środa, 2 sierpnia 2017

20 Przepraszam

               Otworzyłem powoli oczy. Skrzywiłem się, gdy jasne promienie słońca mnie oślepiły. Odwróciłem głowę, obejmując poduszkę, w którą wciskałem policzek. Z moich ust wydobyło się głośniejsze westchnięcie. W gardle od razu poczułem suchość. Na szczęście nic więcej mi nie było. No może oprócz tego, że byłem zmęczony. A to wszystko przez wczorajsze spotkanie u Ashtona i Caluma.
               Udało nam się dogadać z pozostałymi pracownikami, by to oni we wtorkowy wieczór posiedzieli w pubie. Dzięki temu zyskaliśmy chwilę wytchnienia od ciągłej pracy i mogliśmy spotkać się na luzie w swoim gronie. Początek był niewinny  siedzieliśmy przy butelkach z piwem. Potem jednak pomyśleliśmy, by wypić coś mocniejszego, a Hood od razu zajrzał do barku wyjmując nietkniętą butelkę czystej wódki. Maddie i Holly, które również były z nami, odmówiły trunku, zostając przy wcześniejszym wyborze.
               Byłem pewny, że po wstaniu z łóżka nie będę czuł się najlepiej. Szczególnie że pozwoliliśmy sobie trochę popłynąć. Na całe szczęście nie miałem zbyt mocnych objawów kaca. Jedyne na co mogłem się skarżyć, to istna Sahara w buzi i uczucie przymulenia, połączone ze zmęczeniem.
               Nie mogłem jednak pozwolić sobie na przeleżenie całego dnia. Dzisiaj wybierałem się z Holly na krótki wypad do lasu. Mieliśmy spędzić tę noc pod namiotem, a potem wrócić do Sydney. Tę krótką wycieczkę zaplanowaliśmy na szybko i oboje cieszyliśmy się z tego, że choć na chwilę oderwiemy się od obowiązków.
               Podniosłem się ciężko do pozycji siedzącej. Moje stopy dotknęły chłodnego parkietu. Przetarłem dłońmi zaspaną twarz. Zerknąłem w bok, by skontrolować czas. Dochodziła godzina dwunasta. Nie byłem pewny, kiedy dokładnie wróciliśmy do domu. Wiedziałem tylko, że Holly musiała mieć do mnie sporo cierpliwości. Szczególnie że jadaczka mi się nie zamykała, a ja z każdym słowem, gadałem coraz to większe głupoty. Nie było też tak, że zaliczyłem urwany film. Pamiętałem wszystko, co się działo.
                Zaśmiałem się pod nosem, przypominając sobie ostatnią dyskusję, która też zaalarmowała dziewczyny, że alkoholu nam już wystarczy. Zaczęło się od bolącego brzucha Irwina. Kiedy chłopak opuścił nasze towarzystwo, by udać się spać, Michael wywnioskował, że Ashton musi być w ciąży i Calum niedługo zostanie tatą. Mieliśmy już dość procentów we krwi, by nie przejmować się czymś takim jak medycyna i to, że jest to z tego punktu widzenia naturalnie niemożliwe, by mężczyzna był w stanie zapłodnić drugiego mężczyznę. Kiedy Hood z bardzo poważną miną analizował jego słowa, a potem zaczął zastanawiać się, czy powinien oświadczyć się Irwinowi, ja i Clifford zaczęliśmy żywą dyskusję na temat tego, kto i dlaczego powinien zostać chrzestnym przyszłego malucha chłopaków. Michael twierdził, że jest najfajniejszy z nas wszystkich i to on powinien dostać ten zaszczytny tytuł. Ja uznałem, że jestem zdecydowanie przystojniejszy, milszy i bardziej nadaję się do tej roli niż ten farbowany głąb. Holly i Maddie rozdzieliły nas i kazały się zbierać, gdy próbowaliśmy przekabacić je na swoją stronę. Nie dziwie się, że miały nas dość i zarządziły nam kierunek dom.
                Nie był to jednak koniec głupich gadek. Kontynuowałem temat w domu, wybiegając już w przyszłość. Wtedy byłem święcie przekonany, że moja dwójka przyjaciół będzie miała chłopca i nazwą go Daryl, a to tylko dlatego, że bardzo lubię tę postać z serialu. Holly próbowała mi przetłumaczyć, że to nie ja będę decydował o imieniu ich nieistniejącej pociechy, ale jej argumenty wcale do mnie nie trafiały. Dla mnie było to już postanowione, że potomek Irwina i Hooda, właśnie takie będzie miał imię i kropka.
                Potem stwierdziłem, że sam powinienem oświadczyć się Holly, bo tak bardzo ją kocham i nie wyobrażam sobie, by nie została moją żoną. Ten pomysł wydał mi się wtedy naprawdę genialny, mimo tego, że nie mieliśmy zbyt długiego stażu jako para. Dziewczyna przysłuchiwała się mojej gadce ze stoickim spokojem, nie komentując tego w żaden sposób. Kiedy w końcu wylądowałem w łóżku, stwierdziłem, że już moglibyśmy zrobić sobie małego Hemmingsa. Przez dłuższy czas jęczałem jej, że naprawdę chcę być tatą, a ona będzie tą fajną, wyluzowaną mamą. Dodatkowo paplałem o tym, że chciałbym mieć psa i akwarium z rybkami oraz przydałby się nam większy, rodzinny samochód, który by nas wszystkich pomieścił. Byłem święcie przekonany, że jest to idealny moment  a wcale tak nie jest  by powiększyć rodzinę i ustabilizować w końcu życie.
               Wstałem z łóżka. Ziewnąłem i przeciągnąłem się. Poczułem lekki ból w krzyżu. Chyba powinienem wybierać jakieś bardziej komfortowe pozycje do spania. Podciągając szare bokserki z królikiem Bugsem, ruszyłem w stronę drzwi. Cholernie chciało mi się pić.
               Kiedy tylko wyszedłem z pokoju, usłyszałem cichą krzątaninę, która dochodziła z kuchni. Uśmiechnąłem się, wiedząc, że dziewczyna jednak postanowiła po wczorajszym zostać u mnie. Od razu ruszyłem w tamtym kierunku, nadal szczerząc się sam do siebie jak nienormalny. Minąłem próg pomieszczenia. Przede mną od razu pojawiła się Holly. Dziewczyna kręciła się przy blacie, pakując coś do niewielkich reklamówek. Cicho podśpiewywała pod nosem, a ja od razu rozpoznałem słowa utworu Carry on wayward son zespołu Kansas.
Przez chwilę przyglądałem jej się z uśmiechem. W końcu ruszyłem do przodu, pochodząc do niej. Nachyliłem się, składając na jej ramieniu delikatny pocałunek. Dziewczyna drgnęła, odwracając się. Piwne tęczówki spojrzały wprost na mnie.
 Witam wśród żywych  powiedziała, a potem złapała za leżący obok talerz. Na nim znajdowały się kanapki. Podała mi go.  Jak się czujesz?
 Całkiem nieźle.
 Zrobiłam ci śniadanie. Chcesz do tego kawy czy herbaty?
 W tym momencie cokolwiek mokrego  odparłem, opierając się o blat. Uniosła jedną brew, uśmiechając się lekko.  Kawę poproszę.
                 Przybliżyłem się, chcąc zdobyć małego buziaka, ale dziewczyna od razu zasłoniła swoje usta dłonią. Spojrzałem na nią z niezadowoleniem, nie do końca wiedząc, o co jej chodzi.
 Nie umyłeś zębów.
                Przekręciłem oczami, a potem cicho zaśmiałem się. Złapałem ją za rękę. Holly jednak szybko wyrwała swoją dłoń. Odwróciła się w stronę szafki. Chwyciła za czajnik, a następnie stanęła przy zlewie, by go napełnić. Przez cały czas uważnie ją obserwowałem. Okej… Zrobiłem coś nie tak? Dziewczyna jednak była pochłonięta robieniem kawy, nie widząc mojego zaskoczonego wzroku. Chyba że celowo je ignorowała? A może po prostu, jak zwykle zaczynałem przesadzać? Prawda była taka, że czasami w stosunku do niej byłem zbyt przewrażliwiony. Bałem się, że w każdej chwili może ode mnie odejść. Że uzna, że nie mam tego, czego szuka u drugiej osoby. Wiem, głupie myślenie, ale nie potrafiłem się go od tak pozbyć. Może powodem tego było to, że jeszcze nigdy nie usłyszałem od niej tych dwóch konkretnych słów, na które tak bardzo czekałem.
                Jeszcze przez moment nie odrywałem od niej błękitnych tęczówek. Dziewczyna nadal nie zwracała na mnie uwagi. Zacisnąłem usta, a potem podszedłem do niewielkiego stolika, kładąc na nim talerz z kanapkami. Usiadłem na wolnym krześle. Siedziałem tam w milczeniu do czasu, kiedy Holly nie postawiła przede mną parującego, gorącego kubka.
 Dziękuję.
 Smacznego.
 Coś się stało?  zapytałem powoli.
 Nie, nic się nie stało.
 Na pewno?  Pokiwała głową.  Chcę cię przeprosić za wczoraj.
 Słucham?  Jej piwne oczy powiększyły się. Spojrzała na mnie rozbawiona, co przyjąłem z ulgą. Może nie jest na mnie wściekła?
 Za to wszystko, co wczoraj gadałem. To były kompletne bzdury i…
 Okej.
 To znaczy… Nie wszystko było bzdurą.  Ponowiłem próbę złapania jej za rękę. Zawahała się, ale na szczęście nie wyrwała dłoni, jak poprzednio. Co się do cholery stało?
 Jasne. Nie mówmy już o tym. Skupmy się na naszym wyjeździe. Jak spałeś, poszłam na zakupy. Kupiłam wszystko z naszej listy.
 W porządku.
 Dopakuję rzeczy, a ty na spokojnie jedz.
                  Pokiwałem głową, a dziewczyna po raz kolejny uśmiechnęła się. Następnie odwróciła się na pięcie i wyszła z kuchni, zostawiając mnie samego. Wypuściłem cicho powietrze z ust, skupiając się na kanapkach, które leżały na talerzu. Holly ewidentnie szybko zmieniła temat, by nie rozmawiać o tym, co poruszyłem wczoraj. Wiedziałem, że w kwestii uczuć i związków jest ona dość płochliwą osobą i unika tego typu rozmów niemalże jak ognia. Choć nie urwał mi się film, to teraz zaczynałem się zastanawiać, czy faktycznie nie palnąłem niczego głupiego. Czegoś, co dodatkowo ją wystraszyło. Postanowiłem na razie dać jej spokój i postawić na obserwację. Bo z drugiej strony mogłem po prostu wyolbrzymiać problem, którego być może w ogóle nie było.

                 Mimo tego, że czułem się dobrze, to jednak wolałem nie ryzykować i nie siadać za kółkiem. Miejsce kierowcy zajęła Holly. Przed wyjazdem jeszcze raz odtworzyliśmy trasę, by dziewczyna w czasie drogi nie zabłądziła. Naszym celem było Greendale. Aby tam dojechać musieliśmy spędzić w samochodzie ponad godzinę, czyli wcale nie tak dużo.
                 Przez całą drogę dokładnie obserwowałem Holly. Dziewczyna jednak zachowywała się normalnie, jakby tego dziwnego napięcia w kuchni nigdy nie było. A może naprawdę sam tworzyłem jakieś dziwne scenariusze, które w ogóle nie pokrywały się z rzeczywistością? Rozmawiała ze mną, śmiała się, a nawet śpiewała za kółkiem, wtórując wokaliście. Kilka razy dotknęła mojej ręki, a na jednych światłach dostałem od niej szybkiego buziaka w policzek. Ewidentnie Holly miała dobry humor. Chyba naprawdę zaczynałem za bardzo świrować.
                   Kiedy dotarliśmy do campingu Greendale, zostaliśmy pokierowani polną drogą, która prowadziła do lasu. Tam mieliśmy podążać za odpowiednimi tabliczkami, by trafić do zarezerwowanego miejsca. Gdy już byliśmy u celu, okazało się, że dostaliśmy miejsce nad samym jeziorem. Dodatkowo w pobliżu nas nie było nikogo. Pewnie przyczyną tego było też to, że był to środek tygodnia. Mogłem się założyć, że w weekend camping mógł być bardziej oblegany.
 Ale tu pięknie  rzuciła Holly, szybko wysiadając z samochodu.
                 Odpiąłem powoli pas, starając się nie stracić jej z oczu. Otworzyłem drzwi, również opuszczając auto. Dziewczyna stała kawałek dalej, podziwiając ogromne jezioro. W jego tafli odbijało się słońce i pobliskie drzewa. Naprawdę widok był wspaniały.
 Cisza, spokój i nasza dwójka  powiedziałem, podchodząc do niej. Objąłem ją w pasie, opierając brodę na jej ramieniu.  Cieszę się, że ci się podoba.
 Podoba i to bardzo. Jak znalazłeś to miejsce?
 Kiedyś przyjechałem tu z rodzicami.
 Dawno?
 Chodziłem wtedy do podstawówki.
 Jest idealnie.
 To co? Rozkładamy namiot?  zapytałem, a ona zerknęła na mnie.  Co? Myślisz, że nie umiem?
 Tylko nie zrób sobie krzywdy  odparła rozbawiona.  Ja wypakuję resztę rzeczy, a potem ci pomogę.
 Więcej wiary we mnie, kobieto.
 Nie chcę, byś się uszkodził  pociągnęła ze śmiechem.
                    Przekręciłem oczami, ucinając jednocześnie dyskusję. Przecież nagle namiot nie ożyje i mnie nie zaatakuje. Nie obwiąże mnie linkami i nie udusi. Nie jestem beznadziejnym przypadkiem. Rozłożenie namiotu to przecież bułka z masłem. Nic trudnego.

                  Przy niewielkiej pomocy Holly nasz materiałowy, zielony, jednokomorowy, mini apartament w końcu powstał, ulokowany tuż pod wielkim, rozłożystym drzewem. Dzięki temu nie dochodziły do niego promienie słońca, przez co namiot nie zmienił się od razu w przenośną saunę. Przybiliśmy sobie z zadowoleniem piątki, a potem zabraliśmy się za organizowanie pozostałej przestrzeni. Mieliśmy też wyznaczone miejsce na ognisko, więc wieczorem postanowiliśmy z tego skorzystać. Teraz jednak Holly krążyła przy niewielkim grillu, szykując jedzenie.
 Za nasz wspólny wyjazd  powiedziała, podając mi butelkę. W drugiej ręce, trzymała swoje piwo. Stuknęliśmy się nimi, a następnie wypiliśmy niewielkie łyki.
 Za nasz wspólny wyjazd  powtórzyłem, a potem klepnąłem ją w pośladek. Dziewczyna zrobiła udawaną oburzoną minę. Ja dla odmiany spojrzałem na nią niewinnie.  No co?
 Nie pozwalaj sobie, Hemmings.
 Jesteś moją dziewczyną, Kingson.
 Ale to mój tyłek.
 Który ja bardzo lubię  pociągnąłem, tym razem przejeżdżając dłonią po jej odsłoniętym udzie. Holly miała na sobie krótkie spodenki, więc miałem do jej nóg łatwy dostęp.  Jest zaklepany.
 Czyżby, króliczku?
 Holly, no…
 Holly, no  mruknęła, naśladując mnie.
                  Skrzywiłem się z niezadowoleniem, a ona parsknęła cichym śmiechem. Uwielbiałem sposób, w jaki się śmiała, przez co nie mogłem powstrzymać zdradzieckiego uśmiechu, który pojawił się pod moim nosem. Usiadłem na ławce, zrobionej z drewnianych bali. Dziewczyna przez chwilę przyglądała mi się z ciekawością, a potem podeszła bliżej. Musnęła ustami moje czoło, co było cholernie przyjemne i czułe zarazem. Te jej małe gesty skutecznie sprawiały, że czułem się dla niej ważny.
 Co powiesz na taki plan  zaczęła, przesuwając palcami po moim karku.  Zjemy, odpoczniemy, a potem pójdziemy do wody.
 Pasuje.
 Wejdziemy do wody nago?  rzuciła, a ja zrobiłem wielkie oczy. Holly zaśmiała się po raz kolejny.  Żartowałam.
 Ale ja się ciebie nie wstydzę.
 A jakby ktoś tędy przechodził?
 Raczej bardzo w to wątpię. Nie chciałbym jednak, by jakaś obca osoba oglądała nago moją dziewczynę. Tylko moją.
 Tylko twoją?
– Dokładnie.
 W porządku. A w namiocie?  odparła, poruszając dwuznacznie brwiami. Teraz to ja zacząłem się śmiać.
 W namiocie? Jak najbardziej mi to odpowiada.
 Zobaczymy.
 No wiesz co… Tak nie można – mruknąłem, kiedy odwróciła się i ruszyła w stronę rozpalonego grilla.  Ta propozycja nadal jest aktualna?
 Propozycja?
 Ta w namiocie?
 A była jakaś propozycja?
 Holly, no!

                    Spojrzałem na ognisko. Cichy trzask palonego drewna dotarł do moich uszu. Nad ogniem pojawiły się liczne, drobne iskry, które po chwili zupełnie zniknęły. Uśmiechnąłem się, wspominając cały dzisiejszy dzień. Taki pobyt, tylko we dwoje, z dala od głośnego miasta i obowiązków był mi potrzebny. Po to, by choć na chwilę zupełnie się wyciszyć i całkowicie odprężyć. Ostatnio ciągle pochłaniała mnie praca i studia, więc to był dobry czas na to, by poświęcić całą uwagę dziewczynie, na której cholernie mi zależało. Chłopaki bez problemu zgodzili się na to, bym wziął wolne i mógł z nią wyjechać na ten krótki urlop.
                   Ocknąłem się z rozmyśleń, odrywając wzrok od ognia, gdy wróciła Holly. Usiadła obok, podając mi kolejną butelkę z piwem. Od razu objąłem dziewczynę ramieniem. Podniosła głowę, a nasze spojrzenia znów spotkały się ze sobą. Uśmiechnęła się, a ja szybko to odwzajemniłem. Chciałem widzieć ten jej uśmiech już zawsze. Chciałem, by zawsze była szczęśliwa.
                   Upiłem łyk piwa, a potem odstawiłem butelkę na ziemię. Znów skupiłem się na niej. Brązowy kosmyk włosów musnął jej policzek. Zaczesałem go za jej ucho, na co uśmiechnęła się jeszcze bardziej. Znów wpatrywała się we mnie w taki sposób, jaki lubiłem najbardziej. Tak, jakby nic innego nie istniało poza mną.
 Kocham cię  powiedziałem cicho.
                   W odpowiedzi przysunęła się bliżej. Złączyła nasze usta, a ja przez moment pałałem się tą chwilą. Moje palce mocniej zacisnęły się na jej granatowej bluzie. Po chwili znów na mnie spojrzała. W dalszym ciągu uśmiechała się. W tym momencie zapragnąłem usłyszeć od niej te same słowa, choć wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Holly jeszcze nigdy nie wypowiedziała ich na głos. Czy byłem tym faktem rozczarowany? Tak, choć starałem się tego nie pokazywać. Przecież nie można nikogo zmusić do czucia tego samego. A ja to doskonale rozumiałem.
                   Dziewczyna chyba musiała zauważyć moje zmieszanie i rozżalenie, bo nagle odsunęła się. Spojrzałem na nią, nie do końca rozumiejąc, co się stało. Miałem tylko nadzieję, że te wszystkie odczucia nie były wypisane na mojej twarzy. Nie chciałem, by czuła się źle. Wypuściła cicho powietrze z ust, skupiając piwne tęczówki na ognisku.
 Przepraszam  wyszeptała, a ja ledwo zdołałem to usłyszeć.
 Za co mnie przepraszasz?
 Wiem, czego oczekujesz.
– W tym momencie niczego nie oczekuję  palnąłem, nie zastanawiając się nad tym, co dokładnie wypływa mi z ust. Holly znów przeniosła na mnie wzrok.  Co?
 Nie rozmawiajmy o tym.
 Chcesz uciąć ten temat, tak jak dzisiaj rano?
 Dzisiaj rano?  Uniosła ze zdziwieniem brwi.
 Widziałem tę twoją minę. Zawsze się wycofujesz, jak tylko mówię o uczuciach czy ruszam temat naszego związku, jakby to było coś strasznego.
 Chyba perspektywa małżeństwa mnie skutecznie odstraszyła.
 Świetnie – mruknąłem, puszczając jej ramię. Oparłem ręce na kolanach.  Byłem pijany. Nie gadałem z sensem. To nie znaczy, że zaraz zaciągnę cię do ołtarza. Nie jesteśmy na tym etapie. Zresztą chciałbym poślubić osobę, która czuje do mnie to samo. Która mnie kocha, tak samo, jak ja ją.
 Luke…
 Nie, rozumiem. Nie musisz tego czuć. Nikt nie może zmusić drugiej osoby do tego, by czuł to, co ona chce. To normalne i w pełni to szanuję. Zdystansuj się jednak do tego, co gadam pod wpływem alkoholu. Chciałbym jednak normalnie móc z tobą rozmawiać na ten temat.
 A czy ja nie rozmawiam z tobą normalnie?
 Twoje: nie rozmawiajmy o tym jest tak bardzo dla ciebie normalne? Zawsze się wycofujesz. Jesteśmy razem i pod tym względem to nie jest dla mnie normalne. Chciałbym jednak wiedzieć, na czym stoję. Chciałbym wiedzieć, co dokładnie jest między nami i… Czy to w ogóle ma sens?
                   Urwałem, czując nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Te słowa w jakiś sposób bolały, choć wychodziły ode mnie, a nie od niej. Perspektywa nieodwzajemnionej miłości była cholernie nieprzyjemna. W tym momencie zwątpiłem w to, że kiedykolwiek uda mi się to zmienić. Wątpiłem w to, że Holly w końcu się odmieni. Próbowałem być najlepszy. Próbowałem wszystkiego, by jej podejście do związków powoli się zmieniało. Ona jednak nadal żyła przeszłością. A to skutecznie blokowało każde metody i działania, jakie podejmowałem. Poczułem się tak, jakbym znajdował się na zupełnie przegranej pozycji.
                   Holly milczała. Jej oczy nie odrywały się od moich tęczówek. Widziałem w nich odbicie ogniska, przy którym siedzieliśmy. Dziewczyna rozchyliła lekko wargi. Wtedy byłem pewny, że być może w końcu się odezwie. Ona jednak odwróciła się i zwiesiła głowę. Najwidoczniej postanowiła nie komentować moich słów w żaden sposób. Dostrzegłem na jej twarzy smutek. Poczułem żal i gorycz, a także lekką wściekłość na to, że znów się odsunęła. Że znów ucięła temat, uciekając od niego. To było naprawdę frustrujące.
                  Niewiele myśląc, poderwałem się z miejsca. Poczułem, że dzięki temu znów zwróciłem na siebie jej uwagę. Teraz jednak nie było to dla mnie ważne. Ruszyłem w stronę jeziora. Musiałem się uspokoić i przemyśleć wszystko na spokojnie. Bo czy faktycznie bycie z osobą, która cię nie kocha, ma jakikolwiek sens? Wcześniej liczyłem na zmianę. Że być może uda mi się wywołać w niej to uczucie. Teraz jednak straciłem na to resztkę nadziei.

~***~
                Przez chwilę siedziałam w bezruchu, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Luke wstał, a następnie ruszył w kierunku jeziora. Tuż przy brzegu znajdowało się przewrócone drzewo, które idealnie nadawało się na prowizoryczną ławkę. Blondyn usiadł na nim, pochylając się lekko do przodu. Oparł łokcie o kolana, układając brodę na jednej dłoni. Przez moment błękitne oczy chłopaka wpatrywały się w spokojną taflę wody. Później drgnął, spuszczając głowę.
               Nie byłam ani trochę z siebie zadowolona. Czułam, że zawaliłam wszystko. Pod względem uczuć byłam emocjonalnym tchórzem i nawet nie próbowałam sobie wmówić tego, że jest inaczej. Wiedziałam, że mam z tym problem. Że boję się o tym mówić. Wcześniej bałam się nawet tego czuć, ale to właśnie dzięki niemu wszystko się zmieniło. Na nowo pokazał mi, że miłość wcale nie jest taka straszna. Widziałam, że przeszłość nie powinna mieć wpływu na to, co dzieje się teraz. Jednak nie potrafiłam od tak tego wymazać.
              Wpatrując się tak w smutnego i z pewnością rozżalonego chłopaka, zrozumiałam, jak bliska jestem tego, by go stracić. Jego słowa dobitnie mi to pokazały. Choć jego ton był spokojny  w końcu ani razu nie podniósł głosu  to jednak wyczuwałam w nim nutę zawodu i goryczy. Widać było po nim to, że zaczyna w nas wątpić. A raczej wątpić we mnie. A ja tak cholernie nie chciałam go zranić. Mimo tego i tak to zrobiłam. Milcząc, uciekając i unikając tego, co tylko może tyczyć się tego jednego konkretnego uczucia.
              Siedząc jednak samej przy ognisku i nie spuszczając z niego wzroku, w końcu doszło do mnie to, że nie mogę więcej się bać. Muszę w końcu się przełamać i zrobić wszystko, by przy mnie został. Kto normalny rezygnuje z kogoś, kto go kocha? Kto normalny odsuwa się od osoby, która się dla niej poświęca i po prostu przy niej jest bez względu na wszystko? Luke był całkiem inny niż mój były. Był lepszy. Był tym, komu ufałam w stu procentach. Dawał mi poczucie bezpieczeństwa oraz szczęście. Pokazał mi na nowo uczucie, które dawniej kojarzyło mi się z bólem, cierpieniem i poniżaniem. Teraz było naprawdę inaczej.
              I w końcu to do mnie dotarło. W końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam o niego zawalczyć. Teraz była moja kolej na wykonanie następnego kroku. Nie jego. To ja musiałam przezwyciężyć strach i w końcu się przełamać. Przecież nie mogłam tego zniszczyć. Nie mogłam pozwolić na to, co się teraz działo. Nie mogłam stracić osoby, którą kochałam…

~***~
               Zacisnąłem mocniej usta. Nadal wpatrywałem się w swoje dłonie, jakby to miało mi w jakikolwiek sposób pomóc się uspokoić. Nie chciałem robić wielkiego dramatu. To miał być spokojny wyjazd. Niestety, plan nie do końca się udał.
               Z jednej strony była to moja wina, bo mogłem odpuścić sobie ten temat i nie psuć nocy, która zapowiadała się wręcz idealnie. Z drugiej zaś czułem się dotknięty i przybity przez postawę Holly. Jednak nie mogłem jej do niczego zmusić. Pragnąłem jednak jakiegokolwiek zapewnienia, że to, co jest między nami, ma w ogóle jakąkolwiek przyszłość. Chciałem, choć małego zapewnienia, że nie staram się na marne.
                  Raz za razem analizowałem całą tę sytuację, próbując nawet tworzyć inne, znacznie lepsze scenariusze, jakie mogły mieć miejsce. W końcu przez to ciągłe myślenie doszedłem już do tego momentu, w którym na siłę usprawiedliwiałem jej zachowanie. Bo być może wcale nie powinniśmy być razem, a ja oczekiwałem po prostu zbyt wiele? Może nasza historia wcale nie miała być długa i szczęśliwa?
                  Byłem tak pochłonięty własnymi myślami, że nawet nie słyszałem jej kroków. Lekko drgnąłem, gdy Holly usiadła obok. Powoli mnie objęła, choć ten gest był delikatny, jakby obawiała się tego, że znów wstanę i odejdę. Jednak kiedy nadal nie ruszałem się z miejsca, położyła głowę na moim ramieniu.
 Przepraszam. Wiem, że się powtarzam, ale tak bardzo cię przepraszam.
                  Słysząc jej cichy, wilgotny głos, odwróciłem się. Spojrzałem w jej zaszklone tęczówki. Przez chwilę milczeliśmy, nie odrywając od siebie oczu. Moja postawa względem niej zmieniła się, gdy zobaczyłem pierwsze spływające po jej policzkach łzy. Od razu otoczyłem ją ramionami, a ona mocniej wtuliła się we mnie, co też dodatkowo mnie uspokoiło. Musnąłem ustami jej czoło. Dziewczyna zacisnęła bardziej palce na mojej szarej bluzie. Tkwiliśmy tak razem objęci jeszcze przez kilka długich minut.
                   W końcu Holly ponownie podniosła głowę. Nasze spojrzenia na nowo się ze sobą spotkały. Uśmiechnęła się lekko. Dokładnie obserwowałem każdy jej ruch. Przyjemne ciepło rozniosło się po moim ciele, gdy przejechała palcami po moim policzku.
 Przepraszam  odparła po raz kolejny.  Ja…
 Domyślam się, co chcesz mi powiedzieć…
 Nie. Nie zamierzam już więcej uciekać.
                   Uniosłem z zaskoczeniem brwi. Teraz zupełnie nie wiedziałem, do czego zmierza. Po chwili nieco rozjaśniło mi się w głowie. Czyżby przyszedł czas na poważną rozmowę? Taką, w której w końcu dowiem się na czym stoję?
                   Dziewczyna uniosła się, składając na moich ustach krótki pocałunek. Przymknąłem oczy, chcąc zatrzymać tę przyjemną chwilę na dłużej. Prawda była taka, że bałem się tego, co mogę usłyszeć. Holly przecież mogła od tak ze wszystkiego zrezygnować, a ja z pewnością nie potrafiłbym jej zatrzymać. Nieprzyjemne ukłucie w sercu pojawiło się ponownie, gdy tylko pomyślałem o najgorszym scenariuszu, który mógłby się tu rozegrać.
 Luke, musisz wiedzieć, że… Chyba twoje słowa pomogły mi w końcu to wszystko zrozumieć.  Pokiwałem głową, słuchając jej uważnie.  Potrzebowałam tego impulsu. Potrzebowałam tego momentu niepewności i… W pewnym sensie obawy.
– Obawy?
 Przed tym, że możesz mnie zostawić. Zrozumiałam, jak łatwo mogę cię stracić. I to przez swoją głupotę. A ja… Nie chcę, by do tego doszło.
 Nie chcę cię do niczego zmuszać…
 Nie zmuszasz mnie  przerwała mi szybko.  Do niczego mnie nie zmuszasz. To co powiedziałeś, skutecznie otworzyło mi oczy. Jesteś dla mnie ważny. Jesteś dla mnie na pierwszym miejscu i zrobiłabym dla ciebie wszystko. Jesteś… Jesteś cudownym facetem, Luke, a wtedy przy ognisku… Nie chcę cię więcej ranić. Nie chcę cię więcej rozczarowywać.
 Holly, to nie tak…
 Pozwól mi skoczyć  poprosiła, przejeżdżając palcem po mojej dolnej wardze. To skutecznie uciszyło mnie na nowo.  Nie mówię tego wszystkiego tylko dlatego, by na siłę cię przy mnie zatrzymać. Ja… Naprawdę to czuję. I czułam to wcześniej, ale chyba po prostu bałam się tego odpowiednio nazwać. Traktowanie tego uczucia bezimienne i po prostu unikanie mówienia tego, chyba było po prostu łatwiejsze. Ale z tym koniec.
 K-koniec?
 Kocham cię, Luke.
                    Wstrzymałem oddech, momentalnie robiąc wielkie oczy. To były te słowa. Te konkretne słowa, na które tak długo czekałem. Te słowa, które zobrazowały mi wszystko. Te dwa piękne słowa, które rozwiały wszelkie wątpliwości. Negatywne uczucia zniknęły. Znów poczułem się cholernie szczęśliwy. Potrzebowałem tego słownego zapewniania, by móc ruszyć dalej. By nadal tworzyć z nią to, co powoli budowaliśmy. Miałem wrażenie, że teraz nasza relacja będzie jeszcze mocniejsza.
                    Zrobiło mi się gorąco. Moje serce od razu przyspieszyło. Zaczęło walić tak mocno, że przez chwilę byłem pewny, że wyskoczy mi z klatki piersiowej. Po policzku Holly spłynęła kolejna, już teraz osamotniona łza, którą szybko starłem jednym ruchem palca. Dziewczyna uśmiechnęła się, a ja od razu odpowiedziałem tym samym.
 Kocham cię  powtórzyła pewniejszym głosem.
 Ja też cię kocham, Holly  odparłem, przysuwając się bliżej i łącząc nas w kolejnym, czułym pocałunku.



***
Luke w końcu doczekał się tego, co tak bardzo chciał usłyszeć i znów jest happy chłopakiem :D Przy okazji Hemmo powinien przeczytać sobie jeden rozdział Pod Jednym Dachem, by wiedzieć, że namiot może cię niespodziewanie zaatakować XD 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Chcę również podziękować za otrzymane komentarze, które znalazłam nie tylko pod ostatnim rozdziałem! Dziękuję!

Pozdrawiam i do następnego!

#SexTherapyFF


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz