piątek, 7 lipca 2017

19 Była tylko moja, a ja tylko jej

                 Odłożyłam telefon z powrotem na szafkę. Jeszcze chwilę temu komórka wibrowała na blacie, wyrzucając z siebie znaną melodię. Podniosłam się z łóżka, ziewając. Przecierając dłonią jedno oko, ruszyłam po ciemku w stronę wyjścia. Po omacku namierzyłam klamkę, a następnie przeszłam do salonu. W czasie tego krótkiego marszu, zerknęłam jeszcze kontrolnie po raz kolejny na zegar, który stał tuż pod telewizorem. Pokazywał trzecią dwadzieścia trzy w nocy.
                 Ziewnęłam po raz kolejny, docierając w końcu do drzwi wejściowych. Otworzyłam je. Luke stał na korytarzu, opierając się barkiem o boczną ścianę. Zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu. Na jego bladej twarzy malowało się zmęczenie. Miał lekko przekrwione oczy. Ewidentnie potrzebował snu.
 Mogłem wziąć od ciebie klucze. Nie musiałabyś wstawać  powiedział, nachylając się. Cmoknął mnie przelotnie w usta, a potem wszedł do mieszkania.  Padam z nóg.
 Wyglądasz tragicznie. Wykończycie się w końcu i…
– Michael wraca dzisiaj po południu, więc też będzie inaczej.
 A co z Calumem?  zapytałam, nie odrywając od niego wzroku. Chłopak ściągnął czarną kurtkę, wieszając ją na wieszaku. Potem pozbył się butów.
 Nadal kiepsko się czuje, ale przynajmniej odzyskuje głos. Idę do łazienki.
                    Kiwnęłam głową, a blondyn odwrócił się. Ruszył do pomieszczenia obok. Przez chwilę jeszcze stałam w salonie, a potem wróciłam do pokoju. Zapaliłam lampkę, która stała przy łóżku. Zaczęłam powoli poprawiać pierzynę, czekając na powrót Hemmingsa.
                   Luke i Ashton od ponad tygodnia sami zajmowali się barem. Michael wyjechał ze swoją dziewczyną do jej rodziny. Dzień później choroba rozłożyła Caluma, sprawiając, że na polu pracy została tylko wcześniej wymieniona dwójka. Do pomocy mieli dwójkę pracowników, ale tamci też byli ograniczeni przez studia. To samo tyczyło się blondyna. Chłopak zarywał noce, ucząc się, a gdy tego nie robił, siedział w barze. I tak na okrągło. Nic dziwnego, że dotarł już do tego punktu, w którym niewyspanie, ciągłe bycie na największych obrotach, dawało mu się we znaki.
                    Odwróciłam się w momencie, gdy do pokoju wszedł Luke. Byłam pewna, że szykowanie się do snu zajmie my więcej czasu. Chłopak bez słowa ściągnął z siebie spodnie, skarpetki i koszulkę, kładąc wszystkie te rzeczy na krześle, które stało przy biurku. Potem w samych bokserkach rzucił się na łóżko, obejmując ciasno ramionami poduszkę.
 Nie bierzesz prysznica?
 Umyłem gębę i zęby i… Reszta jutro. Marzę o śnie, choć i tak się nie wyśpię, bo na ósmą mam kolokwium.
 Luke, powinieneś odpocząć. Może spróbuj jakoś inaczej rozplanować sobie dzień? Nie pociągniesz tak długo. Ashton pewnie też jest wykończony. Wiem, że jak Calum i Michael wrócą do pracy, to wszystko będzie po staremu, ale potrzebujecie, chociaż jednego dnia wolnego od wszystkiego, by się porządnie na nowo zregenerować i wyluzować i… Luke?
               Spojrzałam z niedowierzaniem na blondyna, który w ogóle mnie nie słuchał. Jego oddech był spokojny i miarowy, co tylko utwierdziło mnie w tym, że po prostu zasnął. I to w bardzo szybkim tempie. Musiał być naprawdę wykończony.
               Przekręciłam oczami. Podeszłam do łóżka, kładąc się na miejsce obok. Sprawdziłam raz jeszcze, czy aby na pewno nastawiłam dobrze budzik w telefonie. Potem złapałam za kołdrę przykrywając nie tylko siebie, ale także i jego. Hemmings po prostu pacnął na łóżko, zapominając o pierzynie. Opatuliłam go, tak by było mu ciepło. Następnie wyłączyłam lampkę i przysunęłam się do chłopaka. Objęłam go, wtulając się w jego ramię. Lubiłam zasypiać i budzić się obok niego.

~***~
                 Miałem wrażenie, że dopiero co położyłem się spać, a już słyszałem dźwięk budzika. Wypuściłem cicho powietrze z ust, wyłapując cichą krzątaninę Holly. Dziewczyna wyłączyła telefon, a potem powoli wstała z łóżka. Wcisnąłem się bardziej w poduszkę, marząc o dalszym śnie. Jednak nic z tego.
                 Postanowiłem dzisiaj nocować u Holly. Ostatnio nie miałem zbytnio czasu na sen i odpoczynek, więc bałem się tego, że w końcu przez zmęczenie tak mocno zasnę, że nie obudzę się na czas. A dzisiaj nie mogłem sobie na to pozwolić. Na uczelni czekało mnie ważne kolokwium, na którym musiałem być. Dlatego po skończonej pracy w pubie, pojawiłem się u niej w mieszkaniu, aby zyskać pewność, że na pewno nie zaśpię. Dziewczyna też wstawała rano, by udać się do redakcji. Dodatkowo była też Trish, która tak samo jak ja, miała poranne zajęcia. Były znikome szanse na to, że cała nasza trójka zaśpi.
 Króliczku, musisz wstać.
 Jeszcze chwila  wydusiłem, nawet nie otwierając oczu.
                   Miałem wrażenie, że moja głowa jest znacznie cięższa niż reszta ciała. Może dlatego na razie nie próbowałem jej podnieść? Nadal byłem zmęczony  o wyspaniu się nawet nie było mowy  więc czułem się tak, jakbym wtapiał się w pościel. Nie miałem najmniejszej ochoty ruszać się z miejsca. Chciałem zostać tu i przespać cały następny tydzień. Ewentualnie dwa kolejne.
– Luke?
 Już, już  wymamrotałem, a mój głos stłumiony był przez przyciśniętą do twarzy poduszkę.
                 Musiałem jednak ruszyć się z łóżka, choć nie było to zbyt łatwe. Powoli rozchyliłem powieki. Od razu poczułem, jakbym miał pod nimi tonę piachu. Miałem tylko nadzieję, że moje oczy nie będą czerwone, bo jeszcze ludzie pomyślą, że ostatnie co robiłem, to balowałem przez kilka dni. A zresztą… Miałem gdzieś to, co będą myśleć.
                 Zdążyłem powoli dźwignąć się na łokciu, by odrobinę się podnieść, gdy drzwi od pokoju się otworzyły. Do środka wparowała rześka i najwidoczniej wyspana Trish. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to jej neonowa-zielona piżama, która sprawiała, że dziewczyna wyglądała jak wielka rażąca plama. A przynajmniej na daną chwilę to mi przypominała, bo mój wzrok nadal przyzwyczajał się do jasności. Wciąż widziałem wszystko, jak przez mgłę.
 Pobudka! Wstajemy! Za oknem przyjemnie świeci słoneczko, pogoda jest idealna do wysilania szarych komórek i… Wow, Luke, wglądasz, jakbyś zarwał kilka nocy siedząc cały czas przed komputerem.
 Albo jakbym się czegoś nawąchał?
 Coś w tym stylu i… Chyba potrzebujesz wakacji.
 Widzisz, nie tylko ja uważam, że ostatnio przeginasz i…
 Jest dwie na jednego, więc zejdźcie ze mnie, bo nawet nie mam, jak się przed wami bronić.
 Prawda bije po twych przekrwionych ślepiach, blondasie  odparła Trish, a potem wyleciała z pokoju.  Będę robić śniadanie!
 Nie patrz tak na mnie  powiedziałem, podnosząc się z łóżka.  Jak tylko Michael wróci do pracy, będzie lepiej. Jak Calum wyzdrowieje, będzie jeszcze lepiej.
 Mam nadzieję  rzuciła, podchodząc blizej. Cmoknęła mnie w czoło, co było cholernie przyjemnym uczuciem.  Zbieraj się, bo nie możesz się spóźnić.
 Nie możesz mi napisać zwolnienia?
– Gdybym tylko mogła  odparła, przeczesując palcami moje rozczochrane na wszystkie strony włosy.
 Zabij mnie  mruknąłem, marszcząc nos.
 Nie mogę, za to idzie się siedzieć.
 Wiesz, myślałem, że powiesz coś w rodzaju: nie zrobię tego, bo za bardzo cię kocham albo chociaż uwielbiam.
 Rusz tyłek, króliczku.
 Zmieniasz temat.
– Też  odpowiedziała ze śmiechem, a potem podeszła do szafy.  Idź do tej łazienki, bo zaraz zrobi się kolejka.
                   Mruknąłem pod nosem niezadowolony, ale posłusznie podniosłem cztery litery z materaca. Jak tylko pozbyłem się kołdry, zrobiło mi się zimniej. Podszedłem do Holly, sprzedając jej szybkiego buziaka w odsłonięte ramię. Dziewczyna zaśmiała się, podając mi czyste rzeczy, które u niej zostawiłem. Zaraz po tym wyszedłem z pokoju, starając się wrócić do życia. Choć najchętniej wróciłbym do łóżka i poszedł spać dalej.

                  Siedziałem pod salą, pochylając się nad notatnikiem. Mimo mocnej kawy zaserwowanej przez Trish i wypiciu puszki napoju energetycznego i tak byłem dalej przymulony. W dalszym ciągu marzyłem o tygodniowym pobycie w łóżku  z przerwami na jedzenie i toaletę.
                 Zamrugałem, czując, że oczy znów zaczynają mnie szczypać. Obstawiałem, że jest to skutek zmęczenia i niewyspania. Na szczęście doprowadziłem się u dziewczyn do jako takiego stanu używalności, więc nie prezentowałem się, jak wymemłany imprezowicz, który codziennie zagląda do kieliszka.
                 Podniosłem głowę, słysząc kroki. Mój wzrok zatrzymał się na Calumie, który też nie wyglądał nad wyraz rewelacyjnie. Miał bladą twarz, oklapnięte włosy i podkrążone oczy, jakby też brakowało mu snu. Wiedziałem jednak, że w jego przypadku jest to skutek choroby, która zwaliła go z nóg.
 Cześć.
 Chcę umrzeć  odparł zachrypniętym głosem. Z początku w ogóle nie mógł nic powiedzieć, więc był to postęp.
 Jak się czujesz?
 Jakby mnie przejechał wielki autobus. Jakby wjechał we mnie tak mocno, że ludzie musieliby mnie zdrapywać z jezdni.
 Obrazowo powiedziane  rzuciłem ze śmiechem.
 Przepraszam, że zostawiłem was z pubem samych.
 Daj spokój, Cal. Choroba nie wybiera…
 Ale dlaczego musiałem się rozłożyć akurat wtedy, gdy Michael wyjechał i… Gówniasto.
 Gówniasto to będzie, jak obleję to pieprzone kolokwium  mruknąłem, zamykając notatnik. Teraz i tak nie było sensu robić powtórki.  Wtedy będę miał u profesora naprawdę przejebane.
 Słownictwo, panie Hemmings!
                    Obaj podskoczyliśmy, słysząc znany głos, którego nie trudno było pomylić z nikim innym. Wykładowca miał specyficzną barwę, a także sposób wypowiadania słów. Wytrzeszczyłem oczy, odwracając się powoli w stronę dobrze zbudowanego mężczyzny. W jego prawej dłoni znajdowała się skórzana aktówka.
 Przepraszam  wydusiłem, a Hood zacisnął usta, by nie parsknąć śmiechem. W tym momencie myślałem, że zapadnę się pod ziemię.
 Mam nadzieję, że wasza dwójka podchodzi do mojego przedmiotu z powagą i nie traktuje tego, jak coś niepotrzebnego.
 Oczywiście, że nie. W żadnym wypadku  odpowiedziałem, kręcąc głową.
 Rozczarujecie mnie, jak się okaże, że nie zaliczycie testu. Mówię to nie tylko o was, ale i o reszcie grupy.
 Będą chociaż łatwe pytania?  zapytał Calum, uśmiechając się do niego.
 To nie podstawówka, panie Hood. Od studentów wymaga się wysiłku i ciągłej pracy. Zdobywania wiedzy, poprzesz poszerzanie wiadomości we własnym zakresie  odparł, mierząc nas wzrokiem.  Dyplomu nie uzyskuje się za nic. Za chwilę zaczynamy  odparł, a potem wszedł do auli.
 Przejebałem sobie u niego po całości  mruknąłem szeptem, dostrzegając pozostałe osoby, które szły na kolokwium, jak na ścięcie.
– Wyluzuj, nie jest tak źle.
 Upierdzieli mnie dla zasady  pociągnąłem, machając rękami.
 Przestań dramatyzować.
                Nadąłem policzki, chcąc pokazać przyjacielowi, jak bardzo niezadowolony jestem. Hood spojrzał na mnie z politowaniem, a potem parsknął śmiechem. Zrzucił na ziemię mój plecak, a następnie zajął miejsce obok. Rozsiadł się, opierając głowę o ścianę. Przymknął na chwilę powieki.
 A ty co? Medytujesz?
 Wyobrażam sobie wielką pizzę, którą mogę zjeść.
 Pizzę?
 Ostatnio tak boli mnie gardło, że jedyne co jestem w stanie przełknąć, to jakieś papki, które podaje mi Ashton i napoje. Marzę o pizzy albo chociaż o wypasionym hamburgerze.
 Przez ciebie zrobiłem się głodny.
 I ten ciągnący się ser…
 Przestań.
                Calum zerknął na mnie, a potem znów parsknął śmiechem. Po chwili ten dźwięk zmienił się w kaszel, gdy jego chory organizm zaprotestował. Chłopak momentalnie zrobił się czerwony na twarzy. Gdy przestał, spojrzał na mnie załzawionymi oczami.
 Wykończę się.
 Idź w końcu do lekarza.
 Byłem.
 Kiedy.
 Dwa dni temu. Dostałem antybiotyk. Mam nadzieję, że po tym mi przejdzie.
 Mam nadzieję, że nie zarażasz, bakterio.
 Sam jesteś bakteria  wydusił urażonym tonem. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, pokazując swoją klasyczną nadąsaną pozę.
 Nie nabierzesz mnie na to. Ja nie jestem Ashtonem.
 Powinieneś mi współczuć. Powinieneś się o mnie troszczyć, jak o brata.
 Przez tę chorobę, gadasz, jak rozżalony dzieciak.
 Bo ja się w domu nudzę  jęknął, robiąc niezadowoloną minę. 
                   Nie wytrzymałem i sam parsknąłem śmiechem. Rozejrzałem się po korytarzu. Nasza grupa chyba była w komplecie. Zdążyłem o tym pomyśleć, a drzwi od auli otworzyły się.
- Zapraszam!

                  Przez cały czas, kiedy bujałem się między pracą a uczelnią  z przerwami na krótkie wizyty w domu, by się przebrać i zaliczyć odrobinę krótkiego snu  zaniedbywałem też Holly. Dziewczyna również miała sporo nauki, a także swoje redakcyjne obowiązki. To wszystko sprawiało, że najczęściej słyszeliśmy się przez telefon niż widzieliśmy twarzą w twarz. A jak już dochodziło do spotkania, to były one krótkie i dość przelotne. Musieliśmy to przetrzymać i poczekać, aż wszystko znów wróci do normy.
                Jak tylko w barze pojawił się Michael i Rick, którzy dzisiaj nas zmieniali, w końcu mogłem odetchnąć z ulgą. Przyszła chwila na większą porcję odpoczynku. Chciałem też skorzystać z okazji i znów zobaczyć się z Holly. Ja i Ashton szybko przekazaliśmy najważniejsze informacje Cliffordowi, który po swoim małym urlopie znów wrócił do 5 Seconds of Summer. Potem obaj wylecieliśmy z lokalu.
                Umówiłem się z Holly pod większym supermarketem, który mieścił się niedaleko uczelni. Dziewczyna miała po zajęciach zrobić zakupy. Potem mieliśmy pojechać do mnie. Tam  zgodnie z jej obietnicą  miałem dostać podsunięty pod nos ciepłą i pyszną kolację. Czyli coś, co nie było fast foodem. A to właśnie takim jedzeniem ostatnio się żywiłem.
                 Jak tylko zajechałem na parking, od razu zauważyłem Holly, która stała w pobliżu głównego wejścia. Zatrzymałem się obok, mając nadzieję, że nie będę tamował ruchu. Na szczęście nikt nie zamierzał wyjeżdżać. Chciałem wysiąść i pomóc jej z siatkami, ale dziewczyna machnęła na mnie ręką. Otworzyła drzwi.
 Ja…
 Siedź na swoim seksownym tyłku  rzuciła, wrzucając siatki na tylne siedzenie samochodu.
 Lubisz mój tyłek?
 Jestem fanką numer jeden  odparła, a potem zamknęła drzwi i przeszła do przodu. Po chwili już siedziała obok mnie, zajmując miejsce pasażera.  Wyglądasz…
 Tragicznie, tak wiem. Powiedziałaś mi to w nocy.
 W takim razie można uznać, że twój stan się w ogóle nie zmienił.
 Jutro mogę się porządnie wyspać, więc wrócę do normalności.
 Oby.
 Martwisz się o mnie?  zapytałem, wychylając się w jej stronę. Złożyłem na jej ustach szybki pocałunek.  To miłe.
 Jedź.
 Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
 Sam sobie odpowiedziałeś, a teraz jedź.
 Co ty taka niecierpliwa?
                  Zdążyłem tylko wyrzucić z siebie te słowa, a tuż za nami rozległ się ponaglający klakson. Przekręciłem oczami, ruszając z miejsca. Kompletnie zapomniałem, że zatrzymałem się na środku drogi.
 Jak kolokwium?
 Liczę na cztery, ale coś czuję, że jednak będzie trzy. Ewentualnie trzy i pół. Jednak mniejsza z tym. Cieszmy się tym wolnym wieczorem, który nas niedługo czeka.
 Mimo zmęczenia, widzę w tobie entuzjazm.
 Perspektywa długiego snu mnie tak zadowala. No i to, że w końcu będę miał cię na dłużej obok. Bo… Zostaniesz, tak?  zapytałem, zerkając na nią. Holly zacisnęła usta.  No, weź… Nie rób mi tego.
 Myślałam, że chcesz odpocząć i…
 Ale nie od ciebie  jęknąłem tonem niezadowolonego dzieciaka. Dziewczyna zaśmiała się.  Zostaniesz? Proszę?
 Zostanę.
 Ekstra.

~***~
                Jak tylko znaleźliśmy się u Luke'a w mieszkaniu, zabrałam się za rozpakowywanie zakupów i przyrządzanie kolacji. Blondyn już na wstępie zaoferował mi pomoc, ale odmówiłam. Wolałam to zrobić sama. Po pierwsze, pójdzie mi to znacznie szybciej, a po drugie, po co miał się dodatkowo męczyć. Swój zasłużony odpoczynek mógł zacząć od razu, a on naprawdę tego potrzebował. Dlatego wygoniłam go z kuchni.
                Postanowiłam zrobić zapiekankę ziemniaczaną z mięsem i serem. Przepis ten miałam od mamy, więc liczyłam na to, że wyjdzie mi, choć w podobnym stopniu tak dobra, jak jej. Gdy ułożyłam wszystko w naczyniu, prezentowała się całkiem nieźle. Liczyłam więc na to, że będzie też tak smakować.
                Kiedy wstawiłam zapiekankę do piekarnika, szybko ogarnęłam kuchnię. Odkąd Luke wyszedł, nie wrócił do pomieszczenia ani razu. Z salonu dochodził do mnie dźwięk włączonego telewizora, więc obstawiałam, że chłopak znajduje się teraz na kanapie. I wcale się nie pomyliłam. Jak tylko przeszłam do pokoju, zobaczyłam go leżącego na kanapie. Miał zamknięte powieki, więc albo był na czuwaniu, albo po prostu zasnął. Obstawiałam to drugie.
                Podeszłam bliżej, uśmiechając się. Nawet na moment nie oderwałam od niego wzroku. Jedną rękę miał pod głową, a drugą  w której ściskał pilota  oparł na brzuchu. Delikatnie zabrałam mu go, a chłopak zmarszczył lekko nos. Spał jednak dalej, a ja nie zamierzałam go budzić. Wyłączyłam telewizor, a potem przeszłam do kolejnego pokoju. Z sypialni chłopaka zabrałam koc, który leżał na łóżku. Razem z nim wróciłam do blondyna. Przykryłam go, a następnie znów opuściłam salon.

~***~
                Nie byłem do końca pewny, co dokładnie mnie obudziło: burczący z głodu brzuch, który wyczuł przyjemny zapach jedzenia czy kijowy sen, w którym to uciekałem przed wielką, krwiożerczą krową, która chciała odgryźć mi nogi. Drgnąłem gwałtownie w miejscu, jednocześnie otwierając oczy. Zamrugałem kilka razy, próbując ogarnąć rzeczywistość. Na szczęście nie było wokół mnie żadnego łaciatego stworzenia z kłami, więc mogłem odetchnąć z ulgą.
               Z początku nie do końca wiedziałem, co się stało. Dopiero widząc koc i zgaszony telewizor, zrozumiałem, że musiałem przysnąć. Podniosłem się, siadając na kanapie. Przetarłem twarz rękami, nasłuchując. Gdy wokół mnie panowała cisza, przestraszyłem się tego, że Holly jednak zrezygnowała z takiego marnego towarzystwa i poszła do domu. Poczułem się głupio, bo przecież sam zabiegałem o te spotkanie, które jakby nie patrzeć zawaliłem.
               Odrzuciłem na bok puszysty koc, który dawał przyjemne ciepło. Przeszedłem do kuchni, kierując się zapachem przypraw, mięsa i sera. Jednak pomieszczenie było puste, a piekarnik wyłączony. Ile spałem? Tego niestety nie potrafiłem dokładnie określić. Ponowiłem próbę odszukania dziewczyny, idąc do sypialni. Bingo.
                Uśmiechnąłem się, widząc ją siedzącą na łóżku. Na udach opierała jedną z moich książek. Nie zdziwiłem się, że postawiła na Stephena Kinga. Oboje go lubiliśmy. Przekrzywiłem głowę, nie odrywając od niej wzroku. Nie było w tym nic dziwnego, bo naprawdę lubiłem ją obserwować.
                Zaśmiałem się cicho, gdy jej usta wygięły się w O. Najwidoczniej coś musiało ją zaskoczyć w fabule, którą pochłaniała. Mój śmiech sprawił, że piwne tęczówki oderwały się od druku i spojrzały wprost na mnie. Odepchnąłem się od ściany, wchodząc w głąb pokoju. Po chwili klapnąłem na materac tuż obok niej.
 Jak się spało?
 Przepraszam.
 Daj spokój, Luke. Nie zamierzam cię za to torturować  powiedziała, wkładając do środka książki zgiętą kartkę, która miała służyć za zakładkę.
 I tak mi głupio.
 Niepotrzebnie. Nie jestem na ciebie zła, nie zamierzam się obrażać ani nic z tych rzeczy odparła, a ja przymknąłem lekko oczy, gdy przejechała palcami po moim policzku.  Głodny?
 Bardzo.
 To dobrze. Zapiekanka jest gotowa.
 Holly?
 Tak?
 Nie tak miał wyglądać ten wieczór.
 Luke, naprawdę…
 Miało być...
 Jak?
 Fajnie  mruknąłem, krzywiąc się.  A ja poszedłem spać, zostawiając cię samą i…
                   Urwałem, gdy jej usta znalazły się na moich. To skutecznie mnie rozkojarzyło i zbiło z tropu. Zupełnie zapomniałem, co dokładnie chciałem jej powiedzieć. Uwielbiałem, gdy mnie tak zaskakiwała, więc nie miałem nic przeciwko temu. Mogła to robić, jak najczęściej. Odruchowo objąłem ją i przyciągnąłem do siebie bliżej. Wyczułem, że Holly uśmiechnęła się. Po chwili piwne tęczówki znów skupiły się na moich błękitnych oczach.
 Nabrałeś po drzemce trochę siły?
 Tak  odpowiedziałem, nadal trzymając ją w ramionach.  Jak mnie nakarmisz, to będę miał ich jeszcze więcej.
 Idealnie, bo chcę cię później wykorzystać.
 Wykorzystać?  odparłem, unosząc jedną brew, choć domyślałem się, o co jej chodzi. Holly pokiwała głową.  Jak?
– Muszę skorzystać z tego, że jesteś obok, a ostatnio nie było okazji i… Mam nadzieję, że po kolacji pozbędziesz się koszulki.
 Tylko koszulki?
– Nie tylko  powiedziała szeptem, a potem po raz kolejny musnęła moja usta swoimi.

               Poczułem przyjemny dreszcz, gdy palce dziewczyny przejechały wzdłuż mojej klatki piersiowej. Holly wcisnęła się mocniej w moje nagie ciało, a ja jeszcze ciaśniej objąłem ją ramieniem. Przez chwilę między nami pojawiła się cisza. Dzięki temu mogłem wrócić myślami do tego, co działo się jeszcze niedawno. Do tego, co było tak cholernie ekscytujące, dobre i przepełnione uczuciami. Seks z Holly był idealnym dopełnieniem tego, co budowaliśmy. Mimo wszystko nadal nie usłyszałem od niej tych słów, na które tak bardzo czekałem. Tych dwóch słów, które dobitnie utwierdziłyby mnie w tym, ze i ona czuje dokładnie to samo. Nie chciałem jej naciskać ani pospieszać, więc musiałem w dalszym ciągu być cierpliwy. I czekać.
 Luke?
 Tak?
 Pojedziemy gdzieś razem? Tylko ty i ja.
 Chcesz?
 Tak. Chętnie wyrwałabym się, gdzieś poza miasto i…
 A co powiesz na pseudo spontaniczny wyjazd pod namiot?  zaproponowałem, zerkając na nią. Dziewczyna lekko zadarła głowę, by móc mnie widzieć.  Cisza, spokój i nasza dwójka.
 Naprawdę?
 Moglibyśmy się wyrwać stąd, chociaż na dwa dni. Nawet i po weekendzie. – Holly podciągnęła się wyżej, opierając policzek na moim obojczyku.  Co ty na to?
 Jestem za.
 Poniedziałek nam odpada, bo musisz być w reakcji, a ja w barze. No i oboje mamy zajęcia. Ale wtorek? Wyjechalibyśmy we wtorek, a wrócili w środę.
 Pod namiot?
– To kiepski pomysł?  zapytałem, zaczynając mieć wątpliwości.
 To znakomity pomysł  odparła, kiwając głową.  Zaczniemy od małego wyjazdu. Potem jak złapiemy wolne na dłużej, wtedy pokusimy się o jakieś inne miejsce.
 Pasuje.
 Mi też pasuje  powiedziała ze śmiechem, muskając ustami moją skórę. Od tego znów zrobiło mi się cieplej.  A teraz idziemy spać.
 Holly?
 Tak?  Uniosła się, by znów na mnie spojrzeć. Przejechałem palcami po jej policzku.
 Kocham cię.
                 Wstrzymała powietrze, a potem nachyliła się, by złączyć nasze usta. Zaraz po tym obdarowała mnie szerokim, pięknym uśmiechem. Cholernie cieszyłem się z tego, że to ja jestem w tym momencie jednym z głównych powodów, dla których to robi. Chciałem ją uszczęśliwiać, jak najczęściej. I ona też powodowała to, że ja byłem szczęśliwy. Choć Holly rzadko mówiła wprost o swoich uczuciach, to jednak wiedziałem, że nie jestem jej obojętny. Jej troska, czułe gesty, które kierowała w moją stronę, dawały mi to poczucie wzajemnej więzi i zapewnienie, że nasza relacja rozwija się i wzmacnia. Była tylko moja, a ja tylko jej. 


***
Kolejny rozdział za nami. Jak widać oprócz imprezy, Luke i Holly szykują się jeszcze na małą wycieczkę. Jest to kolejny spokojny rozdział, ale mam nadzieję, że mimo to przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Pozdrawiam i do następnego! 

#SexTherapyFF

3 komentarze:

  1. Wczoraj skończyłam czytać "pod jednym dachem". Czytałam to 4 dni i po przeczytaniu bobuaum po prostu popłakałam się​. Z tego że umarli i że koniec. Więc jak w tym ff będziesz chciała uśmiercić kogokolwiek to już nie będę czytać twoich ff. Chciałam jeszcze się zapytać ile będzie trwało to opowiadanie? Jesteś naprawdę cudowną "pisarką"! I jeszcze te cudowne akcenty w postaci " ~***~" no cudo! Tylko brakuje mi tych "hot scenek" ale osobiście wolę określenie "sex time". Pomyślisz żeby coś takiego się pojawiło? Tak jak w "pod jednym dachem"? Pozdrawiam Oliwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ff będzie miało około dwudziestu sześciu rozdziałów plus epilog. Mam też opracowaną drugą - znacznie krótszą część. Co do tzw. hot scenek/sex time nie jestem pewna czy w ogóle tu coś takiego umieszczę. Zobaczę :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń