo zaznać tego uczucia, które nie było takie złe, jak zakładała. Chciałem, by znów się na nie otworzyła. Chciałem, by poczuła do mnie to samo, co ja czułem do niej.
                Przeczesałem włosy grzebieniem, nieco je przyklepując. Pokręciłem się jeszcze po łazience, do końca się ogarniając. W końcu gdy uznałem, że wszystkie moje prysznicowe rytuały zostały wykonane, wyszedłem z pomieszczenia.
 Cześć.
 O matko, Holly!  odparłem podnosząc głos.
               Automatycznie podskoczyłem. Moja ręka odruchowo powędrowała w stronę klatki piersiowej, jakbym był bliski zawału. Czułem, jak moje serce przyspieszyło. Tak samo i oddech. Spojrzałem na dziewczynę z wyrzutem, a ona zaśmiała się cicho.
 Wystraszyłam?
                Podciągnęła się na sofie. Oparła dłonie o oparcie, a na nich ułożyła głowę. Jej piwne tęczówki ani na moment nie oderwały się od mojej osoby, co niesamowicie mi się podobało. Lubiłem, kiedy jej cała uwaga była skierowana na mnie. Szczególnie że Holly patrzała się na mnie tak, jakby nie widziała niczego poza mną, co niesamowicie mi schlebiało i miłe łechtało moje ego. Czułem się ważny. Ważny dla niej.
 Jak tu weszłaś?
 Zostawiłeś otwarte drzwi. Znowu  powiedziała, uśmiechając się.  Chyba muszę ci urządzić pogadankę na temat bezpieczeństwa, Hemmings.
 Bezpieczeństwa?  pociągnąłem, pochodząc do niej.
                 Dziewczyna dokładnie śledziła mój każdy kolejny krok. Zatrzymałem się przed nią. Nachyliłem się, również opierając się o oparcie sofy. Teraz nasze twarze znajdowały się na podobnej wysokości. Uśmiechnąłem się.
 Ktoś może cię okraść, zadźgać…
 Zadźgać?
 Nie chcę, by cię zadźgano  powiedziała, a potem wydęła usta w podkówkę, co było naprawdę urocze w jej wykonaniu.  Zamykaj za sobą drzwi, Hemmings. Los w końcu może skopać ci ten twój ufny, seksowny tyłek.
 Przywitasz się ze mną, tak jak powinnaś przywitać się ze swoim chłopakiem?
 A obiecasz mi, że zaczniesz zamykać te cholerne drzwi?
 Obiecuję.
 W takim razie… Cześć  odparła, muskając moje usta swoimi.
 Cześć, kochanie – pociągnąłem, całując ją szybko po raz kolejny.  Teraz ty.
 Co?
 Powtórz za mną: cześć, kochanie.
 Cześć, kochany łosiu.
                Skrzywiłem się, udając mocno urażonego. Wyprostowałem się, a potem obszedłem kanapę, by w finale paść na jej sam koniec. Przetrzymałem dłonią ręcznik, by nie zsunął mi się z bioder. Nie musiałem długo czekać na reakcję Holly. Dziewczyna ponownie zaśmiała się. Przybliżyła się do mnie niemalże od razu, obejmując mnie. Jej ciepłe usta musnęły kącik moich warg. Musiałem się naprawdę postarać, by nie zacząć się szczerzyć, jak nienormalny.
 Czy to jest ten moment, kiedy ty obrażasz się o łosia, a ja czuję poczucie winy, więc zaczynam cię przepraszać?
 Tak.
 Nic z tego… Łosiu – powiedziała ze śmiechem, przejeżdżając palcami po moim ramieniu.  Będziesz tak tu siedział w samym ręczniku?
 Tak, dopóki nie zaczniesz mnie, jakoś fajniej nazywać.
 Mi tam to nie przeszkadza. Mam co oglądać  pociągnęła, a jej ręka zjechała na moją klatkę piersiową.
 Holly?
 Mam do ciebie mówić: skarbie, kotku, misiaczku?
 A coś oryginalnego?
 Łoś jest oryginalny.
 Holly  jęknąłem, przekręcając oczami.
 Tak, chłopczyku?
 Chłopczyku?  Skrzywiłem się. Dziewczyna znów parsknęła śmiechem.  Mogłem nie zaczynać tego tematu.
                 Zerknąłem na nią. Widząc jej szeroki uśmiech, nie mogłem dłużej powstrzymywać swojego. Złapałem ją za ramię, zmuszając, by przybliżyła się bardziej. Ująłem drugą dłonią jej policzek, ponownie złączając nasze usta. Poczułem od niej nutkę mięty, jakby niedawno jadła cukierka lub gumę o tym smaku.
 I tak się na ciebie obrażę  powiedziałem, kiedy odsunęła się.
 Dlaczego? Co takiego zrobiłam?
 Przyszłaś tu  jęknąłem, machając rękami. Holly uniosła jedną brew, zupełnie nie rozumiejąc, o co mi chodzi. Gdy przestała się uśmiechać, zrozumiałem, jak mogła to odebrać.  Nie, to nie tak… Chodziło mi o to, że… Miałem taki idealny plan, który tyczy się naszej randki, ale…
 Pojawiłam się za szybko?
 Miałem pojechać po ciebie. Ty byś wsiadła do samochodu, a ja wtedy wręczyłbym ci bukiet oklepanych, czerwonych róż i powiedział coś w stylu, że bardzo cię kocham i nie mogę się doczekać naszej randki, a ty byś się uśmiechała i cieszyła razem ze mną i… Zepsułaś to  pociągnąłem, mrużąc oczy.
 Nie musisz dawać mi kwiatów  odparła, ponownie mnie obejmując. Przycisnęła swój policzek do mojego.  Wystarczysz mi ty i to, że jesteś obok.
 O! To było świetne i przyjemne. To było bardzo, bardzo dobre. Co jeszcze?
 Jak co jeszcze?
 Mów mi dalej.
 Mam ochotę zerwać z ciebie ten ręcznik.  Spojrzałem na nią, a potem oboje parsknęliśmy śmiechem.
 To było też dobre, ale takie rzeczy zostawmy sobie na potem.
 Jestem seksoholikiem, więc…
 Nie jesteś  odparłem, kręcąc głową. Nasze oczy znów się ze sobą spotkały.  Przynajmniej ja to tak odbieram. Ty po prostu zastępowałaś jedno drugim. Zastępowałaś tym miłość i…
– To nie czyni mnie uzależnioną?
 Bardziej zagubioną.
 Ciekawa teoria  odparła, siadając na moich udach. Przetrzymałem ją, by nie spadła. Oparła dłonie o moje ramiona.  Co dalej z naszą randką? Co było w planach po tym, jak odjechaliśmy spod mojego bloku?
 Nic nie powiem.
 Dlaczego?
 Chcę cię zaskoczyć. Ale kwiaty i tak dostaniesz.
 Mówiłam, że nie musisz mi ich dawać i…
 Za późno, bo już je kupiłem.   Jej oczy powiększyły się.  Stoją w sypialni i…
                  Nie zdążyłem dokończyć. Dziewczyna pospiesznie wstała, a potem pognała do pokoju obok. Wychyliłem się, nie chcąc stracić jej z zasięgu wzroku. Po chwili jednak i tak to się stało, kiedy weszła do sypialni.
 Luke, one są takie piękne!
 Nie ruszaj! Możesz je dotknąć, jak…
                 Holly wyszła z pokoju, trzymając w dłoniach duży bukiet złożony z czerwonych róż. Obwiązane były grubą, krwistoczerwoną wstążką. Na jej końcu uformowano zgrabną kokardę. Przyjrzała się im, jakby były dziełem sztuki. Mogła się zapierać i mówić swoje, ale wiedziałem, że mimo tej otoczki lubi takie rzeczy. Odrobina romantyzmu nikomu nie zaszkodziła, a w jej przypadku chciałem to stosować jeszcze częściej. Kwiaty też były dobrym sposobem, by zaakcentować naszą pierwszą randkę.
 Miałaś je dostać później, jak będziemy wychodzić.  Dziewczyna podniosła wzrok znad bukietu. Na jej twarzy znów wymalował się uśmiech. To był naprawdę uroczy obrazek.   W porządku już są twoje.
 Dziękuje.
 Jak widzę się podobają.
 Bardzo  odparła, podchodząc bliżej. Nachyliła się i znów złączyła nasze usta.  Dziękuję  wyszeptała, a ja poczułem przyjemny dreszcz na plecach, gdy musnęła palcami mój policzek.  Co zaplanowałeś na naszą randkę?
 Nic nie powiem  powtórzyłem z zadowoleniem.  Widzę jednak, że dostosowałaś się do moich instrukcji w kwestii ubioru  pociągnąłem, mierząc ją wzrokiem.
 Miało być wygodnie.
 Dokładnie.  Złapałem ją za rękę, kiedy się wyprostowała.  Wracaj tu, chcę jeszcze się pomiziać.
 A nasza randka?
 Tylko chwila  jęknąłem, niczym małe dziecko.
 Ubieraj się  pociągnęła, klepiąc mnie po ramieniu.  Nie mogę się doczekać tego, co wymyśliłeś.
                    Uśmiechnąłem się, a potem posłusznie wstałem z kanapy. Widząc to, że naprawdę jest zaciekawiona i podekscytowana wyjściem, nie chciałem, by czekała dłużej. Miałem tylko nadzieję, że mój pomysł jej się spodoba i że Holly naprawdę będzie się dobrze bawić.

                   Najpierw postawiłem na obiad w niewielkiej knajpce, która mieściła się w centrum Sydney. Zaraz po posiłku zabrałem Holly do pobliskiego, dużego parku. Spacerowaliśmy alejkami, pogrążeni w rozmowie. Mogłem tam tkwić z nią bez końca. Naprawdę uwielbiałem jej towarzystwo. Niemalże przez cały czas trzymałem jej dłoń lub obejmowałem ją, co tym bardziej mi odpowiadało. Taka bliskość była przyjemnym urozmaiceniem. Wcześniej również nie szczędziliśmy sobie drobnych gestów, które przekraczały granicę czysto kumpelską, ale nasza relacja i tak była dziwna. Teraz jednak bez przeszkód mogłem robić to, czego chciałem od tak dawna. Bez zawahania i jakiegokolwiek głębszego przemyślenia, pod względem tego, jak ona to odbierze. Byliśmy razem.
                   Będąc w parku zrobiliśmy sobie kilka zdjęć. Zatrzymaliśmy się na dłużej przy niewielkim stawku, a ja z uśmiechem obserwowałem to, jak Holly zachwyca się małymi i większymi kaczkami, które leniwie pływały po jego tafli. Mimo wszystko i tak kontrolowałem czas, bo główna atrakcja była dopiero przed nami, a ja nie chciałem byśmy się spóźnili. Wtedy przepadłaby rezerwacja, którą zrobiłem.

                  Zaśmiałem się cicho, widząc Holly, która nie odrywała wzroku od wielkiego, świecącego szyldu, który wisiał nad drzwiami lokalu. Jej oczy lekko powiększyły się. Zamrugała, a potem powoli odwróciła się, by móc na mnie spojrzeć.
 Zatkało?
 Będziemy jeździć na wrotkach?
 Dokładnie  odparłem, kiwając głową. Pokręciłem nosem, gdy znów spojrzała na krzykliwy napis.  O matko… Nie trafiłem, tak? To głupie?
 Nie, po prostu…
 Chciałem zrobić coś innego niż zabranie cię na oklepaną kolację czy do kina i… Nie musimy tam iść, jak nie chcesz. Możemy zrobić…
                  Nie pozwoliła mi dokończyć. Szybko objęła mój kark rękami, a potem musnęła moje usta. Od razu przestałem chłapać jadaczką. Dopiero po chwili zrozumiałem, że właśnie w tym celu to zrobiła. Bym w końcu pozwolił jej mówić. Zaśmiałem się, widząc, że uśmiecha się szeroko.
 Podoba mi się ten pomysł. Nie robiłam tego od bardzo dawna.  Przejechała rękami po mojej koszulce, wygładzając ją.  Umiesz jeździć?
 Ponoć z tym jest, jak z jazdą na rowerze. Tego się nie zapomina.
 Świetnie, bo nie chcę, byś się uszkodził.
 Nie jestem tak beznadziejnym przypadkiem, jak myślisz  powiedziałem z pewnością w głosie, ruszając do przodu.
                   Wtedy potknąłem się o nierówną kostkę brukową. Zamachałem rękami, ale w ostateczności udało mi się utrzymać równowagę i uchronić się przed rozpłaszczeniem się na środku chodnika. Holly parsknęła śmiechem, przytykając dłoń do ust.
 To był nieoczekiwany wypadek.
 A są oczekiwane wypadki?
 Nie łap mnie za słówka, skarbie.
 Jasne, króliczku, jak tam chcesz. Idziemy?
 Króliczku?  Dziewczyna minęła mnie, kierując się w stronę drzwi.  Króliczku? Wyglądam, jak gryzoń?
 Chciałeś, bym nazywała cię jakoś oryginalnie.
 Pomyślę nad tym, czy króliczek jest oryginalny i czy mi się podoba. – Ruszyłem za nią.  Wyglądam, jak królik? To przez moje większe przednie zęby? Holly, nie mam, aż tak odstających uszu, jak królik, prawda?
 Nie masz odstających uszu.
 To skąd ten królik?
 Dobra, zapomnij, że to powiedziałam.
 Ale…
 Chodźmy na te wrotki  odparła, łapiąc mnie za rękę i ciągnąć w stronę wejścia.
                    Kiedy weszliśmy do środka, zrozumiałem, że dobrze zrobiłem rezerwując nam wcześniej miejsca. Ludzi było całkiem sporo, a część z nich musiała zostać odesłana z przysłowiowym kwitkiem, bo klientów było znacznie więcej niż lokal mógł ich pomieścić. I tak jednak musieliśmy odczekać swoje, by dostać się do kasy. Na nasze nadgarstki założono krzykliwie, różowe opaski, które służył też za klucze do niewielkich szafek, w których można było zostawić buty i inne prywatne rzeczy. Dostaliśmy też po parze wrotek  Holly w kolorze białym, ja w czarnym.
                  Zawiązałem drugą sznurówkę, a następnie podniosłem głowę. Omiotłem wzrokiem ciemnobrązową salę. Na środku niej znajdował się duży tor. Na nim na podwyższeniu stał DJ z czerwoną peruką, który puszczał znane kawałki z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Do tego dochodziły migające światła, które dodawały klimatu. Wokół toru rozstawiono liczne małe stoliczki i krzesła. Był tu też bar, który oferował napoje, przekąski i desery.
                  Uśmiechnąłem się do Holly, która podniosła się z miejsca. Poprawiła koszulkę, a potem wyciągnęła w moją stronę rękę. Chwyciłem za nią, również wstając z krzesła. Zachwiałem się. Dziewczyna zacisnęła lekko usta, dokładnie mi się przyglądając. Jednak nie skomentowała tego w żaden sposób. Dobra, nigdy nie jeździłem na wrotkach. Za dzieciaka miałem rolki, więc powinienem sobie poradzić. Modliłem się tylko w duchu o to, by się totalnie nie zbłaźnić. Przecież to nie może być takie trudne, prawda?
                  Jednak było to trochę trudne. Ale tylko odrobinę i to na początku. Potem jakoś moje ciało ogarnęło to, że do stóp mam przytwierdzone kółka. Przestawiłem się i udało mi się jakoś utrzymywać równowagę. Z każdą kolejną minutą szło mi coraz lepiej. Inaczej radziła sobie Holly. Jakby nigdy nie ściągała z nóg wrotek. Zanim ja przyzwyczaiłem się do jazdy, ona krążyła wokół, nawet na moment nie zostawiając mnie samego. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech, jakby ta jazda pozwalała jej rozwinąć skrzydła i znów poczuć się, jak dziecko.
 Nie przyspieszaj  powiedziała, kiedy nabrałem większego tempa.  To nie wyścigi.
 Samo tak wychodzi.
 Samo?
 Samo.
 Umiesz hamować?
 Nie mam pojęcia. Nie próbowałem  pociągnąłem, wzruszając ramionami.  Najwyżej zatrzymam się na barierce.
 Dobre i to  odparła, a ja szybko złapałem ją za dłoń.
                  Jeździliśmy od dobrej godziny, a mój poziom nauki w tej dziedzinie wzrastał. Wypróbowałem nawet jazdę na jednej nodze i ani razu nie zaliczyłem bliskiego spotkania z parkietem. Przygotowywałem się też do okręcenia się wokół własnej osi, tak jak robiła to Holly. Chociaż coś z tyłu głowy podpowiadało mi, że to może nie jest zbyt dobry pomysł. Miałem tylko nadzieję, że nie stracę zębów.
 Patrz na to! Patrz na mistrza!
                   To jednak był błąd. Mogłem posłuchać mózgu, który szeptał mi cicho, by nie próbować robić czegoś, co sprawi, że wyląduję na czterech literach lub na twarzy. Jednak zignorowałem to, przechodząc do czynów. Przymierzyłem się do obrotu. Już chciałem go wykonać, kiedy nagle jedna noga uciekła mi w bok. To była chwila, jak runąłem na ziemię, uderzając prawym kolanem w twardy parkiet. Druga stopa poleciała w innym kierunku, więc tylko jedna kończyna ucierpiała. Zaraz po tym pacnąłem na tyłek, tuż pod nogi mojej dziewczyny.
                 Skrzywiłem się, czując nieprzyjemny ból, rozchodzący się od kolana w stronę stopy. Pogratulowałem sobie w myślach debilizmu i braku rozsądku. Na co się porywałem? Że będę śmigał na wrotkach, jak zawodowiec? Tak moja chęć zaimponowania Holly sprawiła, że zachowałem się, jak kretyn. Mogłem nie przeginać i nie wydziwiać, szczególnie że byłem totalnym amatorem. Wrotki miałem na nogach pierwszy raz w życiu. Głąb.
 Nic ci się nie stało?  zapytała, pomagając mi się podnieść.
 Nie, jest okej  wydusiłem, starając się nie pokazywać tego, jak cholernie boli mnie to głupie kolano.
 Luke?
 To był tylko mały wypadek. Nic mi się nie stało.
 Kulejesz.
 Wcale nie  zaprzeczyłem szybko, chcąc zamaskować ten charakterystyczny krok osoby, która ma problem z bolącą dolną kończyną. Nie chciałem wyjść na ofiarę losu. Chociaż chyba było już za późno.
 Może usiądź…
 Jest w porządku, skarbie i… Ała, nie, dobra… Masz rację. Usiądę na chwilę, a ty sobie nie przeszkadzaj i…
 Daj spokój  rzuciła, pomagając mi dojść do bramki.
                Starałem się nie opierać na niej całego ciężaru, szczególnie że byłem od niej większy. Doczłapaliśmy się do wyjścia, a potem do pierwszego wolnego stolika. Obsługa od razu szybko zainteresowała się moim beznadziejnym przypadkiem. Ich też zapewniłem, że nic poważnego się nie stało, więc odpuścili. Holly zabrała moją opaskę, by dostać się do szafki. Przyniosła nasze rzeczy. Przebraliśmy buty, choć w moim wykonaniu i to było ciężkie do zrobienia, szczególnie gdy musiałem zginać prawą nogę. Porażka po całości.
                 Dziewczyna uznała, że przyda nam się dłuższy odpoczynek. Poszła zamówić dla nas desery. Na dodatkowe jedzenie nie musiała mnie wcale namawiać. Obserwowałem ją przez cały czas, jak czekała w kolejce przy barze, a potem składała zamówienie. Lubiłem na nią patrzeć i nawet nie próbowałem tego ukrywać. W końcu wróciła do stolika, podając mi nieduży worek z lodem, zawinięty w biało-różową ścierkę.
 A to?
 Poprosiłam o odrobinę lodu i barman dał mi to.
 Wszędzie wszystko załatwisz?  odparłem ze śmiechem, przykładając okład do kolana.
                  Odczekałem chwilę, by przyjemny chłód mógł przeniknąć przez moje czarne dżinsy. O tak, teraz było znacznie lepiej. Podniosłem z powrotem wzrok, by znów spojrzeć na Holly. Przyglądała mi się z troską i niepokojem, co było na swój sposób rozczulające. Martwiła się o mnie.
 Nic mi nie jest.
 Na pewno?
 W stu procentach.  Dziewczyna uniosła jedną brew.  No dobra, w siedemdziesięciu pięciu.
 Zjemy lody i wracamy do domu.
 Ale… To nie miał być koniec naszej randki  mruknąłem niezadowolony.  Chciałem cię zabrać na spacer na plażę. Wieczorem jest tam świetnie. A potem może jakaś szybka kolacja i…
 Raczej dziś już sobie nie pospacerujesz.
 Nie jestem, aż tak kontuzjowany  odparłem z pewnością w głosie.
 A może pojedziemy do ciebie i pooglądamy filmy? Kupimy w sklepie, jakieś przekąski? Co ty na to?  zaproponowała, wyciągając z deseru długą łyżeczkę. Przez chwilę zagapiłem się na to, jak oblizuje ją z każdej strony. Zamrugałem pospiesznie, wracając do rzeczywistości.
 Zostaniesz u mnie?
 A chcesz?
 Bardzo.
 W takim razie ustalone  powiedziała, po raz kolejny uśmiechając się szeroko.

                  Niestety, kiedy ruszyłem się z miejsca, szybko doszedłem do wniosku, że jednak z moim kolanem nie jest tak dobrze, jak zakładałem na początku. Nadal cholernie bolało, choć już bez pomocy Holly doczłapałem się do samochodu. Moje chodzenie nie przypominało też ruchów zdrowego człowieka. Kuśtykałem dalej, marząc o tym, by ktoś zamienił mi uciążliwą kończynę na nowy i zdrowy egzemplarz. Czułem też, że kolano jest nabrzmiałe, a do tego spuchnięte – to drugie było nawet dość widoczne.
                 Holly szybko przejęła ode mnie kluczyki od auta, zamieniając się ze mną miejscami. Teraz ona robiła za kierowcę, a ja nie miałem nic przeciwko temu. Domyślałem się, że wciskanie pedałów byłoby w tym momencie dla mnie dodatkową katorgą. Na szczęście dziewczyna miała prawo jazdy i całkiem nieźle radziła sobie za kółkiem. Choć z początku trochę bałem się z nią jechać. Dobra, może nie tyle bałem się o siebie, co o swój samochód.
                  Kiedy zatrzymaliśmy się przy sklepie, który sąsiadował z całodobową apteką, wyciągnąłem z kieszeni telefon. Holly załatwiała zakupy, również te medyczne, a ja musiałem na nią poczekać. Mając chwilę czasu, skontaktowałem się z chłopakami, by dowiedzieć się czegoś na temat nowych osób, które miały dołączyć do naszego zespołu. Z tego, co powiedzieli, nadawali się do tej pracy, więc postanowili ich przyjąć. Podczas tej rozmowy nie obeszło się także bez pytań o randkę, którą odrobinę zawaliłem swoim bezmózgim podejściem. Moi kochani przyjaciele zamiast mi współczuć, zaczęli się śmiać, a potem stwierdzili, że specjalnie uszkodziłem sobie kolano, by wymigać się od roboty. Wyraźnie zaznaczyli, że mam zapomnieć o jakimkolwiek zwolnieniu lekarskim. Grunt to dobrzy kumple, nie ma co.

                 Upiłem kolejny łyk piwa. Wychyliłem się, odstawiając butelkę na podłogę. Potem podciągnąłem się, by poprawić pozycję w jakiej byłem, a była to poza pół leżąca, pół siedząca. Skrzywiłem się odrobinę, gdy przez ten ruch moje cholerne kolano znów dało o sobie znać. Pokręciłem nosem, nadal wyczuwając dziwny i specyficzny zapach maści, którą kupiła w aptece Holly.
                  Przechyliłem się w bok, chcąc sięgnąć paczkę chipsów, która niewinnie leżała na stole. Wyciągnąłem rękę, ale opakowanie było dalej niż przypuszczałem. Prawie zleciałem z kanapy, próbując zdobyć przekąskę. Na szczęście udało mi się w porę przetrzymać oparcia, by moja twarz nie spotkała się podłogą. W momencie, gdy wyprostowałem się i niezadowolony wróciłem do wcześniejszej pozycji, do salonu wróciła Holly. Uśmiechnąłem się. Miałem nadzieję, że nie widziała mojej kolejnej porażki i sieroctwa w jednym.
– Mam coś dla ciebie.
 Dla mnie?  zapytałem zaciekawiony.
                  Dziewczyna zaśmiała się, podchodząc do kanapy. Widziałem, że trzyma coś za plecami, ale nie mogłem dojrzeć tego, co to dokładnie było. Oparła się o oparcie, nie odrywając ode mnie piwnych oczu. Cmoknąłem pod nosem zniecierpliwiony.
 Coś dla twojego chorego kolana  odparła, wyciągając przed siebie okład z lodem. Zamachała nim, znów cicho śmiejąc się pod nosem.
 Myślałem, że będzie to coś fajnego.
 Skoro nie potrzebujesz, to zabieram to z powrotem do kuchni.
 O nie! Dawaj  powiedziałem ze śmiechem, zabierając jej okład. Szybko położyłem go na obolałym miejscu, a potem odchyliłem głowę, układając ją na poduszce. Na mojej twarzy pojawiło się nieukrywane zadowolenie.  Idealnie.
                   Między nami zapanowała cisza. W końcu rozchyliłem powieki, by móc spojrzeć na dziewczynę. Holly dalej obserwowała mnie z ciekawością. Chwyciłem jej rękę, lekko ciągnąc ją do siebie.
 No, chodź. Poleż ze mną.
 Chciałam wybrać nam film i…
 Chodź  odparłem, ponawiając próbę przyciągnięcia jej.
                W końcu dziewczyna obeszła kanapę. Nawet na moment nie puściła mojej ręki. Usiadła obok, a ja od razu złapałem za jej ramię. Pociągnąłem ją po raz kolejny, by jeszcze bardziej zmniejszyć odległość między nami. Zaśmiała się, a potem musnęła ustami mój nos.
 Nie przeginaj  powiedziała cicho, kiedy powoli wsunąłem palce pod jej koszulkę.
 Nic nie robię.
– Jesteś kontuzjowany.
 Ale tylko w tym jednym, mało istotnym miejscu.  Znów zaśmiała się.  Nie jestem beznadziejnym egzemplarzem łopatologicznego faceta.
– Nawet przez chwilę tak nie pomyślałam.
 Chciałbym ci wierzyć.
– Naprawdę nie  odparła, przejeżdżając palcem wzdłuż linii mojej szczęki.  Czasami jesteś trochę niezdarny, ale to jest całkiem słodkie.
 Słodkie?  Skrzywiłem się, marszcząc dodatkowo nos. Holly ponownie obdarzyła mnie cichym śmiechem.  Obiecuję poprawę.
– Nie zmieniaj się. Chociaż dobrze by było, gdybyś zaczął na siebie uważać. To tyczy się też zamykania za sobą drzwi na klucz.
 Myślałem, że już przerobiliśmy ten temat.
 A zamknąłeś je na klucz?  Przygryzłem wargę, patrząc na nią niewinnie.  Widziałam  rzuciła, pukając mnie w ramię.
 Zerkniesz, czy okna są pozasłaniane?
 Co mają do tego okna?
 Ale są zasłonięte?
 Są.
 Idealnie. Zmienimy trochę plany. Najpierw szybkie zaakcentowanie końca naszej randki, a potem wrócimy do jedzenia i filmów.
 Myślałam, że to ja należę do anonimowych seksoholików.
 Jakby nie patrzeć, ja też chodzę na terapię.
 Bo przegrałeś zakład, więc to się nie liczy.
 Szczegóły  rzuciłem, ujmując jej twarz w dłoniach. Po chwili znów złączyłem nasze usta. I nie był to ostatni raz w tym pełnym atrakcji dniu.


***
Jak tam, Króliczki? Mamy pierwszą oficjalną randkę za tą parką. Między nimi pojawiło się trochę spokoju. No i nasza sierota Luke w końcu ma to czego chciał. Plus zyskał drobną kontuzję, ale jakoś sobie poradzi i z tym :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF

2 komentarze:

  1. Biedny Luke i jego kolano. Znam ten ból też miałam problem z kolanem i wiem jak to boli. Ale uroczo. Coraz bardziej podoba mi się to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń